bo ciałem i duchem byłam gdzie indziej:)
Przyjechali. Czekaliśmy ponad dwa lata. Takie mają terminy.
20-lecie naszej wspólnoty.
Dziś to święto.
A świętujemy w formie rekolekcji ewangelizacyjnych od niedzieli.
Warto było czekać:)
Dusza nakarmiona tłustymi potrawami - i tylko smutna ździebko, bo rzeczywistość lokalna skrzeczy...
I trzeba się będzie w niej odnaleźć.
Jakby wylądowali kiedyś gdzieś blisko Was - idźcie w ciemno, z zamkniętymi oczami.
Bardzo, bardzo gorąco polecam.
Znacie ich, byliście na rekolekcjach, na koncercie?
Napiszcie, proszę.
środa, 18 kwietnia 2012
wtorek, 3 kwietnia 2012
Odżywam:)
Maraton domowo - pracowy (znaczy praca zawodowa w chałupie) ukończon. Bajzel trza posprzątać:)
Zdrowieję piernikiem, kończę antybiotyk. Sił przybywa w postępie geometrycznym.
Zatem w pierwszy dzień po rzeczonym maratonie, korzystając jeszcze z przywileju bycia rekonwalescentem piję kawkę w łóżku z lapkiem na kolanach, delektuję się odpoczynkiem - i wrzucam pierwsze od niepamiętnych czasów dziergadło, czas jakiś temu udziane.
Żadne tam wysokie loty - ot, męski sweter, z pięknego szarego nepala, tym razem na plaskacza, bo na polowanie na manekina czasu brakło, a stosownego modela na podorędziu nie było:)
Projekt ogólny mój własny oparty na znanych schematach (raglan dziergany od dołu, trochę ryżu, trochę warkoczyków).
Kiedy mierzyłam dzianinę na mężczyźnie domowym okazało się, że warkocz biegnący wzdłuż rękawa od szyi do nadgarstka pięknie poszerza ramiona i modeluje przez to męską sylwetkę. Tego efektu nie przewidziałam, ale przypadkiem się osiągnął - i cieszy:)
Nota bene też będę mieć kiedyś taki sweter - mierzyłam, bardzo mi się podobał. Znaczy ja się sobie w nim. Bardzo. Se dziergnę, kiedyś:)
To lecimy z koksem:
Nitki łączę metodą "filcowania na mokro":). Pewnie nie ja wymyśliłam ten proch i nie ja go stworzyłam, a z drugiej strony sama do tego doszłam - no i prawa autorskie czyje? W każdym razie to kolejna już dzianina, w której nitki tak właśnie łączę, lewa strona jest zachwycająca przez swoją estetykę - i tak już te nitki łączyć będę. Dopóki dziergałam "szwowo" problemu z nitkami nie było - były szwy i i nitki się w nich sprytnie dawało schować. Odkąd staram się dziać bezszwowo, czyli gdzieś od dwóch lat problem był nie do przejścia, a pierwszy raz nerw mię szarpnął porządnie, kiedy kończyłam pierwsze wielbłądzie poncho. I kiedy te nitki doprowadziły mnie do dzikiego szału, bo nie dość, że chciały popsuć efekt na prawej stronie dzianiny (widać było wypukłość) to jeszcze wciągnąć je skutecznie na lewej było rzeczą prawie nieosiągalną. Jakoś to w końcu poszło, ale miałam niedosyt ogromny. I znalazłam rozwiązanie:)
Czy ktoś z Was szarpie się z lewą stroną i ma problem z nitkami? Ktoś chciałby zobaczyć na zdjęciach, jak można sobie z tym poradzić? Piszcie. Jeśli będą chętni i potrzebujący to obcykam metodę i wrzucę - pewnikiem już po świętach.
Zdrowieję piernikiem, kończę antybiotyk. Sił przybywa w postępie geometrycznym.
Zatem w pierwszy dzień po rzeczonym maratonie, korzystając jeszcze z przywileju bycia rekonwalescentem piję kawkę w łóżku z lapkiem na kolanach, delektuję się odpoczynkiem - i wrzucam pierwsze od niepamiętnych czasów dziergadło, czas jakiś temu udziane.
Żadne tam wysokie loty - ot, męski sweter, z pięknego szarego nepala, tym razem na plaskacza, bo na polowanie na manekina czasu brakło, a stosownego modela na podorędziu nie było:)
Projekt ogólny mój własny oparty na znanych schematach (raglan dziergany od dołu, trochę ryżu, trochę warkoczyków).
Kiedy mierzyłam dzianinę na mężczyźnie domowym okazało się, że warkocz biegnący wzdłuż rękawa od szyi do nadgarstka pięknie poszerza ramiona i modeluje przez to męską sylwetkę. Tego efektu nie przewidziałam, ale przypadkiem się osiągnął - i cieszy:)
Nota bene też będę mieć kiedyś taki sweter - mierzyłam, bardzo mi się podobał. Znaczy ja się sobie w nim. Bardzo. Se dziergnę, kiedyś:)
To lecimy z koksem:
Całość:
I jeszcze raz:
Detal:
I jeszcze raz:
I jeszcze jedno zbliżenie:
A tak wygląda lewa strona - caluśka! Ani jednego łączenia, ani jednej wrabianej na koniec nitki - znaczy tylko cztery: pierwsza dolna, ostatnia górna przy golfie i dwie u nasady rękawów:
Nitki łączę metodą "filcowania na mokro":). Pewnie nie ja wymyśliłam ten proch i nie ja go stworzyłam, a z drugiej strony sama do tego doszłam - no i prawa autorskie czyje? W każdym razie to kolejna już dzianina, w której nitki tak właśnie łączę, lewa strona jest zachwycająca przez swoją estetykę - i tak już te nitki łączyć będę. Dopóki dziergałam "szwowo" problemu z nitkami nie było - były szwy i i nitki się w nich sprytnie dawało schować. Odkąd staram się dziać bezszwowo, czyli gdzieś od dwóch lat problem był nie do przejścia, a pierwszy raz nerw mię szarpnął porządnie, kiedy kończyłam pierwsze wielbłądzie poncho. I kiedy te nitki doprowadziły mnie do dzikiego szału, bo nie dość, że chciały popsuć efekt na prawej stronie dzianiny (widać było wypukłość) to jeszcze wciągnąć je skutecznie na lewej było rzeczą prawie nieosiągalną. Jakoś to w końcu poszło, ale miałam niedosyt ogromny. I znalazłam rozwiązanie:)
Czy ktoś z Was szarpie się z lewą stroną i ma problem z nitkami? Ktoś chciałby zobaczyć na zdjęciach, jak można sobie z tym poradzić? Piszcie. Jeśli będą chętni i potrzebujący to obcykam metodę i wrzucę - pewnikiem już po świętach.
czwartek, 29 marca 2012
No i co?
Jajco!
Zapuszkowana przez dochtora na prawie dwa tygodnie, bezdyskusyjnie i bezwzględnie, przewlekle zapalona zatokowo i gardłowo wegetuję sobie w domu. Drugi dzień. Nie - trzeci, bo już po północku. Razem tych dni będzie... 13? Jakoś tak. Areszt domowy zwany ZLA. Masakra. Do roboty wrócę 10 kwietnia, do tego czasu pracuję w łóżku:)
Tęsknie spoglądam na moje patyki - oj, jak tęsknie!
Zatem obłożona segregatorami i laptopami intensywnie dziergam - bynajmniej nie nowe cudeńka włóczkowe, jeno zestawienia, tabelki i inne takie, coby na termin jedyny i ostateczny zdążyć. Pozostaję z nadzieją, że tak się stanie. W przerwach gotuję i piekę - mam przywilej nieposiadania temperatury zanadto wysokiej, zatem jest ze mnie domowy pożytek. Albowiem 37,5 to jest już dla mnie GORĄCZKA, póki co ten problem mnie nie dotyczy.
Starałam się bardzo - się nie dać, nie poddać, nie ulec. Przechodzić, przelatać na kijach, oszukać zarazę cholerną. Półtora miesiąca się starałam. Nie dało się - sprytniejsza była ode mnie i zagnieżdżała się podstępnie coraz głębiej oszukując mnie objawowo. Nie zauważyłam, że jest mocno nieciekawie, póki prawie przytomności nie straciłam.
Wszystko wskazuje na to, że będę żyć, a przynajmniej tak mi się wydaje!
Antybiotyk pracuje nade mną, ja współpracuję z nim:)
Biotyk naprawia, co popsuł antybiotyk, nystatyna chroni przed wiadomo-czym.
Wełny leżą i czekają na lepsze czasy.
Kije stoją i kuszą.
Pies domaga się spacerów.
A ja segregatory, laptopy i tabelki.
I wyrko.
Dobrze, że od jutra pogoda się psuje - mniej będzie mi żal:)
P. S. Roboty pracowej za mnie nikt nie zrobi - no tak to.
Niesprawiedliwością mi się zdaje w tej sytuacji utrata wynagrodzenia w wysokości 20%.
Zdaje mi się, że słuszność jest po mojej stronie, tyle, że mogę ją sobie wsadzić w cztery litery.
A poza tym wszystko ok - szklanka bezwzględnie do połowy pełna:)))
Zapuszkowana przez dochtora na prawie dwa tygodnie, bezdyskusyjnie i bezwzględnie, przewlekle zapalona zatokowo i gardłowo wegetuję sobie w domu. Drugi dzień. Nie - trzeci, bo już po północku. Razem tych dni będzie... 13? Jakoś tak. Areszt domowy zwany ZLA. Masakra. Do roboty wrócę 10 kwietnia, do tego czasu pracuję w łóżku:)
Tęsknie spoglądam na moje patyki - oj, jak tęsknie!
Zatem obłożona segregatorami i laptopami intensywnie dziergam - bynajmniej nie nowe cudeńka włóczkowe, jeno zestawienia, tabelki i inne takie, coby na termin jedyny i ostateczny zdążyć. Pozostaję z nadzieją, że tak się stanie. W przerwach gotuję i piekę - mam przywilej nieposiadania temperatury zanadto wysokiej, zatem jest ze mnie domowy pożytek. Albowiem 37,5 to jest już dla mnie GORĄCZKA, póki co ten problem mnie nie dotyczy.
Starałam się bardzo - się nie dać, nie poddać, nie ulec. Przechodzić, przelatać na kijach, oszukać zarazę cholerną. Półtora miesiąca się starałam. Nie dało się - sprytniejsza była ode mnie i zagnieżdżała się podstępnie coraz głębiej oszukując mnie objawowo. Nie zauważyłam, że jest mocno nieciekawie, póki prawie przytomności nie straciłam.
Wszystko wskazuje na to, że będę żyć, a przynajmniej tak mi się wydaje!
Antybiotyk pracuje nade mną, ja współpracuję z nim:)
Biotyk naprawia, co popsuł antybiotyk, nystatyna chroni przed wiadomo-czym.
Wełny leżą i czekają na lepsze czasy.
Kije stoją i kuszą.
Pies domaga się spacerów.
A ja segregatory, laptopy i tabelki.
I wyrko.
Dobrze, że od jutra pogoda się psuje - mniej będzie mi żal:)
P. S. Roboty pracowej za mnie nikt nie zrobi - no tak to.
Niesprawiedliwością mi się zdaje w tej sytuacji utrata wynagrodzenia w wysokości 20%.
Zdaje mi się, że słuszność jest po mojej stronie, tyle, że mogę ją sobie wsadzić w cztery litery.
A poza tym wszystko ok - szklanka bezwzględnie do połowy pełna:)))
piątek, 16 marca 2012
Różności
"Marek Aureliusz powiada: jeśli życzliwość jest szczera i nieobłudna, to jest niezwyciężona.
cenię jasne sytuacje.
proste emocje.
szczerość.
takie są - z wyboru - moje znajomości.
innych nie mam, bo zrozumiałam, że nie warto.
niektóre ucięłam, inne - same uschły.
parę osób nie udźwignęło znajomości w obliczu choroby.
nie mam (już) czasu na kontredansy, podchody, pantomimę.
daję wszystko, biorę wszystko.
daję - ale to nie oznacza dzielenia się szczegółami życia.
szanuję swoją i innych intymność.
biorę - ale nie przywłaszczam.
biorę drugiego człowieka z tym, czym zechce się podzielić.
są zależności - nie ma symetrii.
nie ma symetrii? - nie ma relacji.
wracając do Marka Aureliusza: jestem pewna, że tylko bezinteresowna życzliwość może być zaczynem trwałych, zdrowych relacji."
Ściągnięte żywcem, autorka jest tutaj, cytuję i dzielę się tym, co przeczytałam, bo pod tym to ja rękami i nogami i całą sobą, bo tak mam ciągle się tego uczę, o to walczę i to jest dla mnie sedno relacji człowiek - człowiek.
Dotknęły mnie te słowa z całej siły - nie umiałabym precyzyjniej zamienić myśli na słowa.
Pozostał mi zatem jeno cytat.
A w głowie najmocniej zostało: są zależności - nie ma symetrii; nie ma symetrii - nie ma relacji.
Ja WIEM, że to jest prawda.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czasu wolnego mam malutko, staram się żyć świadomie każdą chwilą, ale na net czasu coraz mniej... Dziergam (niewiele, ale codziennie), ale nie mam kiedy focić i obrabiać.
Dużo pracy zawodowej.
Kijów pilnuję jak oka w głowie - szykuję się tutaj, trenujemy z koleżanką prawie codziennie. To tylko godzina, ale jakże owocna! Dziś zaopatrzyłam się w odpowiednie buty, spodnie i bluzę (wersja wiosenna) - jutro będzie ciepło, jeśli gorączka odpuści to polatam w nowych łaszkach:) Gdyby nie fakt, że ciągle męczą mnie nawracające infekcje (nudna jestem do bólu, wiem) byłoby cudnie, bo forma rośnie. Chyba wizyta lekarska mnie nie ominie.
Zamówiłam książkę. Jeszcze ciepła, już do mnie jedzie, bardzo czekam.
Cenię człowieka, cenię jego odwagę.
Ciekawa jestem bardzo, co i jak będzie napisane.
Czuję ulgę, że choć jeden chce pisać prawdę.
Ufam mu - i Bóg jeden wie, On jeden, jak bardzo tej książki i tych treści potrzebuję...
Remont żółwim tempem idzie do przodu - ale idzie i cieszę się każdą zmianą.
Cudnie jest znowu gotować i piec.
Dziś grane były naleśniki z pieczarkami - naleśniki zrobić każdy umie, a przepis na farsz podaję:
40 dag pieczarek
2 średnie cebule
50 gram masła
150 gram żółtego sera
pieprz i sól
Masło na patelnię, w międzyczasie cebula do blendera i zaś na patelnię, później to samo z pieczarkami i znów na patelnię, podsmażyć, poddusić, odparować lekko, ser na tarce o dużych oczkach i na patelnię, do tego pieprz i sól. Patelnia powinna być ciężka i gruba - farsz stygnąc tężeje, a trzeba go nakładać, jak jest gorący. Pyyyycha! Pożarliśmy, reszta została na jutrzejszy obiad - się odgrzeje, się zje.
Ściskam ciepło!
Znacie jakieś fajne wytrawne farsze do naleśników (znaczy nie na słodko)? Jak znacie to piszcie - chętnie skorzystam:)
cenię jasne sytuacje.
proste emocje.
szczerość.
takie są - z wyboru - moje znajomości.
innych nie mam, bo zrozumiałam, że nie warto.
niektóre ucięłam, inne - same uschły.
parę osób nie udźwignęło znajomości w obliczu choroby.
nie mam (już) czasu na kontredansy, podchody, pantomimę.
daję wszystko, biorę wszystko.
daję - ale to nie oznacza dzielenia się szczegółami życia.
szanuję swoją i innych intymność.
biorę - ale nie przywłaszczam.
biorę drugiego człowieka z tym, czym zechce się podzielić.
są zależności - nie ma symetrii.
nie ma symetrii? - nie ma relacji.
wracając do Marka Aureliusza: jestem pewna, że tylko bezinteresowna życzliwość może być zaczynem trwałych, zdrowych relacji."
Ściągnięte żywcem, autorka jest tutaj, cytuję i dzielę się tym, co przeczytałam, bo pod tym to ja rękami i nogami i całą sobą, bo tak mam ciągle się tego uczę, o to walczę i to jest dla mnie sedno relacji człowiek - człowiek.
Dotknęły mnie te słowa z całej siły - nie umiałabym precyzyjniej zamienić myśli na słowa.
Pozostał mi zatem jeno cytat.
A w głowie najmocniej zostało: są zależności - nie ma symetrii; nie ma symetrii - nie ma relacji.
Ja WIEM, że to jest prawda.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czasu wolnego mam malutko, staram się żyć świadomie każdą chwilą, ale na net czasu coraz mniej... Dziergam (niewiele, ale codziennie), ale nie mam kiedy focić i obrabiać.
Dużo pracy zawodowej.
Kijów pilnuję jak oka w głowie - szykuję się tutaj, trenujemy z koleżanką prawie codziennie. To tylko godzina, ale jakże owocna! Dziś zaopatrzyłam się w odpowiednie buty, spodnie i bluzę (wersja wiosenna) - jutro będzie ciepło, jeśli gorączka odpuści to polatam w nowych łaszkach:) Gdyby nie fakt, że ciągle męczą mnie nawracające infekcje (nudna jestem do bólu, wiem) byłoby cudnie, bo forma rośnie. Chyba wizyta lekarska mnie nie ominie.
Zamówiłam książkę. Jeszcze ciepła, już do mnie jedzie, bardzo czekam.
Cenię człowieka, cenię jego odwagę.
Ciekawa jestem bardzo, co i jak będzie napisane.
Czuję ulgę, że choć jeden chce pisać prawdę.
Ufam mu - i Bóg jeden wie, On jeden, jak bardzo tej książki i tych treści potrzebuję...
Remont żółwim tempem idzie do przodu - ale idzie i cieszę się każdą zmianą.
Cudnie jest znowu gotować i piec.
Dziś grane były naleśniki z pieczarkami - naleśniki zrobić każdy umie, a przepis na farsz podaję:
40 dag pieczarek
2 średnie cebule
50 gram masła
150 gram żółtego sera
pieprz i sól
Masło na patelnię, w międzyczasie cebula do blendera i zaś na patelnię, później to samo z pieczarkami i znów na patelnię, podsmażyć, poddusić, odparować lekko, ser na tarce o dużych oczkach i na patelnię, do tego pieprz i sól. Patelnia powinna być ciężka i gruba - farsz stygnąc tężeje, a trzeba go nakładać, jak jest gorący. Pyyyycha! Pożarliśmy, reszta została na jutrzejszy obiad - się odgrzeje, się zje.
Ściskam ciepło!
Znacie jakieś fajne wytrawne farsze do naleśników (znaczy nie na słodko)? Jak znacie to piszcie - chętnie skorzystam:)
poniedziałek, 5 marca 2012
Melduję...
że wbrew powszechnie panującej opinii żyję - i to całkiem nieźle:)
Tyle, że ostatnio jakoś tak bardziej analogowo, niż cyfrowo.
No jakoś tak:)
Udziergałam.
Sfociłam.
W wolniejszej chwili umieszczę.
Ino kiedy - nie wiem:)
Męski sweter z jasnoszarego nepala.
Zdjęcia będą średnio ciekawe, bo tym razem manekina nie dopadłam - są plaskate.
Za to lewa strona cudna - bez nijakich łączeń, supłów, wrabiania nitek.
To znaczy wrabiań ino kilka - nitka pierwsza górna, druga dolna i nitki przy rękawach. Razem cztery nitki...:)
Jednolity ciąg wełnowy - a umówmy się, motek nie miał 1200 metrów, jeno każden miał metrów około 70 (no około, powiedzmy). 50 gram w każdym razie.
Jeśli będzie wola ludu zrobię tutorial, jak łączyć te nitki, coby rzeczonych łączeń w technice bezszwowej widać nie było. Patent nie mój, literki (R) nie będzie - poczytałam, pozbierałam dane, wyjszło - zatem będzie to mix pomysłów. Jak się kto do patentu przyzna to mu honor oddam:)
Latam na kijach:)
Wylatałam kilometry, lewy górny róg, bieżące info. I będę wylatywać dalej:)
Skutek uboczny - wylatane kilogramy, centymetry (w obwodach), samopoczucie nie-z-tej-ziemi.
Dwa rozmiary w dół - serioserio!
Jaaaakaż radość:)))
Ciała prawie nie czuję - poruszam się wreszcie siłą mięśni, a nie tylko siłą woli:)))
Mam kumpelki w lataniu - cieszę się ogromnie, ino one wolniejsze, zatem po lataniu wespółwzespół ja muszę swoje jeszcze "dolatać".
Mózg dotleniony, ciało coraz sprawniejsze - rozważam jakowyś bieg nordic walking - zawody w sensie...?
Mam chrapkę:)
Jeszcze dokuczają zakwasy, ale tylko deczko.
To na razie:)
Ktoś tęsknił...?
Ja tak:)
Ściskam:***
Tyle, że ostatnio jakoś tak bardziej analogowo, niż cyfrowo.
No jakoś tak:)
Udziergałam.
Sfociłam.
W wolniejszej chwili umieszczę.
Ino kiedy - nie wiem:)
Męski sweter z jasnoszarego nepala.
Zdjęcia będą średnio ciekawe, bo tym razem manekina nie dopadłam - są plaskate.
Za to lewa strona cudna - bez nijakich łączeń, supłów, wrabiania nitek.
To znaczy wrabiań ino kilka - nitka pierwsza górna, druga dolna i nitki przy rękawach. Razem cztery nitki...:)
Jednolity ciąg wełnowy - a umówmy się, motek nie miał 1200 metrów, jeno każden miał metrów około 70 (no około, powiedzmy). 50 gram w każdym razie.
Jeśli będzie wola ludu zrobię tutorial, jak łączyć te nitki, coby rzeczonych łączeń w technice bezszwowej widać nie było. Patent nie mój, literki (R) nie będzie - poczytałam, pozbierałam dane, wyjszło - zatem będzie to mix pomysłów. Jak się kto do patentu przyzna to mu honor oddam:)
Latam na kijach:)
Wylatałam kilometry, lewy górny róg, bieżące info. I będę wylatywać dalej:)
Skutek uboczny - wylatane kilogramy, centymetry (w obwodach), samopoczucie nie-z-tej-ziemi.
Dwa rozmiary w dół - serioserio!
Jaaaakaż radość:)))
Ciała prawie nie czuję - poruszam się wreszcie siłą mięśni, a nie tylko siłą woli:)))
Mam kumpelki w lataniu - cieszę się ogromnie, ino one wolniejsze, zatem po lataniu wespółwzespół ja muszę swoje jeszcze "dolatać".
Mózg dotleniony, ciało coraz sprawniejsze - rozważam jakowyś bieg nordic walking - zawody w sensie...?
Mam chrapkę:)
Jeszcze dokuczają zakwasy, ale tylko deczko.
To na razie:)
Ktoś tęsknił...?
Ja tak:)
Ściskam:***
sobota, 18 lutego 2012
Aaaaach!
Tu jest aaaaach!
Proszę patrzeć na ordery!:)
A tutaj krótki wywiad.
Trochę mi lepiej.
Może jeszcze nie wszystko na tym świecie się popsuło...?
Cieszę się strasznie, niewyobrażalnie.
Że ludzie tego chcą, że czytają, że cenią.
Idę się cieszyć dalej:)
Post scriptum:
"Kilka miesięcy temu poznałam w hospicjum sędziwego rektora pewnej znamienitej uczelni. Długie godziny serdecznych opowieści. Na koniec dostałam od niego tylko jedną radę. Wiem, że mnie lubił i długo myślał nad owym memento. - Zrobiłem wszystko dla swojej głowy i ducha. Doktoraty, książki, habilitacje, profesury, sympozja, artykuły, dyskusje… Ciało zostawiłem zupełnie. Teraz ono, niedołężne, bezradnie zamknęło moją aż nadto sprawną głowę w potrzasku. Nie poradzę już nic. Mówię to pani, bo jest pani mądra i dobra. Proszę nie popełnić mojego błędu. Niech pani to zapamięta. Proszę dbać o swoje ciało, jeździć na rowerze, pływać. Proszę je pokochać, nie spychać na margines."
Cytat pochodzi stąd (klik).
Proszę patrzeć na ordery!:)
A tutaj krótki wywiad.
Trochę mi lepiej.
Może jeszcze nie wszystko na tym świecie się popsuło...?
Cieszę się strasznie, niewyobrażalnie.
Że ludzie tego chcą, że czytają, że cenią.
Idę się cieszyć dalej:)
Post scriptum:
"Kilka miesięcy temu poznałam w hospicjum sędziwego rektora pewnej znamienitej uczelni. Długie godziny serdecznych opowieści. Na koniec dostałam od niego tylko jedną radę. Wiem, że mnie lubił i długo myślał nad owym memento. - Zrobiłem wszystko dla swojej głowy i ducha. Doktoraty, książki, habilitacje, profesury, sympozja, artykuły, dyskusje… Ciało zostawiłem zupełnie. Teraz ono, niedołężne, bezradnie zamknęło moją aż nadto sprawną głowę w potrzasku. Nie poradzę już nic. Mówię to pani, bo jest pani mądra i dobra. Proszę nie popełnić mojego błędu. Niech pani to zapamięta. Proszę dbać o swoje ciało, jeździć na rowerze, pływać. Proszę je pokochać, nie spychać na margines."
Cytat pochodzi stąd (klik).
środa, 15 lutego 2012
Nie piszę
Bo mi... nie w tę stronę, co tu dużo mówić. Niewesoło znaczy.
Zajrzyjcie tutaj (klik).
Znalazłam to dzisiaj, poczytałam, pomyślałam... Polecam z komentarzami - w większości są istotne.
To jakaś paranoja.
I - doprawdy - nie moja, o nie.
Winowajca się tłumaczy tutaj (klik).
Według mnie - marnie mu to wychodzi.
Szkoda mi Iwusi - bardzo szkoda (bloga nie znam, nie czytałam).
I teraz tak: robię sobie proszę Państwa na ten przykład wzorek. Projektuję, rozliczam oczka. Powiedzmy dwa warkoczyki, jakiś ryżyk, jakiś ażurek. I se mam - dumna i blada. I piszę adnotację "my own designe". Prawdopodobieństwo, że ktoś to już kiedyś zrobił jest spore, nieprawdaż? (a`propos śmieszą mnie niektóre płatne wzory na raverly - kreują się na patenty, a ja je znam od dawna, sama na to wpadłam, tyle, że ja nie POZYWAM).
I w związku ze związkiem naruszam czyjeś prawa autorskie i dobra osobiste, ten któremu naruszyłam jest oburzony, sprawę kieruje do stosownej kancelarii, a ja w popłochu, żeby nie pójść za kratki powielam to, co zrobiła Iwusia... Ba - już się nad tym zastanawiam! Zanim ktoś wypatrzy, co i jak NARUSZYŁAM. A póki co ratyfikacji wszak jeszcze nie ma - a już takie rzeczy się dzieją...
Pisała o tym Devorgilla.
Zrobili jej ameryckie ludzie "kuku" na raverly, posądzili, że nie jest autorem swoich wzorów, ale że je skopiowała, rozpętała się burza - udowadniała, że nie jest wielbłądem... i nie udowodniła, póki co.
To nie moja paranoja - to paranoja ogólna!
Dzień po dniu, godzina po godzinie tracę serce do netu w wymiarze spraw prywatnych.
Bardzo lubię to miejsce, ten blog - lubię, bo jego klimat tworzycie Wy, moi czytelnicy, komentatorzy. Uwielbiam się tu wygłupiać, uwielbiam się bawić razem z Wami. Uwielbiam z Wami być!
Lubię czasem coś napisać o sobie, lubię się otworzyć i podzielić czymś głębszym...
Właściwie to "lubiłam". Ta opcja chyba już nie działa...
Natomiast nienawidzę inwigilacji - jakąkolwiek miałaby postać. Wychowana w czasach zapiekłej komuny inwigilacji mam po kokardę! Nienawidzę, kiedy mnie ktoś tropi, obserwuje (w złych zamiarach), kontroluje (bezpodstawnie). Nienawidzę tego tak bardzo, że gotowa jestem stąd odejść - ale nawet myśl o tym jest dla mnie bolesna.
Jestem pchłą, małą pchłą, nie grubą rybą. Ale Iwusia też nie była grubą rybą - i skasowała wszystkie zapisy na blogu, blogu z przepisami kulinarnymi...
Skoro zainteresowano się Iwusią to prawdopodobieństwo zainteresowani się każdym z nas jest wielce prawdopodobne.
A do tego jeszcze góógiel z jego nową, jakże "użyteczną" polityką prywatności...
Myślę i myślę i myślę...
Dziergam i myślę, latam na kijach i myślę...
Póki co... wiem, że nic nie wiem.
To zdanie nie ja wymyśliłam - NIE JA!!!
Przyznaję się, cytuję, proszę mnie za to nie zamykać, no nie umiem na klawiaturze znaleźć tego znaczka, co to oznacza prawa autorskie, dobra osobiste i patenty.
P.S. Moja nowa maszyna ma na imię ASUS.
Jest mało wyględna, za to bardzo sprawna.
RAM - 8 giga, procesor - 640 giga, intel core i5.
Windows 7.
Mam nadzieję, że pożyje.
Dokupiłam przedłużoną gwarancję. Razem będzie 4 lata.
Wie ktoś, co to "zimny lut"?
Takie są teraz obowiązkowe (znaczy bez tej odrobiny ołowiu, co jest potrzebna,coby lutowania trzymały) według Stosownych Dyrektyw Wiadomej Instytucji, a powodują po 2 latach (czyli tych po-gwarancji-producenta) nieodwracalne, trwałe uszkodzenie laptoka - puszczają luty na płytce elektronicznej. Bardzo śmieszne, nie?
No to ja mam spokój na 4 lata, póki co.
W kwestii notebooka, rzecz jasna.
Bo w innych jakoś nie...
Zajrzyjcie tutaj (klik).
Znalazłam to dzisiaj, poczytałam, pomyślałam... Polecam z komentarzami - w większości są istotne.
To jakaś paranoja.
I - doprawdy - nie moja, o nie.
Winowajca się tłumaczy tutaj (klik).
Według mnie - marnie mu to wychodzi.
Szkoda mi Iwusi - bardzo szkoda (bloga nie znam, nie czytałam).
I teraz tak: robię sobie proszę Państwa na ten przykład wzorek. Projektuję, rozliczam oczka. Powiedzmy dwa warkoczyki, jakiś ryżyk, jakiś ażurek. I se mam - dumna i blada. I piszę adnotację "my own designe". Prawdopodobieństwo, że ktoś to już kiedyś zrobił jest spore, nieprawdaż? (a`propos śmieszą mnie niektóre płatne wzory na raverly - kreują się na patenty, a ja je znam od dawna, sama na to wpadłam, tyle, że ja nie POZYWAM).
I w związku ze związkiem naruszam czyjeś prawa autorskie i dobra osobiste, ten któremu naruszyłam jest oburzony, sprawę kieruje do stosownej kancelarii, a ja w popłochu, żeby nie pójść za kratki powielam to, co zrobiła Iwusia... Ba - już się nad tym zastanawiam! Zanim ktoś wypatrzy, co i jak NARUSZYŁAM. A póki co ratyfikacji wszak jeszcze nie ma - a już takie rzeczy się dzieją...
Pisała o tym Devorgilla.
Zrobili jej ameryckie ludzie "kuku" na raverly, posądzili, że nie jest autorem swoich wzorów, ale że je skopiowała, rozpętała się burza - udowadniała, że nie jest wielbłądem... i nie udowodniła, póki co.
To nie moja paranoja - to paranoja ogólna!
Dzień po dniu, godzina po godzinie tracę serce do netu w wymiarze spraw prywatnych.
Bardzo lubię to miejsce, ten blog - lubię, bo jego klimat tworzycie Wy, moi czytelnicy, komentatorzy. Uwielbiam się tu wygłupiać, uwielbiam się bawić razem z Wami. Uwielbiam z Wami być!
Lubię czasem coś napisać o sobie, lubię się otworzyć i podzielić czymś głębszym...
Właściwie to "lubiłam". Ta opcja chyba już nie działa...
Natomiast nienawidzę inwigilacji - jakąkolwiek miałaby postać. Wychowana w czasach zapiekłej komuny inwigilacji mam po kokardę! Nienawidzę, kiedy mnie ktoś tropi, obserwuje (w złych zamiarach), kontroluje (bezpodstawnie). Nienawidzę tego tak bardzo, że gotowa jestem stąd odejść - ale nawet myśl o tym jest dla mnie bolesna.
Jestem pchłą, małą pchłą, nie grubą rybą. Ale Iwusia też nie była grubą rybą - i skasowała wszystkie zapisy na blogu, blogu z przepisami kulinarnymi...
Skoro zainteresowano się Iwusią to prawdopodobieństwo zainteresowani się każdym z nas jest wielce prawdopodobne.
A do tego jeszcze góógiel z jego nową, jakże "użyteczną" polityką prywatności...
Myślę i myślę i myślę...
Dziergam i myślę, latam na kijach i myślę...
Póki co... wiem, że nic nie wiem.
To zdanie nie ja wymyśliłam - NIE JA!!!
Przyznaję się, cytuję, proszę mnie za to nie zamykać, no nie umiem na klawiaturze znaleźć tego znaczka, co to oznacza prawa autorskie, dobra osobiste i patenty.
P.S. Moja nowa maszyna ma na imię ASUS.
Jest mało wyględna, za to bardzo sprawna.
RAM - 8 giga, procesor - 640 giga, intel core i5.
Windows 7.
Mam nadzieję, że pożyje.
Dokupiłam przedłużoną gwarancję. Razem będzie 4 lata.
Wie ktoś, co to "zimny lut"?
Takie są teraz obowiązkowe (znaczy bez tej odrobiny ołowiu, co jest potrzebna,coby lutowania trzymały) według Stosownych Dyrektyw Wiadomej Instytucji, a powodują po 2 latach (czyli tych po-gwarancji-producenta) nieodwracalne, trwałe uszkodzenie laptoka - puszczają luty na płytce elektronicznej. Bardzo śmieszne, nie?
No to ja mam spokój na 4 lata, póki co.
W kwestii notebooka, rzecz jasna.
Bo w innych jakoś nie...
środa, 8 lutego 2012
Candy u Violetowej!
Do zgarnięcia jest chusta - o taka (klik w fotkę):
O candy informuję, bo BĘDZIE SPRAWDZAĆ.
Jednakże myślę, że nie warto się zapisywać!
Szkoda wysiłku i czasu.
Albowiem...
Oświadczam wszem i wobec i publicznie i każdemu z osobna, że ---
Ja
I tak
WYGRAM!
I to by było na tyle:)
O candy informuję, bo BĘDZIE SPRAWDZAĆ.
Jednakże myślę, że nie warto się zapisywać!
Szkoda wysiłku i czasu.
Albowiem...
Oświadczam wszem i wobec i publicznie i każdemu z osobna, że ---
Ja
I tak
WYGRAM!
I to by było na tyle:)
wtorek, 7 lutego 2012
Drobiazgi dwa
Dziergane "na szybko", zaraz znikną mi z oczu, więc wrzucam.
Ku pamięci - albowiem szary kwiatek lągł się był "pod szydełkiem", na gorąco - jak nie wrzucę to przepadnie gdzieś w czeluściach niebytu, a chciałabym go jeszcze kiedyś powtórzyć - może w innym wydaniu i innej kolorystyce.
Czerwień prawdziwa ta czerwieńsza, nie ta... różowsza:)
Wełna - lima, druty 3 mm, opaski robione w okrążeniach.
- A zrobisz mi kwiatek do opaski?
- A zrobię. Ma być na szydełku czy na drutach?
- ... Wiesz, ja nie odróżniam kwiatka na szydełku od kwiatka na drutach!
Kurtyna:)))
P.S. Pięknie dziękuje za imieninowe maile, sms-y i komentarze, w domu raz net jest, a raz się sypie, sypie się też ewidentnie mój komp, już pisałam - dobrze, że ja się jeszcze nie sypię, chyba... chyba, że o czymś nie wiem:)
Ku pamięci - albowiem szary kwiatek lągł się był "pod szydełkiem", na gorąco - jak nie wrzucę to przepadnie gdzieś w czeluściach niebytu, a chciałabym go jeszcze kiedyś powtórzyć - może w innym wydaniu i innej kolorystyce.
Czerwień prawdziwa ta czerwieńsza, nie ta... różowsza:)
Wełna - lima, druty 3 mm, opaski robione w okrążeniach.
- A zrobisz mi kwiatek do opaski?
- A zrobię. Ma być na szydełku czy na drutach?
- ... Wiesz, ja nie odróżniam kwiatka na szydełku od kwiatka na drutach!
Kurtyna:)))
P.S. Pięknie dziękuje za imieninowe maile, sms-y i komentarze, w domu raz net jest, a raz się sypie, sypie się też ewidentnie mój komp, już pisałam - dobrze, że ja się jeszcze nie sypię, chyba... chyba, że o czymś nie wiem:)
sobota, 4 lutego 2012
Jadą do mnie!
Juz w poniedziałek startują.:)
Tylko popatrzcie:
Cieszę się jak sroka na nową biżuterię, na nowe błyskotki.
Strasznie się cieszę:)
Wszystko, co do mnie jedzie jest dziełem rąk mistrzyni biżuterii z masy fimo i art clay - Harapati, którą przy okazji bardzo gorąco polecam, a zdjęcia publikuję za jej zgodą.
Talent, fachowość, wspaniała współpraca, terminowość i dobre ceny - to zalety Harapati.
Owszem - Harapati tworzy też droższą biżuterię, nie na wszystko co robi mnie stać (ach, ostatni wisior z art clay!), ale większość produktów ma bardzo przyjazne ceny.
P.S. 1. Dzierga się - dużo, symultanicznie (znaczy cztery robótki naraz, żeby się nie zanudzić, sprawdza się świetnie! Jak mam dość jednej sięgam po drugą, później po kolejną - i mogę tak prawie cały dzień:) Niedługo pokażę!
No prawie, bo trwa poremontowe (to znaczy w przerwie między kolejną demolkową odsłoną) skręcanie mebli, sprzątanie - no i bezwarunkowo latanie na kijach - pomimo mrozu. Doszłam do wniosku, że albo zabije, albo wzmocni (bo wciąż niedomagam) - i chyba wzmacnia:)))
P.S. 2. Napiszcie (szczerze!), czy biżuteria Wam się podoba i co z tego, co zamówiłam chciałybyście mieć.
Ciekawa jestem jak nie wiem co:)))
Tylko popatrzcie:
Mam już takie kolczyki - cudne, a tutaj wisior i bransoletka, a do tego chusta mara z riosa - mniam!
To makowy komplet - autorka zrobiła go dla siebie, a na moją prośbę zrobiła i dla mnie - jest cudny, a ja przecież jestem czerwona:))):
To kolczyki orientalne, miałam już takie niebieskie, ale ja nie jestem niebieska, poprosiłam o czerwone - i mam! Niebieskie dałam w prezencie bliskiej sercu osobie:
Na koniec elegancki komplet cappuccino, wyjątkowej delikatności i urody, tu naszyjnik i kolczyki:
A tutaj bransoletka - choć podobno zdjęcie nie oddaje, więc jeśli zdjęcie piękne, to jakiż musi być oryginał?:)
Strasznie się cieszę:)
Wszystko, co do mnie jedzie jest dziełem rąk mistrzyni biżuterii z masy fimo i art clay - Harapati, którą przy okazji bardzo gorąco polecam, a zdjęcia publikuję za jej zgodą.
Talent, fachowość, wspaniała współpraca, terminowość i dobre ceny - to zalety Harapati.
Owszem - Harapati tworzy też droższą biżuterię, nie na wszystko co robi mnie stać (ach, ostatni wisior z art clay!), ale większość produktów ma bardzo przyjazne ceny.
P.S. 1. Dzierga się - dużo, symultanicznie (znaczy cztery robótki naraz, żeby się nie zanudzić, sprawdza się świetnie! Jak mam dość jednej sięgam po drugą, później po kolejną - i mogę tak prawie cały dzień:) Niedługo pokażę!
No prawie, bo trwa poremontowe (to znaczy w przerwie między kolejną demolkową odsłoną) skręcanie mebli, sprzątanie - no i bezwarunkowo latanie na kijach - pomimo mrozu. Doszłam do wniosku, że albo zabije, albo wzmocni (bo wciąż niedomagam) - i chyba wzmacnia:)))
P.S. 2. Napiszcie (szczerze!), czy biżuteria Wam się podoba i co z tego, co zamówiłam chciałybyście mieć.
Ciekawa jestem jak nie wiem co:)))
czwartek, 2 lutego 2012
Jak się cieszę!
Zorkownia, hospicyjna myśloodsiewnia została nominowana do nagrody głównej w konkursie "Blog roku 2011" - cieszę się strasznie! Ta kopertka przy blogu na konkursowej stronie oznacza tę właśnie nominację przyznaną przez jurora w kategorii, w której blog startuje.
Tak bardzo chciałam, żeby te treści pobiegły dalej, żeby blogoświat się dowiedział, żeby jak najwięcej z nas się mogło uczyć, jak towarzyszyć ludziom w umieraniu.
Jak być blisko z tymi, którzy już nic - lub niewiele mogą.
Ta nominacja wiele dla mnie znaczy.
Znaczy, że juror docenił nie tylko literacki poziom bloga, ale również jego ogromną wartość... dla mnie wartość bezwzględną, bo taką wartością jest ludzkie życie.
Zorko, droga Zorko - kibicuję Ci serdecznie, kibicuję bezwzględnie, pozostaję z wielką nadzieją na pierwsze miejsce na podium - bynajmniej nie dla oklasków i splendoru. Bo wiem, że nie splendory Ci w głowie, jeno prawda najprawdziwsza - i nie dla splendorów tego bloga piszesz i nie dla splendoru do konkursu przystąpiłaś.
Życzę Ci ZWYCIĘSTWA!
Tak bardzo chciałam, żeby te treści pobiegły dalej, żeby blogoświat się dowiedział, żeby jak najwięcej z nas się mogło uczyć, jak towarzyszyć ludziom w umieraniu.
Jak być blisko z tymi, którzy już nic - lub niewiele mogą.
Ta nominacja wiele dla mnie znaczy.
Znaczy, że juror docenił nie tylko literacki poziom bloga, ale również jego ogromną wartość... dla mnie wartość bezwzględną, bo taką wartością jest ludzkie życie.
Zorko, droga Zorko - kibicuję Ci serdecznie, kibicuję bezwzględnie, pozostaję z wielką nadzieją na pierwsze miejsce na podium - bynajmniej nie dla oklasków i splendoru. Bo wiem, że nie splendory Ci w głowie, jeno prawda najprawdziwsza - i nie dla splendorów tego bloga piszesz i nie dla splendoru do konkursu przystąpiłaś.
Życzę Ci ZWYCIĘSTWA!
środa, 1 lutego 2012
Wycieczki nie było
bo znów niedomagam, piąta infekcja w tym sezonie, zdecydowanie mam dość.
Dostałam za to dwa zdjęcia z prawem ich publikacji - zatem publikuje z wielką przyjemnością:)
Przy okazji samoistnie wyjaśni się, gdzie miałam być i kto jest właścicielem islandzkiego swetra:)
Jarmułka mi się nie udała, była za płytka i nie trzymała się głowy, będę dziergać nową. Teraz już dokładnie wiem, jak to zrobić - mam dokładniejsze wymiary i dokładny ogląd zdjęciowy. Na szczęście zostało mi wybaczone:)
Szkoda, że nie udało się spotkać i pogadać, są plany, żeby to nadrobić w przyszłości. A sweter jest islandzki, ponieważ prezentowany pies takoż z przymiotnikiem "islandzki". Strój hodowcy został dobrany do rasy psa biorącego udział w wystawie. Ciekawy temat, nieprawdaż?:)
P.S. Szukam nowego miejsca w sieci.
Tak czy siak nie zamierzam i nie będę podlegała wujkowi-co-to-wie-wszystko.
Nie i już!
Czytałam już regulamin obowiązujący od 1 marca 2012. Niedobrze mi po tej lekturze. Jeśli coś zrobię czy popełnię (nieświadomie!) na tym portalu, a nie będzie to zgodne z prawem amerykańskim to odpowiem przed ich sądem. A ja ich prawa nie znam i odpowiadać za nic nie zamierzam.
Do tego dochodzi jeszcze ostatnio podpisane wiadomo-jakie porozumienie.
Przelało mi się i już.
Macie jakieś pomysły, gdzie się fajnie bloguje? Na POLSKICH portalach?
Jakby ktoś miał będę wdzięczna za podpowiedź.
Dostałam za to dwa zdjęcia z prawem ich publikacji - zatem publikuje z wielką przyjemnością:)
Przy okazji samoistnie wyjaśni się, gdzie miałam być i kto jest właścicielem islandzkiego swetra:)
Jarmułka mi się nie udała, była za płytka i nie trzymała się głowy, będę dziergać nową. Teraz już dokładnie wiem, jak to zrobić - mam dokładniejsze wymiary i dokładny ogląd zdjęciowy. Na szczęście zostało mi wybaczone:)
Szkoda, że nie udało się spotkać i pogadać, są plany, żeby to nadrobić w przyszłości. A sweter jest islandzki, ponieważ prezentowany pies takoż z przymiotnikiem "islandzki". Strój hodowcy został dobrany do rasy psa biorącego udział w wystawie. Ciekawy temat, nieprawdaż?:)
P.S. Szukam nowego miejsca w sieci.
Tak czy siak nie zamierzam i nie będę podlegała wujkowi-co-to-wie-wszystko.
Nie i już!
Czytałam już regulamin obowiązujący od 1 marca 2012. Niedobrze mi po tej lekturze. Jeśli coś zrobię czy popełnię (nieświadomie!) na tym portalu, a nie będzie to zgodne z prawem amerykańskim to odpowiem przed ich sądem. A ja ich prawa nie znam i odpowiadać za nic nie zamierzam.
Do tego dochodzi jeszcze ostatnio podpisane wiadomo-jakie porozumienie.
Przelało mi się i już.
Macie jakieś pomysły, gdzie się fajnie bloguje? Na POLSKICH portalach?
Jakby ktoś miał będę wdzięczna za podpowiedź.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






