Celtycki ukończon.
Ma 21/21 cm.
Wyszło, że patrząc na wzorzec Celtyckiej się nie wywiązałam należycie, a przy okazji pomyłek... zaprojektowałam nowy wzór:)
Zatem jak się tylko obrobię nieco wracam do oryginału i będę piłować, aż zrobię dokładnie według schematu.
I zrobię ponczo z takich WŁAŚCIWYCH kwadratów.
Każdy kwadrat robi się osobno, później się je łączy.
Będzie wyzwanie:)
Ukończone mam jeszcze dwie chusty, ale czekają na dobre foty i na właściwy moment do prezentacji - i czekają na dokończenie mitenek do kompletu z jedną z chust.
Na drutach małe co nieco, niedługo pokażę:D
Naprawdę małe, przerywnik, ale jakże sympatyczny i ciepłe uczucia budzący...
Pokażę, jeszcze trochę.
O kocie w worku pamiętam - Kankanka, słyszyyyysz?:)
A póki co - remontu part II.
Bród i smród, na szczęście ubóstwa chwilowo nie ma, bo wszystko kosztuje:)
Dziś urlopowałam się i czuwałam ja. Zamknięta zepsem w jednym pokoju, w którym dało się żyć. Następne dni bierze na klatę mój-ci-on.
A to dopiero prace przygotowawcze!
Właściwa ekipa wchodzi za około półtora tygodnia.
Oj, będzie się działo...
Mąż mi dzisiaj nadał tytuł "remontowej lokomotywy":D:D:D
No to będę.
Napędzanym elektrycznie szynobusem, a nie jakąś tam lokomotywą!
Zaplanowałam, że będę tym szynobusem dośmiertnie.
Albowiem zawsze, ale to zawsze mieliśmy w chałupie jakiegoś niedorobionego "smroda" w postaci ... kilkanaście lat nieremontowanego pomieszczenia. Koniec z tym! Co cztery lata, nie rzadziej, Po tym remoncie stulecia - odświeżanie co cztery lata. Rzekłam!
Oczy średnio, byłam u okulisty. Tendencja jaskrowa zniżkowa, powolna, nieuchronna.
Powiązanie z cholesterolem... i z wieloletnią chorobą, którą przeszłam.
Jutro odbieram nowe szkła do czytania.
Co pół roku obowiązkowa kontrola ciśnienia śródgałkowego. Jest niepokojąco zmienne.
Z jakimś kątem przesączania coś nie teges.
Zatem remont w chałupie - i remonta we mnie, nie ma wyjścia:)
Nie, nie przejmuję się, słowo!
(jakby kto wiedział, jak sobie przeczyścić żyły i tego dziada cholesterolowego usadzić to byłabym wdzięczna. Nie mam ochoty na wylew, zawał czy ślepotę!)
Nie lubiłam się badać.
Szłam jak musiałam.
To się skończyło.
Teraz będę co pół roku - grzecznie, bez przypominania.
To lecę!
Niedospanie daje o sobie znaaaaaać:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Celtyckie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Celtyckie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 października 2011
sobota, 22 października 2011
Zaraza... i kolczyki!
Zaraza mię dopadła.
Wiedziałam, że nadciąga nieuchronnie.
Nie wiedziałam, że będzie kolejnym nieuleczalnym nałogiem.
Generalnie jest niedobrze, bo z przeproszeniem jeszcze tylko tego mi brakowało...
Zaraza ma nazwę własną.
Zwie się "zaraza celtycka" i ma ścisły związek z tą oto zarazą celtycką, będącą istotą żyjącą.
Poznał człowiek babę lat temu kilka w necie, w okolicznościach innych niż dziewiarskie poznał, niczego się nie spodziewając spokojnie sobie żył. Że baba dzierga wiedział, wiedział też i widział, co dzierga. Ale że wciąga? Tego nie wiedział! Po latach na niejakim raverly przyglądając się dziełom rzeczonej odkrył, że to ona!
Maila przez raverly napisał, ucieszył się jak jaki głupi...
Baba okazała się bardziej niebezpieczna, niż myślał.
Bo ona nie tylko dzierga - ona projektuje, artystkom jest, po nocach nie śpi, węzły celtyckie plecie - i wciąga!
Innych w ten proceder wciąga, nosz jasny gwint!
Podstępnie mi pokazała swoje pomysły.
Jeszcze bardziej podstępnie i cichcem przysłała mi na maila kilkanaście z milionapińcet projektów i delikatnie zapytała, czy mi się podobają... zaraza, mówię wam!
Haczyk połknęłam.
Od wczoraj plotę celtyckie węzły klnąc momentami w żywy dym (no teraz już nie, ale na początku gorrrąco było) - i oczy przecieram ze zdumienia patrząc na to, co mi spod drutów wychodzi! I że ona ta samiuśka wymyśliła, no! Plecionki umiem robić, plecionki lubię, ale takie zawijasy dziobię pierwszy raz. Będzie tego więcej:)
Jakby nie patrzeć powoli idę w etno. Mam kolejny plan na poncho - tym razem według celtic patterns niejakiej Devorgilli - poncho z kwadratów. Poniżej zajawki tego, który dziś skończę:
Mówię wam - jazda jest niezła, ale efekt miodzio! Trza to jeszcze skończyć, uprać, oczka równiuśko ułożyć - i się ponapawać:) Będzie zatem celtyckie ponczo, nie wiem jeszcze, kiedy będzie i z czego, koncept trza będzie dopracować i wełnę stosowną dobrać. Po raz pierwszy od dawna dziergam na drutach prostych - czuję się, jakbym działa na patykach! Oduczyłam się:)
No i kolczyki. Uszy sobie przebiłam, to się powoli trza obkupić. Szukałam czegoś, co by mi się podobało, nie miałam pojęcia, że w sieci jest tego całe mnóstwo! Co nie oznacza, że wszystko mnie się podoba. Szukałam, szukałam - i znalazłam piękne miejsce. Zamówiłam kolczyki, już są zrobione, już niedługo do mnie przyjadą, a ja dostałam ich fotkę. Fotka jest autorstwa właścicielki galerii Harapati (klik!), dostałam ją na maila:
Nie mogę się doczekać:) A jakby się kto na stronę Harapati wybrał i zobaczył tam nowe kolczyki, takie z orientalnym akcentem, o takie (zdjęcie ukradzione z galerii, a dokładnie żywcem stąd):
to chciałam tylko zaznaczyć, że właśnie wysłałam maila do właścicielki, że te TEŻ CHCĘ i mam wielką nadzieję, że je już dla mnie zarezerwowała. Więc się proszę, drodzy państwo, nie napalać, ino poczekać na następne:)
Wiedziałam, że nadciąga nieuchronnie.
Nie wiedziałam, że będzie kolejnym nieuleczalnym nałogiem.
Generalnie jest niedobrze, bo z przeproszeniem jeszcze tylko tego mi brakowało...
Zaraza ma nazwę własną.
Zwie się "zaraza celtycka" i ma ścisły związek z tą oto zarazą celtycką, będącą istotą żyjącą.
Poznał człowiek babę lat temu kilka w necie, w okolicznościach innych niż dziewiarskie poznał, niczego się nie spodziewając spokojnie sobie żył. Że baba dzierga wiedział, wiedział też i widział, co dzierga. Ale że wciąga? Tego nie wiedział! Po latach na niejakim raverly przyglądając się dziełom rzeczonej odkrył, że to ona!
Maila przez raverly napisał, ucieszył się jak jaki głupi...
Baba okazała się bardziej niebezpieczna, niż myślał.
Bo ona nie tylko dzierga - ona projektuje, artystkom jest, po nocach nie śpi, węzły celtyckie plecie - i wciąga!
Innych w ten proceder wciąga, nosz jasny gwint!
Podstępnie mi pokazała swoje pomysły.
Jeszcze bardziej podstępnie i cichcem przysłała mi na maila kilkanaście z milionapińcet projektów i delikatnie zapytała, czy mi się podobają... zaraza, mówię wam!
Haczyk połknęłam.
Od wczoraj plotę celtyckie węzły klnąc momentami w żywy dym (no teraz już nie, ale na początku gorrrąco było) - i oczy przecieram ze zdumienia patrząc na to, co mi spod drutów wychodzi! I że ona ta samiuśka wymyśliła, no! Plecionki umiem robić, plecionki lubię, ale takie zawijasy dziobię pierwszy raz. Będzie tego więcej:)
Jakby nie patrzeć powoli idę w etno. Mam kolejny plan na poncho - tym razem według celtic patterns niejakiej Devorgilli - poncho z kwadratów. Poniżej zajawki tego, który dziś skończę:
Mówię wam - jazda jest niezła, ale efekt miodzio! Trza to jeszcze skończyć, uprać, oczka równiuśko ułożyć - i się ponapawać:) Będzie zatem celtyckie ponczo, nie wiem jeszcze, kiedy będzie i z czego, koncept trza będzie dopracować i wełnę stosowną dobrać. Po raz pierwszy od dawna dziergam na drutach prostych - czuję się, jakbym działa na patykach! Oduczyłam się:)
No i kolczyki. Uszy sobie przebiłam, to się powoli trza obkupić. Szukałam czegoś, co by mi się podobało, nie miałam pojęcia, że w sieci jest tego całe mnóstwo! Co nie oznacza, że wszystko mnie się podoba. Szukałam, szukałam - i znalazłam piękne miejsce. Zamówiłam kolczyki, już są zrobione, już niedługo do mnie przyjadą, a ja dostałam ich fotkę. Fotka jest autorstwa właścicielki galerii Harapati (klik!), dostałam ją na maila:
Nie mogę się doczekać:) A jakby się kto na stronę Harapati wybrał i zobaczył tam nowe kolczyki, takie z orientalnym akcentem, o takie (zdjęcie ukradzione z galerii, a dokładnie żywcem stąd):
to chciałam tylko zaznaczyć, że właśnie wysłałam maila do właścicielki, że te TEŻ CHCĘ i mam wielką nadzieję, że je już dla mnie zarezerwowała. Więc się proszę, drodzy państwo, nie napalać, ino poczekać na następne:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

