Dalej czapkuję, czapka jest już całkiem czapkowa, kończę drugą warstwę, niedługo je obie połączę. Miejscem ostatecznego łączenia warstw będzie czubek głowy. Pierwotne łączenie jest w miejscu, gdzie kończy się plisa ściągaczowa/otok/jakgotamzwał:
Czapka sobie stoi samorządnie i niezależnie, otok ma podwójny, więc tenże ją w pionie trzyma. Warstwa, którą w tej chwili widać jako spodnią jest cała w niebieskościach, tutaj widać czubek lewej strony:
A tutaj na plaskacza, strona niebiesko - czarna, widać, że to zwyczajna zwyczajność, w towarzystwie czerni niebieski się tak jakoś rozjaśnił:
Tu podobne zdjęcie, aczkolwiek deczko przyciemnione, kolory bardziej prawdziwe. Czapka jest robiona całkowicie bezszwowo, ma dwie prawe strony, wzór przeze mnie umyślony, musiałam właściwie tylko ustalić, ile potrzeba nabrać oczek, resztę już miałam w głowie. Dziś ją pewnie skończę i zacznę niebieski komin, po czym coby całkiem nie paść z nudów nabiorę na druty włóczkę na następną czapkę. Fason ten sam, pomysł ten sam, tylko podstawowy kolor z zupełnie innej bajki.
I jeszcze kłębkowy bałwanek z podstawką, który dowodzi, że nad narzutowymi kwadratami również pilnie pracuję, system dwóch kwadratów dziennie działa, choć nie każdego dnia. Nie spinam się jednak, cel pozostaje dwukwadratowy, jak nie wyjdzie to zawsze do tego samego punktu wracam i staram się te dwa machnąć - i przybywa ich, przybywa. Na razie w stosiku grzecznie sobie leżakują, część ma już pochowane nitki, gdybym je do "węzła głównego" przyłączyła miałabym już pół narzuty - ha!
Czytam, a raczej słucham dalej audiobooka "Świat w moich dłoniach" Petera Heppa. Podczytuję też coś inszego, ale o tym potem:)
No i mam WIEŚCI.
Mam sporo do pokazania - będę zanęcać:
1. Mam już ponczo od Mamuni - pokażę, a jakże:)
2. Odkopałam całkiem fajny i całkiem skończony udzierg, też pokażę, a co;)
3. Dostałam dziś paczkę, w paczce był komplet - trzy cosie, pikne co cud, zamówione przez mię, cosie pokażę do piątku (się postaram znaczy!), napiszę skąd mam, mieć może każdy. I napiszę, dlaczego po otwarciu przesyłki się poryczałam. Bo tak było.
4. No i będzie ciąg dalszy opowieści ze szpitalnych oddziałów.
A teraz - jako że mam dziś Święto i spodziewam się Gościa z własnoręcznie zrobionymi prezentami - oddalam się przygotować stół, obłożyć go obficie łakociami i owocami, nalać do szklanek soczku i oczekiwać. Gość zostaje dziś na noc, muszę przygotować cieplutką kołderkę, coby chudy brzuszek mógł się pod nią ogrzać i wymiziać:)
Lecę się podłączyć do Maknety, wszystkich czytających serdecznie pozdrawiam, a najserdeczniej dziś pozdrawiam Babcie i Agnieszki:)
P.S. Kundliszcze żywie, je niewiele ale je, naszej paszy się domaga. Formę ma chyba w miarę stałą, tylko to niejedzenie deczko niepokoi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Męski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Męski. Pokaż wszystkie posty
środa, 21 stycznia 2015
środa, 14 stycznia 2015
Dziergam i czytam - po raz siódmy:)
Wreszcie się dorwałam, zaczęłam, ruszyłam. Nie mogłam się zmobilizować do nabrania oczek, wolałam lecieć po bandzie szydełkowymi kwadratami. A teraz jestem szczęśliwa jak mucha w gównie - znów mam w rękach druty:)
Będzie czapka dla mężczyzny. A później do kompletu będzie jeszcze komin. Czapka dwuwarstwowa, a przy tym dwustronna. Druga strona będzie inna, z dodatkiem nowego koloru. Tak sobie przyszły Nosiciel umyślił:) Dziergam na razie na drutach skarpetkowych, bo zależy mi na ścisłym ściegu (dziergam dość luźno, a na skarpetkowych ściśle, nie wiem, dlaczego). A dziergam z tej włóczki:
Malabrigo arroyo, kolor powyżej zapodany (w rzeczywistości barwy są jeszcze bardziej stonowane, ale foty robiłam komórką, a na dokładną obróbkę brakło mi czasu), druty numer 3. Jak skończę otok przejdę na madżikluupa:)
Kwadratów narzutowych przybywa - udaje się zachować rytm dwóch kwadratów dziennie, choć po prawdzie teraz szydełko będzie konkurować z drutami i będę musiała się ZMAGAĆ.
W związku z pytaniami o szydełko raz jeszcze pokażę zdjęcie z poprzedniego dzierganego posta:
To są szydełka japońskie Clover, zakupione o tutaj - w Zamotanem. Mają rączkę i krótki "odcinek" szydełka, a w związku z tym moja prawa rączka - odkąd ich używam - ma się świetnie. Dłoń się nie "ciśnie", a w dzierganiu mogę też pomagać sobie kciukiem. Jeszcze by się przydało coś do lewej rączki, bo ona w tym układzie ma gorzej. Gorzej niż prawa, ma się rozumieć:)
A co czytam? Otóż czytam słuchając, czyli korzystam z wariantu audio. Przy dzierganiu ogromna oszczędność czasu:)
Po pierwsze - słucham ekskluzywnej sieroty oraz azaliż również ją czytam. Oczywiście nie non stop, ale zaczynam mieć ją nie tylko w głowie, ale i w sercu.
A po drugie - słucham:
(zdjęcie stąd)
Słucham już po raz kolejny. Jest przejmująca. Do bólu prawdziwa. Opisuje rzeczywistość. I tylko czasem się zastanawiam, czy nie powinnam zabrać się za coś lżejszego, może za jakąś sensację lub kryminał, bo trudnych tematów mam póki co po kokardę.
P.S. Chciałam wrzucić zdjęcie psiny, ale nie umiem skorygować odbicia światła w oczach. Z tym odbiciem wygląda niczym zombie:) Trzyma się zwierz - trochę chyba jest słabsza, mniej je, ale na zabawę i spacery wciąż ma ochotę.
Etykiety:
Czapka,
Malabrigo,
Męski,
Pies,
Wspolne dzierganie i czytanie u Maknety
wtorek, 3 kwietnia 2012
Odżywam:)
Maraton domowo - pracowy (znaczy praca zawodowa w chałupie) ukończon. Bajzel trza posprzątać:)
Zdrowieję piernikiem, kończę antybiotyk. Sił przybywa w postępie geometrycznym.
Zatem w pierwszy dzień po rzeczonym maratonie, korzystając jeszcze z przywileju bycia rekonwalescentem piję kawkę w łóżku z lapkiem na kolanach, delektuję się odpoczynkiem - i wrzucam pierwsze od niepamiętnych czasów dziergadło, czas jakiś temu udziane.
Żadne tam wysokie loty - ot, męski sweter, z pięknego szarego nepala, tym razem na plaskacza, bo na polowanie na manekina czasu brakło, a stosownego modela na podorędziu nie było:)
Projekt ogólny mój własny oparty na znanych schematach (raglan dziergany od dołu, trochę ryżu, trochę warkoczyków).
Kiedy mierzyłam dzianinę na mężczyźnie domowym okazało się, że warkocz biegnący wzdłuż rękawa od szyi do nadgarstka pięknie poszerza ramiona i modeluje przez to męską sylwetkę. Tego efektu nie przewidziałam, ale przypadkiem się osiągnął - i cieszy:)
Nota bene też będę mieć kiedyś taki sweter - mierzyłam, bardzo mi się podobał. Znaczy ja się sobie w nim. Bardzo. Se dziergnę, kiedyś:)
To lecimy z koksem:
Nitki łączę metodą "filcowania na mokro":). Pewnie nie ja wymyśliłam ten proch i nie ja go stworzyłam, a z drugiej strony sama do tego doszłam - no i prawa autorskie czyje? W każdym razie to kolejna już dzianina, w której nitki tak właśnie łączę, lewa strona jest zachwycająca przez swoją estetykę - i tak już te nitki łączyć będę. Dopóki dziergałam "szwowo" problemu z nitkami nie było - były szwy i i nitki się w nich sprytnie dawało schować. Odkąd staram się dziać bezszwowo, czyli gdzieś od dwóch lat problem był nie do przejścia, a pierwszy raz nerw mię szarpnął porządnie, kiedy kończyłam pierwsze wielbłądzie poncho. I kiedy te nitki doprowadziły mnie do dzikiego szału, bo nie dość, że chciały popsuć efekt na prawej stronie dzianiny (widać było wypukłość) to jeszcze wciągnąć je skutecznie na lewej było rzeczą prawie nieosiągalną. Jakoś to w końcu poszło, ale miałam niedosyt ogromny. I znalazłam rozwiązanie:)
Czy ktoś z Was szarpie się z lewą stroną i ma problem z nitkami? Ktoś chciałby zobaczyć na zdjęciach, jak można sobie z tym poradzić? Piszcie. Jeśli będą chętni i potrzebujący to obcykam metodę i wrzucę - pewnikiem już po świętach.
Zdrowieję piernikiem, kończę antybiotyk. Sił przybywa w postępie geometrycznym.
Zatem w pierwszy dzień po rzeczonym maratonie, korzystając jeszcze z przywileju bycia rekonwalescentem piję kawkę w łóżku z lapkiem na kolanach, delektuję się odpoczynkiem - i wrzucam pierwsze od niepamiętnych czasów dziergadło, czas jakiś temu udziane.
Żadne tam wysokie loty - ot, męski sweter, z pięknego szarego nepala, tym razem na plaskacza, bo na polowanie na manekina czasu brakło, a stosownego modela na podorędziu nie było:)
Projekt ogólny mój własny oparty na znanych schematach (raglan dziergany od dołu, trochę ryżu, trochę warkoczyków).
Kiedy mierzyłam dzianinę na mężczyźnie domowym okazało się, że warkocz biegnący wzdłuż rękawa od szyi do nadgarstka pięknie poszerza ramiona i modeluje przez to męską sylwetkę. Tego efektu nie przewidziałam, ale przypadkiem się osiągnął - i cieszy:)
Nota bene też będę mieć kiedyś taki sweter - mierzyłam, bardzo mi się podobał. Znaczy ja się sobie w nim. Bardzo. Se dziergnę, kiedyś:)
To lecimy z koksem:
Całość:
I jeszcze raz:
Detal:
I jeszcze raz:
I jeszcze jedno zbliżenie:
A tak wygląda lewa strona - caluśka! Ani jednego łączenia, ani jednej wrabianej na koniec nitki - znaczy tylko cztery: pierwsza dolna, ostatnia górna przy golfie i dwie u nasady rękawów:
Nitki łączę metodą "filcowania na mokro":). Pewnie nie ja wymyśliłam ten proch i nie ja go stworzyłam, a z drugiej strony sama do tego doszłam - no i prawa autorskie czyje? W każdym razie to kolejna już dzianina, w której nitki tak właśnie łączę, lewa strona jest zachwycająca przez swoją estetykę - i tak już te nitki łączyć będę. Dopóki dziergałam "szwowo" problemu z nitkami nie było - były szwy i i nitki się w nich sprytnie dawało schować. Odkąd staram się dziać bezszwowo, czyli gdzieś od dwóch lat problem był nie do przejścia, a pierwszy raz nerw mię szarpnął porządnie, kiedy kończyłam pierwsze wielbłądzie poncho. I kiedy te nitki doprowadziły mnie do dzikiego szału, bo nie dość, że chciały popsuć efekt na prawej stronie dzianiny (widać było wypukłość) to jeszcze wciągnąć je skutecznie na lewej było rzeczą prawie nieosiągalną. Jakoś to w końcu poszło, ale miałam niedosyt ogromny. I znalazłam rozwiązanie:)
Czy ktoś z Was szarpie się z lewą stroną i ma problem z nitkami? Ktoś chciałby zobaczyć na zdjęciach, jak można sobie z tym poradzić? Piszcie. Jeśli będą chętni i potrzebujący to obcykam metodę i wrzucę - pewnikiem już po świętach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







