urlop. Niby mam go teraz skolko ugodno, ale na przykład wyjechać mogę rzadko. A teraz wyjechałam:)
I mam las, cuuudny las:
Mam też jezioro, niebo niebieskie bardzo mocno, więc i woda w akwenie ma stosowny do nieba kolor.
Jeździmy na rowerach (syn zrobił nam ekstra park maszynowy - wyremontował i wyposażył dwa rowery, to samo zrobił z rowerem swoim). No i mamy do dyspozycji trzy rowery, korzystamy z nich do wypęku.
W sitowiu na zdjęciu z rowerami mieszkają żaby. Na razie jeszcze śpią, ale kiedy przychodzi ich pora warto tam podjechać choćby dla samych atrakcji akustycznych :)
Wieczorami palimy w kominku, popijamy smakowite drinki, oglądamy filmy, gadamy, gadamy, gadamy.
Oprócz tych wszystkich atrakcji gotuję z upodobaniem moim wdzięcznym pożeraczom, dziergam na szydełku oraz urządzamy niewielki ogródek (panowie kopią, ja nakupiłam kwiatków i czekam na przekopaną i użyźnioną glebę, żeby je posadzić).
Dziś ciepły dzień, marcowe 18 stopni nie zdarza się często. Aż chce się żyć w tej temperaturze i w tych błękitach nieba - i w tym lesie, który mam na posesji. A w odległości niewielkiej mam las duuuuży, prawdziwą puszczę pełną dobra wszelakiego - od olejków eterycznych począwszy na jesiennych grzybach wszelakich zakończywszy.



