jeszcze nie było.
Dziś będą.
Muszą!
Devorgilla oszalała ze szczętem. Robi candy! I rozdaje... ogromne, ciepłe celtyckie szale - własnoręcznie dziergnięte!. Ja już widziałam te produkty dawno. For sale były! Że ona zechce je rozdać za darmo w życiu bym nie pomyślała! Ona szaleje, my korzystajmy:)))
Mówię Wam, zajrzyjcie chociaż. Jest tego mnóstwo, szanse są duże - bierzcie, jak dają!
Tu jest avatar:
Widziałam czerwone, fioletowe, różowe, kilka białych, brązy i beże - no po prostu szał! Jeśli komuś się podobał mój mizerny celtycki kwadracik to na candy znajdzie... esencję celtycyzmu:)))
Lećcie, mówię Wam!
Pani Matematyk i Geometra jeszcze inne zgadywajki wymyśliła i niespodzianki dla tych, co zgadną - szykuje się niezła zabawa! A Devorgilla poczucie humoru ma nieprawdopodobne - przepony mamy zagrożone wszyscy:)))
A tu przykład tego, co ona rozdaje (kradzione z bloga):
Czyż to nie czyste szaleństwo???
wtorek, 25 października 2011
poniedziałek, 24 października 2011
Qadratto finito
Celtycki ukończon.
Ma 21/21 cm.
Wyszło, że patrząc na wzorzec Celtyckiej się nie wywiązałam należycie, a przy okazji pomyłek... zaprojektowałam nowy wzór:)
Zatem jak się tylko obrobię nieco wracam do oryginału i będę piłować, aż zrobię dokładnie według schematu.
I zrobię ponczo z takich WŁAŚCIWYCH kwadratów.
Każdy kwadrat robi się osobno, później się je łączy.
Będzie wyzwanie:)
Ukończone mam jeszcze dwie chusty, ale czekają na dobre foty i na właściwy moment do prezentacji - i czekają na dokończenie mitenek do kompletu z jedną z chust.
Na drutach małe co nieco, niedługo pokażę:D
Naprawdę małe, przerywnik, ale jakże sympatyczny i ciepłe uczucia budzący...
Pokażę, jeszcze trochę.
O kocie w worku pamiętam - Kankanka, słyszyyyysz?:)
A póki co - remontu part II.
Bród i smród, na szczęście ubóstwa chwilowo nie ma, bo wszystko kosztuje:)
Dziś urlopowałam się i czuwałam ja. Zamknięta zepsem w jednym pokoju, w którym dało się żyć. Następne dni bierze na klatę mój-ci-on.
A to dopiero prace przygotowawcze!
Właściwa ekipa wchodzi za około półtora tygodnia.
Oj, będzie się działo...
Mąż mi dzisiaj nadał tytuł "remontowej lokomotywy":D:D:D
No to będę.
Napędzanym elektrycznie szynobusem, a nie jakąś tam lokomotywą!
Zaplanowałam, że będę tym szynobusem dośmiertnie.
Albowiem zawsze, ale to zawsze mieliśmy w chałupie jakiegoś niedorobionego "smroda" w postaci ... kilkanaście lat nieremontowanego pomieszczenia. Koniec z tym! Co cztery lata, nie rzadziej, Po tym remoncie stulecia - odświeżanie co cztery lata. Rzekłam!
Oczy średnio, byłam u okulisty. Tendencja jaskrowa zniżkowa, powolna, nieuchronna.
Powiązanie z cholesterolem... i z wieloletnią chorobą, którą przeszłam.
Jutro odbieram nowe szkła do czytania.
Co pół roku obowiązkowa kontrola ciśnienia śródgałkowego. Jest niepokojąco zmienne.
Z jakimś kątem przesączania coś nie teges.
Zatem remont w chałupie - i remonta we mnie, nie ma wyjścia:)
Nie, nie przejmuję się, słowo!
(jakby kto wiedział, jak sobie przeczyścić żyły i tego dziada cholesterolowego usadzić to byłabym wdzięczna. Nie mam ochoty na wylew, zawał czy ślepotę!)
Nie lubiłam się badać.
Szłam jak musiałam.
To się skończyło.
Teraz będę co pół roku - grzecznie, bez przypominania.
To lecę!
Niedospanie daje o sobie znaaaaaać:)
Ma 21/21 cm.
Wyszło, że patrząc na wzorzec Celtyckiej się nie wywiązałam należycie, a przy okazji pomyłek... zaprojektowałam nowy wzór:)
Zatem jak się tylko obrobię nieco wracam do oryginału i będę piłować, aż zrobię dokładnie według schematu.
I zrobię ponczo z takich WŁAŚCIWYCH kwadratów.
Każdy kwadrat robi się osobno, później się je łączy.
Będzie wyzwanie:)
Ukończone mam jeszcze dwie chusty, ale czekają na dobre foty i na właściwy moment do prezentacji - i czekają na dokończenie mitenek do kompletu z jedną z chust.
Na drutach małe co nieco, niedługo pokażę:D
Naprawdę małe, przerywnik, ale jakże sympatyczny i ciepłe uczucia budzący...
Pokażę, jeszcze trochę.
O kocie w worku pamiętam - Kankanka, słyszyyyysz?:)
A póki co - remontu part II.
Bród i smród, na szczęście ubóstwa chwilowo nie ma, bo wszystko kosztuje:)
Dziś urlopowałam się i czuwałam ja. Zamknięta zepsem w jednym pokoju, w którym dało się żyć. Następne dni bierze na klatę mój-ci-on.
A to dopiero prace przygotowawcze!
Właściwa ekipa wchodzi za około półtora tygodnia.
Oj, będzie się działo...
Mąż mi dzisiaj nadał tytuł "remontowej lokomotywy":D:D:D
No to będę.
Napędzanym elektrycznie szynobusem, a nie jakąś tam lokomotywą!
Zaplanowałam, że będę tym szynobusem dośmiertnie.
Albowiem zawsze, ale to zawsze mieliśmy w chałupie jakiegoś niedorobionego "smroda" w postaci ... kilkanaście lat nieremontowanego pomieszczenia. Koniec z tym! Co cztery lata, nie rzadziej, Po tym remoncie stulecia - odświeżanie co cztery lata. Rzekłam!
Oczy średnio, byłam u okulisty. Tendencja jaskrowa zniżkowa, powolna, nieuchronna.
Powiązanie z cholesterolem... i z wieloletnią chorobą, którą przeszłam.
Jutro odbieram nowe szkła do czytania.
Co pół roku obowiązkowa kontrola ciśnienia śródgałkowego. Jest niepokojąco zmienne.
Z jakimś kątem przesączania coś nie teges.
Zatem remont w chałupie - i remonta we mnie, nie ma wyjścia:)
Nie, nie przejmuję się, słowo!
(jakby kto wiedział, jak sobie przeczyścić żyły i tego dziada cholesterolowego usadzić to byłabym wdzięczna. Nie mam ochoty na wylew, zawał czy ślepotę!)
Nie lubiłam się badać.
Szłam jak musiałam.
To się skończyło.
Teraz będę co pół roku - grzecznie, bez przypominania.
To lecę!
Niedospanie daje o sobie znaaaaaać:)
sobota, 22 października 2011
Zaraza... i kolczyki!
Zaraza mię dopadła.
Wiedziałam, że nadciąga nieuchronnie.
Nie wiedziałam, że będzie kolejnym nieuleczalnym nałogiem.
Generalnie jest niedobrze, bo z przeproszeniem jeszcze tylko tego mi brakowało...
Zaraza ma nazwę własną.
Zwie się "zaraza celtycka" i ma ścisły związek z tą oto zarazą celtycką, będącą istotą żyjącą.
Poznał człowiek babę lat temu kilka w necie, w okolicznościach innych niż dziewiarskie poznał, niczego się nie spodziewając spokojnie sobie żył. Że baba dzierga wiedział, wiedział też i widział, co dzierga. Ale że wciąga? Tego nie wiedział! Po latach na niejakim raverly przyglądając się dziełom rzeczonej odkrył, że to ona!
Maila przez raverly napisał, ucieszył się jak jaki głupi...
Baba okazała się bardziej niebezpieczna, niż myślał.
Bo ona nie tylko dzierga - ona projektuje, artystkom jest, po nocach nie śpi, węzły celtyckie plecie - i wciąga!
Innych w ten proceder wciąga, nosz jasny gwint!
Podstępnie mi pokazała swoje pomysły.
Jeszcze bardziej podstępnie i cichcem przysłała mi na maila kilkanaście z milionapińcet projektów i delikatnie zapytała, czy mi się podobają... zaraza, mówię wam!
Haczyk połknęłam.
Od wczoraj plotę celtyckie węzły klnąc momentami w żywy dym (no teraz już nie, ale na początku gorrrąco było) - i oczy przecieram ze zdumienia patrząc na to, co mi spod drutów wychodzi! I że ona ta samiuśka wymyśliła, no! Plecionki umiem robić, plecionki lubię, ale takie zawijasy dziobię pierwszy raz. Będzie tego więcej:)
Jakby nie patrzeć powoli idę w etno. Mam kolejny plan na poncho - tym razem według celtic patterns niejakiej Devorgilli - poncho z kwadratów. Poniżej zajawki tego, który dziś skończę:
Mówię wam - jazda jest niezła, ale efekt miodzio! Trza to jeszcze skończyć, uprać, oczka równiuśko ułożyć - i się ponapawać:) Będzie zatem celtyckie ponczo, nie wiem jeszcze, kiedy będzie i z czego, koncept trza będzie dopracować i wełnę stosowną dobrać. Po raz pierwszy od dawna dziergam na drutach prostych - czuję się, jakbym działa na patykach! Oduczyłam się:)
No i kolczyki. Uszy sobie przebiłam, to się powoli trza obkupić. Szukałam czegoś, co by mi się podobało, nie miałam pojęcia, że w sieci jest tego całe mnóstwo! Co nie oznacza, że wszystko mnie się podoba. Szukałam, szukałam - i znalazłam piękne miejsce. Zamówiłam kolczyki, już są zrobione, już niedługo do mnie przyjadą, a ja dostałam ich fotkę. Fotka jest autorstwa właścicielki galerii Harapati (klik!), dostałam ją na maila:
Nie mogę się doczekać:) A jakby się kto na stronę Harapati wybrał i zobaczył tam nowe kolczyki, takie z orientalnym akcentem, o takie (zdjęcie ukradzione z galerii, a dokładnie żywcem stąd):
to chciałam tylko zaznaczyć, że właśnie wysłałam maila do właścicielki, że te TEŻ CHCĘ i mam wielką nadzieję, że je już dla mnie zarezerwowała. Więc się proszę, drodzy państwo, nie napalać, ino poczekać na następne:)
Wiedziałam, że nadciąga nieuchronnie.
Nie wiedziałam, że będzie kolejnym nieuleczalnym nałogiem.
Generalnie jest niedobrze, bo z przeproszeniem jeszcze tylko tego mi brakowało...
Zaraza ma nazwę własną.
Zwie się "zaraza celtycka" i ma ścisły związek z tą oto zarazą celtycką, będącą istotą żyjącą.
Poznał człowiek babę lat temu kilka w necie, w okolicznościach innych niż dziewiarskie poznał, niczego się nie spodziewając spokojnie sobie żył. Że baba dzierga wiedział, wiedział też i widział, co dzierga. Ale że wciąga? Tego nie wiedział! Po latach na niejakim raverly przyglądając się dziełom rzeczonej odkrył, że to ona!
Maila przez raverly napisał, ucieszył się jak jaki głupi...
Baba okazała się bardziej niebezpieczna, niż myślał.
Bo ona nie tylko dzierga - ona projektuje, artystkom jest, po nocach nie śpi, węzły celtyckie plecie - i wciąga!
Innych w ten proceder wciąga, nosz jasny gwint!
Podstępnie mi pokazała swoje pomysły.
Jeszcze bardziej podstępnie i cichcem przysłała mi na maila kilkanaście z milionapińcet projektów i delikatnie zapytała, czy mi się podobają... zaraza, mówię wam!
Haczyk połknęłam.
Od wczoraj plotę celtyckie węzły klnąc momentami w żywy dym (no teraz już nie, ale na początku gorrrąco było) - i oczy przecieram ze zdumienia patrząc na to, co mi spod drutów wychodzi! I że ona ta samiuśka wymyśliła, no! Plecionki umiem robić, plecionki lubię, ale takie zawijasy dziobię pierwszy raz. Będzie tego więcej:)
Jakby nie patrzeć powoli idę w etno. Mam kolejny plan na poncho - tym razem według celtic patterns niejakiej Devorgilli - poncho z kwadratów. Poniżej zajawki tego, który dziś skończę:
Mówię wam - jazda jest niezła, ale efekt miodzio! Trza to jeszcze skończyć, uprać, oczka równiuśko ułożyć - i się ponapawać:) Będzie zatem celtyckie ponczo, nie wiem jeszcze, kiedy będzie i z czego, koncept trza będzie dopracować i wełnę stosowną dobrać. Po raz pierwszy od dawna dziergam na drutach prostych - czuję się, jakbym działa na patykach! Oduczyłam się:)
No i kolczyki. Uszy sobie przebiłam, to się powoli trza obkupić. Szukałam czegoś, co by mi się podobało, nie miałam pojęcia, że w sieci jest tego całe mnóstwo! Co nie oznacza, że wszystko mnie się podoba. Szukałam, szukałam - i znalazłam piękne miejsce. Zamówiłam kolczyki, już są zrobione, już niedługo do mnie przyjadą, a ja dostałam ich fotkę. Fotka jest autorstwa właścicielki galerii Harapati (klik!), dostałam ją na maila:
Nie mogę się doczekać:) A jakby się kto na stronę Harapati wybrał i zobaczył tam nowe kolczyki, takie z orientalnym akcentem, o takie (zdjęcie ukradzione z galerii, a dokładnie żywcem stąd):
to chciałam tylko zaznaczyć, że właśnie wysłałam maila do właścicielki, że te TEŻ CHCĘ i mam wielką nadzieję, że je już dla mnie zarezerwowała. Więc się proszę, drodzy państwo, nie napalać, ino poczekać na następne:)
wtorek, 18 października 2011
Już po wszystkim - czyli fotoreportaż:)
Napisałam posta.
Z godzinnym wyprzedzeniem!
Na godzinę 20.00 ustawiłam.
Nie wcisnęłam "PUBLIKUJ"!
O 19.30 musiałam biec - bardzo nagła sprawa.
Przepraszam bardzo za spóźnienie - wybaczcie!
To teraz wciskam "publikuj" - i jedziemy:)
Rzecz dzieje się między 17.00 a 18.00 na placu budowy (czytaj: w remontowanej chałupie) dziecków osobistych.
Niecnie podrzucone podwójne lub potrójne komentarze zostały starannie odsiane, losy pocięto specjalistycznym sprzętem i wrzucono do bębna.
Bęben maszyny losującej to pierwotnie dzieckowy prezent ślubny - piękna waza/amfora/kij wie, co to jest - inkrustowane srebrem COŚ zamieniona później na plastikową miskę, a losującym jest Wiadomo Kto:)No to jedziemy:
Uwaga - losujemy (nie umiemy czytać i zbytnio nie kumamy, o co cho):
Prezentujemy z komentarzem: "Ooooo, wygrała biedronka!:)
Faktycznie - wygrała biedronka, widać to na drugim zdjęciu:
Biedronkowa Frasiu - uściski i gratulacje!:)
ETAP II - LOSOWANIE... KOTA W WORKU:)
czyli losowanie nie-wiadomo-jeszcze-czego dla tych, którzy byli najbliżej odgadnięcia, co będzie przedmiotem Candy:)
Bęben maszyny losującej ponownie pełen analogowych losów, losów tylko kilkanaście:
Przykładamy się w skupieniu do drugiego etapu:
Przyszły właściciel kota w worku już wylosowany:
"Ooooo, a teraz wygrał jakiś chrząszczyk!" - słychać radosny głosik:)
Kankankowy "chrząszczyku" - ściskam Cię ciepło, kot w worku jest Twój:D:D:D
Z godzinnym wyprzedzeniem!
Na godzinę 20.00 ustawiłam.
Nie wcisnęłam "PUBLIKUJ"!
O 19.30 musiałam biec - bardzo nagła sprawa.
Przepraszam bardzo za spóźnienie - wybaczcie!
To teraz wciskam "publikuj" - i jedziemy:)
Rzecz dzieje się między 17.00 a 18.00 na placu budowy (czytaj: w remontowanej chałupie) dziecków osobistych.
Niecnie podrzucone podwójne lub potrójne komentarze zostały starannie odsiane, losy pocięto specjalistycznym sprzętem i wrzucono do bębna.
Bęben maszyny losującej to pierwotnie dzieckowy prezent ślubny - piękna waza/amfora/kij wie, co to jest - inkrustowane srebrem COŚ zamieniona później na plastikową miskę, a losującym jest Wiadomo Kto:)No to jedziemy:
ETAP I - LOSOWANIE GŁÓWNE
Bęben maszyny losującej pełen analogowych losów:
Przesypywanie losów do michy - bęben jest za mały, nie można mieszać!
Przesypujemy....
i przesypujeeemyyy...
Mieszamy - dokładnie, starannie i długo:
Uwaga - losujemy (nie umiemy czytać i zbytnio nie kumamy, o co cho):
Prezentujemy z komentarzem: "Ooooo, wygrała biedronka!:)
Faktycznie - wygrała biedronka, widać to na drugim zdjęciu:
Biedronkowa Frasiu - uściski i gratulacje!:)
ETAP II - LOSOWANIE... KOTA W WORKU:)
czyli losowanie nie-wiadomo-jeszcze-czego dla tych, którzy byli najbliżej odgadnięcia, co będzie przedmiotem Candy:)
Bęben maszyny losującej ponownie pełen analogowych losów, losów tylko kilkanaście:
Przykładamy się w skupieniu do drugiego etapu:
Przyszły właściciel kota w worku już wylosowany:
"Ooooo, a teraz wygrał jakiś chrząszczyk!" - słychać radosny głosik:)
Kankankowy "chrząszczyku" - ściskam Cię ciepło, kot w worku jest Twój:D:D:D
Jakby nie patrzeć kochani konkluzje są dwie:
1. Wygrała... FAUNA:D:D:D - pozdrawiam Biedronkę i Chrząszczyka:)
2. Wygrał Śląsk - obie stolice - jedna Dolnego, druga Górnego - coś kurka siwa na rzeczy jest!
I co Wy na to? Jak się ma drobna fauna do Górnego i Dolnego Śląska? Bo ja nijak nie jarzę:) Poproszę sugestie i podpowiedzi!
Wszystkim pięknie dziękuję za wspólną zabawę i za świętowanie rocznicy bloga, prawdziwe butelki już można odkorkować, bo już po pracy, już wieczór:) Tych, co tym razem nie wygrali pocieszam serdecznie i łzy ocieram (jeśli płyną) - jeszcze nie raz się będziemy się tutaj bawić, mam taką nadzieję!
No i bloczek skończył roczek:)
Całkiem duży już jest i samodzielny:)
Przywiązałam się do tego miejsca, do Was, którzy zaglądacie, komentujecie, współtworzycie. Bo przecież bloga nie pisze się tylko dla siebie. Pisze się, bo się chce, żeby był czytany. I się cieszy, jak czytany jest:)
Ja piszę, bo lubię dziergać. I pokazywać to, co zrobię i oglądać to, co pokazujecie.
Lubię być w tym "dzierganym stadzie". Czasem w "owczym pędzie", kiedy muszę szybko coś dzierganego skończyć:)
Piszę, bo lubię pisać. Zawsze lubiłam. Lubię się wygłupiać i uwielbiam, jak inni robią to razem ze mną, a ja z nimi. Uwielbiam, kiedy ze śmiechu boli mnie przepona:)
I piszę, bo lubię ludzi (no nie wszystkich, nooo, ale 99% się łapie:).
I jeszcze dlatego, że lubię się uczyć i poznawać - a dzięki Wam rozwijam się dziewiarsko i... ludzko:)
I jeszcze po to, żeby się czasem podzielić czymś, co przeżyłam, nawet jeśli to trudne jest...
Mam dobre, ciekawe życie w realu, sieć nie jest dla mnie alternatywą dla samotności, póki co nie musi. Jednakowoż życie rządzi się swoimi prawami, zwroty akcji ma nieprzewidywalne, nie wiem, co będzie za kolejnym zakrętem. Nie zastanawiam się:)
Ale... właśnie dzięki sieci i blogowi nawiązałam bardzo cenne dla mnie kontakty.
W relacjach bezpośrednich mogłoby się to nie wydarzyć.
Dlatego cieszę się! Cieszę się, że jesteście - i każdemu z Was życzę jak najlepiej:)
Dziś świętujemy - zapraszam na lampkę wina!
Tak jak zapowiadałam - losowanie wczesnym wieczorkiem, z dokumentacją foto lub filmową, a o 20.00 ogłoszenie wyników cukierasowej zabawy:)
Zatem będzie wieczorem jeszcze jeden post - ale świętować możemy już od teraz, tam, gdzie sie właśnie znajdujemy.
Dobrze, że jesteście!!!
Ściskam wszystkich najmocniej i najcieplej, jak umiem::*
Przywiązałam się do tego miejsca, do Was, którzy zaglądacie, komentujecie, współtworzycie. Bo przecież bloga nie pisze się tylko dla siebie. Pisze się, bo się chce, żeby był czytany. I się cieszy, jak czytany jest:)
Ja piszę, bo lubię dziergać. I pokazywać to, co zrobię i oglądać to, co pokazujecie.
Lubię być w tym "dzierganym stadzie". Czasem w "owczym pędzie", kiedy muszę szybko coś dzierganego skończyć:)
Piszę, bo lubię pisać. Zawsze lubiłam. Lubię się wygłupiać i uwielbiam, jak inni robią to razem ze mną, a ja z nimi. Uwielbiam, kiedy ze śmiechu boli mnie przepona:)
I piszę, bo lubię ludzi (no nie wszystkich, nooo, ale 99% się łapie:).
I jeszcze dlatego, że lubię się uczyć i poznawać - a dzięki Wam rozwijam się dziewiarsko i... ludzko:)
I jeszcze po to, żeby się czasem podzielić czymś, co przeżyłam, nawet jeśli to trudne jest...
Mam dobre, ciekawe życie w realu, sieć nie jest dla mnie alternatywą dla samotności, póki co nie musi. Jednakowoż życie rządzi się swoimi prawami, zwroty akcji ma nieprzewidywalne, nie wiem, co będzie za kolejnym zakrętem. Nie zastanawiam się:)
Ale... właśnie dzięki sieci i blogowi nawiązałam bardzo cenne dla mnie kontakty.
W relacjach bezpośrednich mogłoby się to nie wydarzyć.
Dlatego cieszę się! Cieszę się, że jesteście - i każdemu z Was życzę jak najlepiej:)
Dziś świętujemy - zapraszam na lampkę wina!
Tak jak zapowiadałam - losowanie wczesnym wieczorkiem, z dokumentacją foto lub filmową, a o 20.00 ogłoszenie wyników cukierasowej zabawy:)
Zatem będzie wieczorem jeszcze jeden post - ale świętować możemy już od teraz, tam, gdzie sie właśnie znajdujemy.
Dobrze, że jesteście!!!
Ściskam wszystkich najmocniej i najcieplej, jak umiem::*
poniedziałek, 17 października 2011
Ogłoszenia specjalne
Hej!
Wróciłam z jury, złaziłam szlak orlich gniazd, wytańczyłam się ze ślubnym i z innymi nie-ślubnymi takoż, powietrza mam po pępek i zdjęć mnóstwo nowem-starem aparatem dziabniętych - mogę dalej żyć:)
Ogłoszenia mam trzy - następującej treści:
1. Tu ma bloga taka jedna (klik), to taka... taka świruska celtycka:) Nic tylko węzły i węzły i przeplatanki i cuda wianki. Gdzieś tam w gienetyce ma jakąś kwaterkę szkockiej krwi (pewnie po pradziadku pradziadka) i na głowę jej się ta domieszka rzuciła:D:D:D Projektuje cudnie i projektuje coraz to insze nowości, a teraz wpadła na pomysł... wspólnego przedsięwzięcia! Bedziem dziergać, focić, słać i robić różne różności - praca netowa zespołowa. Roboty z tym nie ma wiele, a jak to wszystko poskładamy do kupy to może być nieźle. Poza tym rzeczona świruska nieprawdopodobnym poczuciem humoru epatuje, no bez pampersa ani rusz i za to ją kocham dozgonnie:) Zatem lećcie "Na Celtyckom", obaczcie, czy wam sie widzi - a jak sie widzi to się zapisujemy, dziergamy wespół wzespół - bedzie super, mówię Wam!
2. Cieszy mnie niezmiernie 110 (stan na godzinę 08.22) chętnych na moje niskotemperaturowe udziergi, wprawdzie jak się jeszcze kto dopisze to szanse pozostałych zmaleją, ale ojtam - na tę jesień candów się narobiło tyle, że szok! Zatem kto jeszcze chętny dziś do godziny 23.59 ma szansę - niech się wpisze o tu, pod tym postem (klik) i udział bierze. Wygranej życzę wszystkim, ale się nie da:) Maszyna losująca co prawda ma obolałe gardełko i do przedszkola dziś nie poszła, ale przemieszcza się swobodnie i na polecenia reaguje - zatem losowanie jutro, według planu. Maszyna w swej chorobie mieć będzie trochę atrakcji - gorzej, jak sama zechce z tego losowania coś mieć! Chyba jakąś słodką niespodziankę przygotować muszę:)
3. Ze względu na wzgląd szwendania się po jurajskich krakowsko - częstochowskich szlakach nie zdążyłam przygotować niespodzianki dla tych, którzy byli blisko odgadnięcia, co dziergam na candy. Stokrotnie upraszam przebaczenia, nadrobię z prędkością światła. Losowanie tejże niespodzianki sie odbędzie, ale będzie to losowanie... kota w worku!:D
To lece.
Popracować!
Wróciłam z jury, złaziłam szlak orlich gniazd, wytańczyłam się ze ślubnym i z innymi nie-ślubnymi takoż, powietrza mam po pępek i zdjęć mnóstwo nowem-starem aparatem dziabniętych - mogę dalej żyć:)
Ogłoszenia mam trzy - następującej treści:
1. Tu ma bloga taka jedna (klik), to taka... taka świruska celtycka:) Nic tylko węzły i węzły i przeplatanki i cuda wianki. Gdzieś tam w gienetyce ma jakąś kwaterkę szkockiej krwi (pewnie po pradziadku pradziadka) i na głowę jej się ta domieszka rzuciła:D:D:D Projektuje cudnie i projektuje coraz to insze nowości, a teraz wpadła na pomysł... wspólnego przedsięwzięcia! Bedziem dziergać, focić, słać i robić różne różności - praca netowa zespołowa. Roboty z tym nie ma wiele, a jak to wszystko poskładamy do kupy to może być nieźle. Poza tym rzeczona świruska nieprawdopodobnym poczuciem humoru epatuje, no bez pampersa ani rusz i za to ją kocham dozgonnie:) Zatem lećcie "Na Celtyckom", obaczcie, czy wam sie widzi - a jak sie widzi to się zapisujemy, dziergamy wespół wzespół - bedzie super, mówię Wam!
2. Cieszy mnie niezmiernie 110 (stan na godzinę 08.22) chętnych na moje niskotemperaturowe udziergi, wprawdzie jak się jeszcze kto dopisze to szanse pozostałych zmaleją, ale ojtam - na tę jesień candów się narobiło tyle, że szok! Zatem kto jeszcze chętny dziś do godziny 23.59 ma szansę - niech się wpisze o tu, pod tym postem (klik) i udział bierze. Wygranej życzę wszystkim, ale się nie da:) Maszyna losująca co prawda ma obolałe gardełko i do przedszkola dziś nie poszła, ale przemieszcza się swobodnie i na polecenia reaguje - zatem losowanie jutro, według planu. Maszyna w swej chorobie mieć będzie trochę atrakcji - gorzej, jak sama zechce z tego losowania coś mieć! Chyba jakąś słodką niespodziankę przygotować muszę:)
3. Ze względu na wzgląd szwendania się po jurajskich krakowsko - częstochowskich szlakach nie zdążyłam przygotować niespodzianki dla tych, którzy byli blisko odgadnięcia, co dziergam na candy. Stokrotnie upraszam przebaczenia, nadrobię z prędkością światła. Losowanie tejże niespodzianki sie odbędzie, ale będzie to losowanie... kota w worku!:D
To lece.
Popracować!
środa, 12 października 2011
Karty na stół:)
No co ja zrobię, że sama nie mogę wytrzymać?
No nic!
Nie chce mi się czekać z pokazywaniem udziergu do 18 października, skoro już dziś mam zdjęcia z udziałem mojej pięknej modelki:)
Przypominam tylko - zapisujemy się pod tym postem, tam też wrzuciłam jedno zdjęcie całości, a tutaj możemy sobie pogadać:)
No to fotki, proszę państwa, fotki candowego udziergu. Tego, co to będzie przedmiotem candy W CAŁOŚCI nie zgadł nikt, natomiast niektórzy byli blisko typując poszczególne elementy - i oni właśnie wezmą udział w losowaniu niespodzianki. Której jeszcze nie mam, ale którą przygotuję:)
No nic!
Nie chce mi się czekać z pokazywaniem udziergu do 18 października, skoro już dziś mam zdjęcia z udziałem mojej pięknej modelki:)
Przypominam tylko - zapisujemy się pod tym postem, tam też wrzuciłam jedno zdjęcie całości, a tutaj możemy sobie pogadać:)
No to fotki, proszę państwa, fotki candowego udziergu. Tego, co to będzie przedmiotem candy W CAŁOŚCI nie zgadł nikt, natomiast niektórzy byli blisko typując poszczególne elementy - i oni właśnie wezmą udział w losowaniu niespodzianki. Której jeszcze nie mam, ale którą przygotuję:)
Odsłona pierwsza:
Odsłona druga:
Odsłona trzecia - pełna:)
I jeszcze warianty odsłony trzeciej:
Aparat wreszcie nie skłamał - przy czerwieni nie skłamał, no szok! Malina jest malinowa, taka, jak na żywo, taka samiuśka. Cieszy mnie to bardzo:) Kadry za to kiepskie (trzeba było focić bardzo szybko), ale za to jaka modelka! Mówię jej, że ma u mnie etat - a ona się śmieje:) Jest piękna i bardzo fotogeniczna - i jest moja! Nie oddam. Najwyżej... wypożyczę!
poniedziałek, 10 października 2011
Na chwilę
Wpadam na małą chwilkę dać znać, że żyję.
Antybiotyk działa, w pracy był dzień świra, padam ze zmęczenia, ale szczęśliwa jestem, że wylazłam z infekcyi.
Podziergane, pokończone, candowe uszpilone dosycha (zdjęć nowych nie ma, bo buro i bezsłonecznie, nic nie wychodzi) - jeszcze tylko niebieskość czeka na swoją kolejkę, trochę poczeka, bo pińcet oczek to dla mnie na razie za dużo - w niedzielę zakańczałam blisko sześćset:)
W czasie zwolnienia przypomniałam sobie, że gdzieś kiedyś w necie coś widziałam. Organizacyjne coś. Poleciałam, kupiłam, porządki se dziś zrobiłam.
I wyszło mi takie cuś:
Zdjęcie trochę błyszczy, ale ojtam. To jest psze państwa klaser na próbki! Wiecie, jakie genialne rozwiązanie? Miałam próbeczek mnóstwo i trzymałam w woreczku, a teraz mam w albumie i oglądam jak zdjęcia:) To akurat próbki od Tuptupa ze sklepu Magicloop - one są takie akuratne do tego klaseru. A klaserem jest... wizytownik! Super rozwiązanie, mówię Wam.
Muszę jeszcze coś wymyślić na Laurowe próbki - mam od niej tyle pięknych wełen, że muszę sobie próbki ładnie pogrupować. Tyle, że próbki są duże - będę musiała na Laurowe wymyślić inne rozwiązanie.
Hmmm, może macie jakieś pomysły?
I jeszcze mam pytanie - bardzo ważne, poratujcie!
Chodzi o wykończeniówkę dziergadeł, a w szczególności o wciąganie nitek. W tych wytworach, gdzie się dzierga na okrągło. Bo tam gdzie są szwy to się nitki chowa w szwy i jest git. Ale ja już w większości dziergam bezszwowo! I wykończeniówka od lewej strony czasem mnie osłabia - tak było z Chustkowym kompletem, prawa strona cudna, lewa - no dużo zostawiała do życzenia... Chciałabym to zmienić i nie umiem.
Próbuję łączyć nitki przez filcowanie. Jeśli je sfilcuję (te końce nitek) to nitka w tym miejscu robi się grubsza i nie umiem tego zmienić. Coś robię źle?
A co z nitkami, które się filcować nie chcą? Na przykład malabrigo rios superwash? Można pęc, a tego merynosa się nie sfilcuje! Co z taką zarazą?
Jak mam wzór strukturalny, jakieś warkocze czy inne wypukłości, jeśli lecę francuzem - wszystko się da. Ale jeśli leci gładki jersey (a ostatnio często go używam) to robi się masakra. Poratujcie, plisss. Chciałabym, żeby lewa strona moich dzianin też była piękna:)
P.S. Jak candowe uschnie i światło się objawi to zrobię fotki - jedne jeszcze do zgadywanki, z drugie już na ludziu, do pokazania. Kiedy pokazać...?
W dniu losowania?
Dzień wcześniej?
Po losowaniu...?
Piszcie, jak byście chciały:)
Antybiotyk działa, w pracy był dzień świra, padam ze zmęczenia, ale szczęśliwa jestem, że wylazłam z infekcyi.
Podziergane, pokończone, candowe uszpilone dosycha (zdjęć nowych nie ma, bo buro i bezsłonecznie, nic nie wychodzi) - jeszcze tylko niebieskość czeka na swoją kolejkę, trochę poczeka, bo pińcet oczek to dla mnie na razie za dużo - w niedzielę zakańczałam blisko sześćset:)
W czasie zwolnienia przypomniałam sobie, że gdzieś kiedyś w necie coś widziałam. Organizacyjne coś. Poleciałam, kupiłam, porządki se dziś zrobiłam.
I wyszło mi takie cuś:
Zdjęcie trochę błyszczy, ale ojtam. To jest psze państwa klaser na próbki! Wiecie, jakie genialne rozwiązanie? Miałam próbeczek mnóstwo i trzymałam w woreczku, a teraz mam w albumie i oglądam jak zdjęcia:) To akurat próbki od Tuptupa ze sklepu Magicloop - one są takie akuratne do tego klaseru. A klaserem jest... wizytownik! Super rozwiązanie, mówię Wam.
Muszę jeszcze coś wymyślić na Laurowe próbki - mam od niej tyle pięknych wełen, że muszę sobie próbki ładnie pogrupować. Tyle, że próbki są duże - będę musiała na Laurowe wymyślić inne rozwiązanie.
Hmmm, może macie jakieś pomysły?
I jeszcze mam pytanie - bardzo ważne, poratujcie!
Chodzi o wykończeniówkę dziergadeł, a w szczególności o wciąganie nitek. W tych wytworach, gdzie się dzierga na okrągło. Bo tam gdzie są szwy to się nitki chowa w szwy i jest git. Ale ja już w większości dziergam bezszwowo! I wykończeniówka od lewej strony czasem mnie osłabia - tak było z Chustkowym kompletem, prawa strona cudna, lewa - no dużo zostawiała do życzenia... Chciałabym to zmienić i nie umiem.
Próbuję łączyć nitki przez filcowanie. Jeśli je sfilcuję (te końce nitek) to nitka w tym miejscu robi się grubsza i nie umiem tego zmienić. Coś robię źle?
A co z nitkami, które się filcować nie chcą? Na przykład malabrigo rios superwash? Można pęc, a tego merynosa się nie sfilcuje! Co z taką zarazą?
Jak mam wzór strukturalny, jakieś warkocze czy inne wypukłości, jeśli lecę francuzem - wszystko się da. Ale jeśli leci gładki jersey (a ostatnio często go używam) to robi się masakra. Poratujcie, plisss. Chciałabym, żeby lewa strona moich dzianin też była piękna:)
P.S. Jak candowe uschnie i światło się objawi to zrobię fotki - jedne jeszcze do zgadywanki, z drugie już na ludziu, do pokazania. Kiedy pokazać...?
W dniu losowania?
Dzień wcześniej?
Po losowaniu...?
Piszcie, jak byście chciały:)
piątek, 7 października 2011
Bez fotek... i dzień świra!
Fotek następnych nie ma, bo się słońce uprzejmie obraziło i nie raczyło stosownie oświetlić. Dziergadło candowe przyrasta w tempie właściwym i należytym, spać poszłam... o trzeciej nad ranem:)
A że do zdrowia wracam ekspresowo, antybiotyk morduje co trzeba (i co nie trzeba:) przeto dziś strzeliłam sobie dzień rekonwalescenta. Ze służbą zdrowia i tak musiałam mieć do czynienia, bo mię medycyna pracy ściga i badania okresowe trza było zrobić. No to polatałam. Do tej pory to mię dochtory głęboko w oczy patrzali i pytali, czym zdrowa, ja oświadczałam i potwierdzałam, co należało i było git; no ślipia czasem zbadać kazali (mój-ci-on miał za to od zawsze inaczej, firma u niego poważna bardzo jest, więc jego okresowe badania są niczym rentgen, tomograf i rezonans magnetyczny razem wzięte - badają mu zawsze prawie wszystko, monitoring na wylot i na przestrzał:)
A tym razem dochtory doszli do wniosku (po 12 latach pracy w zawodzie!) że - uwaga - stanowisko mam wysokiego ryzyka, w związku z tym cholesterol, EKG (!) - no i oczy, bo kompa dużo.
Juchę na cholesterol pobrali, wyniki jutro.
Ekg zrobili i powiedzieli, że serce bije za szybko (a jak ma bić, kiedy na piętro pędem wlazłam?:)
Na koniec zostały ślipia.
Badała mnie sama Pani Ordynator, no jakoś tak wyszło (szpital i oddziały w nim mamy wypasione do bólu, warunki nie do pojęcia, szczęka mi opadła, bo dawno w tymże szpitalu nie byłam, a poza tym tomograf, rezonans, wszystkie oddziały i stacja dializ w niewielkim powiatowym mieście to naprawdę full wypas).
Do medycyny pracy to tylko w oko zawsze zaglądli i spoko luzik, a ona tu do mnie automatami różnistymi, szczękę tu, oko tam, a podbródek jeszcze gdzie indziej, oczy nakropiła, ciśnienie śródgałkowe badała bo ją coś zaniepokoiło - i znalazła, zaraza jedna, znalazła! Początki jaskry mi wypatrzyła!
I po co było aż tak szukać?:)
Mam się badać, mam ślipiów pilnować.
Kurde - gwarancja się skończyła, a części zamiennych nie ma!
Jakby kto co wiedział o tej jaskrze to niech mi pisze - ja w temacie zielona, z wujkiem guglem jeszcze my nie pogadali.
Padałam już na dziób od tego latania po szpitalu i stwierdziłam, że se trza przyjemność zrobić.
No to se włos uharatałam na krótko i kulor zmieniłam totalnie - dzieciaka dziś z przedszkola odbierałam i mnie nie poznał:) Z lustra patrzy na mnie jakaś zupełnie inna baba, włos ma asymetryczny i złote na nim refleksy - a ja od urodzenia czarna byłam! No muszę się oswoić. Ale jest git - byłam w firmowym salonie Loreala i nie żałuję. Mają klienta na następne miesiące:)
Na sam koniec zrealizowałam marzenie, co mię od kilku miesięcy męczyło - kazałam se zrobić kuku w uszy i mam dziurki, a w nich cyrkonie na gwozdkach ze stali szlachetnej:) Uszy nie puchną i się nie czerwienią, będzie super. Już mam w planach se jakieś kolczyki machnąć, ale podobno z miesiąc trza poczekać. To se poczekam - a co, spieszy mi się gdzieś?:)
Druciarsko:
A że do zdrowia wracam ekspresowo, antybiotyk morduje co trzeba (i co nie trzeba:) przeto dziś strzeliłam sobie dzień rekonwalescenta. Ze służbą zdrowia i tak musiałam mieć do czynienia, bo mię medycyna pracy ściga i badania okresowe trza było zrobić. No to polatałam. Do tej pory to mię dochtory głęboko w oczy patrzali i pytali, czym zdrowa, ja oświadczałam i potwierdzałam, co należało i było git; no ślipia czasem zbadać kazali (mój-ci-on miał za to od zawsze inaczej, firma u niego poważna bardzo jest, więc jego okresowe badania są niczym rentgen, tomograf i rezonans magnetyczny razem wzięte - badają mu zawsze prawie wszystko, monitoring na wylot i na przestrzał:)
A tym razem dochtory doszli do wniosku (po 12 latach pracy w zawodzie!) że - uwaga - stanowisko mam wysokiego ryzyka, w związku z tym cholesterol, EKG (!) - no i oczy, bo kompa dużo.
Juchę na cholesterol pobrali, wyniki jutro.
Ekg zrobili i powiedzieli, że serce bije za szybko (a jak ma bić, kiedy na piętro pędem wlazłam?:)
Na koniec zostały ślipia.
Badała mnie sama Pani Ordynator, no jakoś tak wyszło (szpital i oddziały w nim mamy wypasione do bólu, warunki nie do pojęcia, szczęka mi opadła, bo dawno w tymże szpitalu nie byłam, a poza tym tomograf, rezonans, wszystkie oddziały i stacja dializ w niewielkim powiatowym mieście to naprawdę full wypas).
Do medycyny pracy to tylko w oko zawsze zaglądli i spoko luzik, a ona tu do mnie automatami różnistymi, szczękę tu, oko tam, a podbródek jeszcze gdzie indziej, oczy nakropiła, ciśnienie śródgałkowe badała bo ją coś zaniepokoiło - i znalazła, zaraza jedna, znalazła! Początki jaskry mi wypatrzyła!
I po co było aż tak szukać?:)
Mam się badać, mam ślipiów pilnować.
Kurde - gwarancja się skończyła, a części zamiennych nie ma!
Jakby kto co wiedział o tej jaskrze to niech mi pisze - ja w temacie zielona, z wujkiem guglem jeszcze my nie pogadali.
Padałam już na dziób od tego latania po szpitalu i stwierdziłam, że se trza przyjemność zrobić.
No to se włos uharatałam na krótko i kulor zmieniłam totalnie - dzieciaka dziś z przedszkola odbierałam i mnie nie poznał:) Z lustra patrzy na mnie jakaś zupełnie inna baba, włos ma asymetryczny i złote na nim refleksy - a ja od urodzenia czarna byłam! No muszę się oswoić. Ale jest git - byłam w firmowym salonie Loreala i nie żałuję. Mają klienta na następne miesiące:)
Na sam koniec zrealizowałam marzenie, co mię od kilku miesięcy męczyło - kazałam se zrobić kuku w uszy i mam dziurki, a w nich cyrkonie na gwozdkach ze stali szlachetnej:) Uszy nie puchną i się nie czerwienią, będzie super. Już mam w planach se jakieś kolczyki machnąć, ale podobno z miesiąc trza poczekać. To se poczekam - a co, spieszy mi się gdzieś?:)
Druciarsko:
- Udziergu candowego około 75 procentów już jest, trza skończyć, uprać, ułożyć - niech schnie, bo zimno się zrobiło jak cholera i czasu będzie trzeba, żeby uschło na sesyję
- Nie wytrzymałam, no nie wytrzymałam i riosa mam już... 230 oczek na drucie - cudo nad cudy, robię coś prostego, zachorowałam na to wczoraj, zachorowałam nieuleczalnie - i jadę z koksem na przemian z candowym:) Dziergam projekt z raverly, ale jest tak prosty, że wystarczy popatrzeć i się wie. Jak jutro słońce raczy wyleźć to sfocę i pokażę zajawkę:)
- A wcześniej zanim ogłosiłam candy zaczęłam chustę, dla kolesianki - nietypowa, zainspirowana, ale projekt autorski, na drucie 520 oczek jasny gwint! Ją pokażę później, jak skończę, na razie to mizerny pognieciony kłąb. Kolor ma trudny do określenia, myślałam i myślałam jak go nazwać, uczyłam się po nocach od najlepszych (patrz Violetowa i Tuptup) - i wyszło mi tak - ten kolor znaczy się nazywa się tak:
średnia zgaszona niebieskość
z kroplą lekkiej szarości
trącona... gołębiem!
Dobrnął ktoś do końca? To ma medal:)))
Ale musiałam, po prostu musiałam się wypisać:)
Zapisujcie się na candy, zgadujcie co to będzie, jutro będą fotki - naproście słońce, żeby uprzejmie choć na chwilę wylazło!
czwartek, 6 października 2011
Zamęczę was!
Postami bez udziergów:)
No nie do końca - bo właśnie wrzuciłam dwie fotki do candowego posta - klikamy! - już mam ponad 50% zrobione, będzie, będzie na czas, hurra!:)
I zgadujcie, co to będzie - jak kto zgadnie surprajsa dostanie:)
Jak się czuję? Coraz lepiej!
Poza tym niepodobna czuć się źle, kiedy:
Ja nie umiem nawet powiedzieć, jak wygląda gra barw w tych pierwszych motkach, ja nie umiem ich nazwać, zdjęcia nie oddają i aparat kłamie! To jest coś pięknego - nie mam słów! I podejrzewam, że wszystkie te melanżowe riosy takie są - niesamowite kolorystycznie, mięsiste, pięknie skręcone - i mięciuchne, mięciuchne tak, że szok! Mam je stąd, no stąd, one tanie nie są ale teraz jest bardzo dobra o 10% niższa cena, (ta cena jest NA WSZYSTKIE WEŁNY) no i choć na czapkę czy prosty szyjogrzej można jeden motek kupić i zobaczyć i dotknąć - i potem koniec, chce się więcej i więcej i więcej!
Miałam z tego dziergać coś dla córki (z tego pierwszego, bo drugiego mam tylko jeden motek).
Nie ma opcji - nie ma i już.
Nic jej nie obiecywałam - żeby nie było!
To co miałam zrobić zrobię z czego innego i basta.
Te
motki
są moje!:)))
I co - kto już wie, co będzie niespodzianką w moim candy? No kto?:)
P.S. Widzieliście te opisy włóczek u Tuptupa? W magicloop? Wymiękam:)))
Poczytajcie - tak Aga opisała Malabrigo Rios Primavera:
No nie do końca - bo właśnie wrzuciłam dwie fotki do candowego posta - klikamy! - już mam ponad 50% zrobione, będzie, będzie na czas, hurra!:)
I zgadujcie, co to będzie - jak kto zgadnie surprajsa dostanie:)
Jak się czuję? Coraz lepiej!
Poza tym niepodobna czuć się źle, kiedy:
- Dzwoni do drzwi ulubiony paczkonosz i mówi: "Otwierać, komornik!"
- Przynosi coś... coś, na co czekałam, co już na fotkach widziałam, a co dech w piersiach zaparło! Przynosi to:
Ja nie umiem nawet powiedzieć, jak wygląda gra barw w tych pierwszych motkach, ja nie umiem ich nazwać, zdjęcia nie oddają i aparat kłamie! To jest coś pięknego - nie mam słów! I podejrzewam, że wszystkie te melanżowe riosy takie są - niesamowite kolorystycznie, mięsiste, pięknie skręcone - i mięciuchne, mięciuchne tak, że szok! Mam je stąd, no stąd, one tanie nie są ale teraz jest bardzo dobra o 10% niższa cena, (ta cena jest NA WSZYSTKIE WEŁNY) no i choć na czapkę czy prosty szyjogrzej można jeden motek kupić i zobaczyć i dotknąć - i potem koniec, chce się więcej i więcej i więcej!
Miałam z tego dziergać coś dla córki (z tego pierwszego, bo drugiego mam tylko jeden motek).
Nie ma opcji - nie ma i już.
Nic jej nie obiecywałam - żeby nie było!
To co miałam zrobić zrobię z czego innego i basta.
Te
motki
są moje!:)))
I co - kto już wie, co będzie niespodzianką w moim candy? No kto?:)
P.S. Widzieliście te opisy włóczek u Tuptupa? W magicloop? Wymiękam:)))
Poczytajcie - tak Aga opisała Malabrigo Rios Primavera:
"łosoś z odrobiną terakoty,
przybrudzonymi kanarkami,
ociupiną lila, rdzawe zielenie
z niebieskawymi szarościami
albo lekko wiosenna jesień" ZESZŁAM!:))) To jest polot, no ja cieee! Nie wymyśliłabym w życiu!:)
środa, 5 października 2011
Tradycji zadość
Październikowej tradycji.
Antybiotyk w wersji light, zwolnienie, prikaz leżenia.
Nie jest najgorzej, odpocznę, wygrzeję się, doleczę.
Łapki mam wolne i sprawne... hihihi... zakazu dziergania w łóżku nie dostałam:)
Zatem zrobiłam fotki zajawkowe udziergu rozdawajkowego, jako że 1/3 roboty już za mną - wzięłam się!
Będę je sukcesywnie zamieszczać pod postem ogłaszającym candy, żebyście mieli wszystko w jednym miejscu.
Jak kto ciekawy niech zajrzy - będzie kilka odsłon rozdawajkowej tajemnicy, dziś pierwsza:)
Zatem klikamy tutaj, w ten link - i sprawdzamy, co nowego się pojawiło:)
Zapraszam do zabawy!
Antybiotyk w wersji light, zwolnienie, prikaz leżenia.
Nie jest najgorzej, odpocznę, wygrzeję się, doleczę.
Łapki mam wolne i sprawne... hihihi... zakazu dziergania w łóżku nie dostałam:)
Zatem zrobiłam fotki zajawkowe udziergu rozdawajkowego, jako że 1/3 roboty już za mną - wzięłam się!
Będę je sukcesywnie zamieszczać pod postem ogłaszającym candy, żebyście mieli wszystko w jednym miejscu.
Jak kto ciekawy niech zajrzy - będzie kilka odsłon rozdawajkowej tajemnicy, dziś pierwsza:)
Zatem klikamy tutaj, w ten link - i sprawdzamy, co nowego się pojawiło:)
Zapraszam do zabawy!
poniedziałek, 3 października 2011
Wczoraj mnie olśniło
że 18 października mój blog skończy roczek.
A olśniło mnie dlatego, że mam upierdliwą infekcję, która ciągnie się już trzeci tydzień i której nie mogę się pozbyć. I mam silne kojarzenie typu: infekcja + październik + net = ...blog!
Prawie rok temu też byłam zainfekowana, leżałam w wyrku obłożona poduchami... i założyłam bloga:)
I nie było przez ten rok dnia, żebym decyzji swojej żałowała.
Mnóstwo się nauczyłam, dużo ciekawych ludzi poznałam, otworzył się przede mną świat zupełnie nowych wełen, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia.
I znowu dotarło do mnie, że najzwyczajniej w świecie się cieszę! A jak się radość dzieli to ona się mnoży, to na pewno wiecie - zatem zapraszam do zabawy w dzielenie i mnożenie i...
A olśniło mnie dlatego, że mam upierdliwą infekcję, która ciągnie się już trzeci tydzień i której nie mogę się pozbyć. I mam silne kojarzenie typu: infekcja + październik + net = ...blog!
Prawie rok temu też byłam zainfekowana, leżałam w wyrku obłożona poduchami... i założyłam bloga:)
I nie było przez ten rok dnia, żebym decyzji swojej żałowała.
Mnóstwo się nauczyłam, dużo ciekawych ludzi poznałam, otworzył się przede mną świat zupełnie nowych wełen, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia.
I znowu dotarło do mnie, że najzwyczajniej w świecie się cieszę! A jak się radość dzieli to ona się mnoży, to na pewno wiecie - zatem zapraszam do zabawy w dzielenie i mnożenie i...
OGŁASZAM CANDY - a co!:)
Zapisy do 17.10.2011 do godziny 23.59;)
Zapisy do 17.10.2011 do godziny 23.59;)
Jestem do niego kompletnie nieprzygotowana - to nie to, co moje blogowe koleżanki, one już wcześniej wiedzą, mają, pokazują. Ja mam dwa tygodnie, żeby się przygotować - znaczy się, aby stosowne "cuś" uczynić. Zamiaruję zdążyć - a jakbym nie zdążyła to mi szanowni państwo nieterminowość wybaczą i odsetek liczyć nie będą - ok? Umowa stoi?
Pomysł już mam i wiem, co zrobię.
Będzie to coś, co na moim blogu widzieliście... i nie będzie to ponczo:)
Ale z pewnością będzie to coś z owcy - może takiej, jak ta poniżej, tylko trochę bardziej zadowolonej:)
![]() | ||
| Dorothea zaprasza na rozdawajkę - 18.10.2011:) |
Warunki, które należy spełnić, coby się na rozdawajkę załapać są dwojakiego rodzaju:
1. Obligatoryjne - wpisać wyraźnie i dobitnie chęć bycia wylosowanym pod tym postem - z uzasadnieniem, dlaczego się chce być wylosowanym:) Uwaga - osoby nie mające bloga zostawiają adres mailowy, cobym mogła nawiązać łączność.
2. Fakultatywne - rozlepić plakaty po caluśkim blogoświecie dziewiarskim z fotką owcy i podaniem linka do mojego bloga - będzie mi niezmiernie przyjemnie i miło i w ogóle och i ach:)
Regulamin losowania:
1. Losowanie odbędzie się 18 października w godzinach późnopopołudniowych lub wczesnowieczornych;)
2. Ogłoszenie wyników odbędzie się tegoż samego osiemnastego października około godziny 20.00.
3. Za maszynę losującą będzie robił pewien czterolatek, który czytać jeszcze nie potrafi, w związku z czym kombinował nie będzie - oraz
4. Przebieg losowania będzie udokumentowany - fotograficznie lub filmowo, to drugie, jeśli mój-ci-on się zgodzi:)
5. Jeśli z Przyczyn Obiektywnych coś strzeli, walnie czy w inny sposób pierdyknie i terminu nie dotrzymam to dam znać wcześniej - słowo harcerza!
No to się ludziska zapisujcie - i pamiętajcie o uzasadnieniu! Zapisów bez uzasadnienia nie biorę pod uwagę, przecież muszę wiedzieć, DLACZEGO chcecie to nie-wiadomo-jeszcze-co wylosować:)))
05.10.2011 - zajawka pierwsza:
05.10.2011 - zajawka pierwsza:
Subskrybuj:
Posty (Atom)








