czwartek, 4 czerwca 2015

Mój ostatni przekaz

z poprzedniego posta -
był za mocny?
Zbyt bolesny?
Wstrząsający?
Raniący?

Uprasza się o konstruktywną krytykę.
Prawdziwą i szczerą.
Albowiem jeden komunikat w temacie już mam.
Osoba oglądająca nie była w stanie dotrwać do końca.
Nie ukrywam, że ten komunikat nieco mną wstrząsnął.

Piszcie prawdę, jeśli wola i łaska.
Ja nadal tęsknię.
Niekoniecznie musicie o tym czytać...

wtorek, 2 czerwca 2015

Wzrusz.

Spłakałam się jak głupia.



Chyba na razie nie powinnam oglądać takich filmów.
Nie szukałam go.
Znalazł mnie sam.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Lepszy czas

Trochę.

Dwa dni wyjechane.
Mądrze pomyślana Msza dla sporej grupy bieluśkich aniołków.
Nie zdążyli się znużyć, byli pięknie przygotowani.

Duże rodzinne stado.
Śmiech, gwar, pyszne jedzonko.
Mecz piłki nożnej na ogrodowym trawniku.
Strzelanie z wiatrówki:)
Kandydaci na nowych członków rodziny - część już z "certyfikatem", część bez.
Zwyczajnie, prosto, bez zadęcia, bez nijakich przykrości.

Główna bohatereczka piękna, niewinna, radosna.
Totalnie nieroszczeniowa - jak cała reszta dorosłego już rodzeństwa.
Cieszyło ją wszystko - hulajnoga, zegareczek, kolczyki, parę groszy.
Za wszystko dziękowała z widocznym wzruszeniem.
Największym prezentem był Ten, Którego po raz pierwszy.

Bardzo się starałam, ale nie mogłam wejść całą sobą, jak kiedyś.
Lizałam lody przez szybę.
... tak już będzie?

Powrót.
Trawienie zdarzeń.
W domu pustka.
Ciszę lubię, pustki - nie.
Pustki-bez-niej.

Na dzisiejszy obiad odgrzewałam pierogi.
Jeden spadł mi na podłogę.
Musiałam go podnieść.
To dla mnie nowość.
W dobrych czasach w kilka sekund by go nie było.

Tęsknię.
Nie da się inaczej.

czwartek, 28 maja 2015

Cyrk

medialny ma się świetnie.
Manipulacje w toku.
Szambonurkowe media produkują "chwytliwe" tytuły, pod którymi mieszczą się kompletnie inne treści.
Jeśli ktoś czyta tylko nagłówki szybko tym szambem się pobrudzi i bezmyślnie pośle je dalej.
I ludzie ślą - cholera jasna, ślą!

Przecież myślenie nie boli.
Poglądy dziś można sobie wyrobić bez problemu - trzeba się tylko postarać.
I trzeba wiedzieć o tym, że celem mainstreamowych mediów jest zrobić z nas idiotów.
Mnie osobiście to obraża.
Ja idiotką być nie zamierzam.

Czytajmy, szukajmy, nie dajmy się!
Zaczęło się bardzo silne manipulowanie wypowiedziami prezydenta - elekta.
Słuchajcie, nie trzeba go kochać, nie musi nikomu być z nim po drodze, ale mamy przecież prawo wiedzieć, co NAPRAWDĘ ten człowiek mówi, jak formułuje swoje myśli.
To jest dziś bardzo ważne - poznać go, budować zaufanie czy nieufność - ale w oparciu o prawdziwe dane, a nie medialne manipulacje.

Szukam.
Docieram do źródeł, do faktów, komentarze i opinie odstawiam na półkę.
Chyba, że wypowiadają się ludzie, którym ufam.
Niewielu ich jest, niektórych nowych dopiero poznaję.

Po długich i ciężkich cierpieniach (3 tygodnie!) dotarły do mnie wreszcie "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" autorstwa Wojciecha Sumlińskiego. Zaczynam zatem lekturę jego trzeciej (dla mnie) książki.
Tutaj jest krótki artykuł.
Szczególnie zaś polecam Wam ten link (klik).
Obszerny artykuł i film.
Informacje, od których jeży się włos.
Gdyby były nieprawdziwe, autorzy już dziś siedzieli by w pierdlu - a nie siedzą.
To ich uwiarygadnia.

Bardzo chciałabym się przyczynić do tego dobra, które w niedzielę się stało.
Pielęgnować je, pomóc mu rosnąć, obnażać manipulacje.
Budzi moje zaufanie. To dobro. Ten człowiek.
Róbmy to, niech nas będzie więcej - nie populistycznie, nie emocjonalnie - rzetelnie, po prostu.
To MUSI nas obchodzić.
Mówmy, jak jest.
Jeden już taki jest, co mówi jak jest i powiadam Wam - mądrze gada!

P.S. Tak, ciężko mi.
Nadal nie lubię wracać do domu.
Tęsknię.
Bardzo.

poniedziałek, 25 maja 2015

To jest dla mnie

Wielka Zmiana.
I bynajmniej nie "Nocna zmiana".
I to jest mój Prezydent.
I radość moja jest wielka.

Wklejam film z początku maja, kiedy nic jeszcze nie było jasne.
Ujmuje mnie zwyczajność i prostota tego człowieka.




Panie Prezydencie - Elekcie, szkoda, że nie mogłam dziś rano napić się z Panem kawy:)

P.S. Swoją drogą druga tura wyborów w dniu Zesłania Ducha Świętego to jak samobój dla Jeszcze-Urzędującego. Gorszego (dla niego) dnia być nie mogło :)))

niedziela, 24 maja 2015

Niekoniecznie czytajcie.

Mnie pisanie tutaj bardzo pomaga.
Ale Wy możecie się tematem zmęczyć.
Na Waszym miejscu najzwyczajniej miałabym dość.
Przypuszczam, że jeszcze czas jakiś będę monotematyczna.

Głaszczę ekran monitora.
Niestety na ekranie nosek nie jest zimny i wilgotny.
Sierść nie jest ani trochę szorstka i ani trochę puszysta.
Nie czuję ciepła ciała, które zawsze było.
To ciepło.
Tego ciała.

Porządkuję rzeczywistość.
Muszę.
Wczoraj wyrzuciłam jej stary koc i legowiska.
Wieczorem znalazłam pod meblami zapomnianą ostatnio ukochaną niebieską piłeczkę.
Była z nią od początku jej psiego życia.
Uwielbiała ją aportować.
Dopóki jeszcze mogła.

Obroża i piłeczka.
Tego nie oddam.
To mi zostanie.
I (może) książeczka zdrowia.

Jeszcze parę przedmiotów muszę wyrzucić.
Ale jakoś mi niespieszno.
Choć to podobno pomaga.
Podobno lepiej pozbyć się szybciej. 
Takie dostaję rady...

Nie bardzo im ufam.
Co z tego, że wejdę w tryb udawania "nic się nie stało i wcale mnie nie boli"?
To głupie i nieprawdziwe.
Nie cierpię non stop.
Są chwile, że funkcjonuję normalnie.
A są i takie jak ta - kiedy wyjątkowo boli.
I kiedy chcę to zapisać.

Nie chcę niczego wyłudzać.
Nie chcę też w żadnym wypadku wymuszać.
Ale... każde słowo, każdy komentarz dużo dla mnie znaczy.
Nie mam w realu ludzi, którzy mogliby mnie zrozumieć.
Nie mogę o tym za wiele rozmawiać.

Wypisałam się.
Czuję ulgę...

piątek, 22 maja 2015

Oddzielam

ugotowane mięso od kości.
Odrobina spada na podłogę.
(w swoim czasie dbałam, aby takich "spadających odrobin" było sporo).
Nikt nie biegnie, żeby biegusiem jednym mlaskiem to, co spadło "sprzątnąć".
Sprzątnąć muszę sama.

Dzwoni domofon.
Nikt nie szczeka, żeby mnie ostrzec.
Że "uwaga-bandyci-mordercy"!
Muszę dbać o siebie sama, mój "system alarmowy" już nie działa.
A przecież jej szczek był zawsze bardzo konkretny.
Budził respekt.

Wracam z pracy do domu.
Nikt nie jazgocze i nie merda ciesząc się, że wróciłam.
Wita mnie dzwoniąca w uszach cisza.
Trudno mi ją znieść.

Chciałabym... chciałabym ucałować.
Psie czoło, między uszami.
Podrapać tam, gdzie lubiła najbardziej.
Zatopić ręce w jej futrze.
A właściwie nie.
Przytulić ogolone ciałko.
W ostatnim tygodniu było jej już za gorąco.
Udało mi się ją jeszcze (na raty, bo już nie była w stanie długo stać) ostrzyc.
Taka bezwłosa szczególnie lubiła mizianie, wskakiwanie do wyrka, przytulanie.

Dziś jest dzień łez płynących niczym wartki potok.
Na codzień muszę być profesjonalna i dzielna, bo kto to słyszał, tak smucić się z powodu psa...
Swoją tęsknotę skrzętnie więc ukrywam, jedynie smutku pozbyć się nie umiem.
Na szczęście tu na blogu mogę być sobą.
Podziękować każdemu, kto mnie wspiera.
Spuścić ze smyczy całotygodniową tęsknotę w postaci fontanny łez.

Dziękuję Wam za zrozumienie, za każde dobre słowo.
Mąż też mnie rozumie, a właściwie bardzo się stara, więc muszę mu na bieżąco siebie tłumaczyć.
Robię to.
Mężczyźni boją się naszych łez...

13 lat to kawał czasu.
Czasu kochania, przyzwyczajenia się, cieszenia z merdającej obecności.
Wiem, że ból minie i daję sobie na to czas.
Tu i teraz dzielę się tym, co czuję.
Dziękuję każdemu, kto chce ze mną w tym trwać.

poniedziałek, 18 maja 2015

Nie pamiętam...

takiej tęsknoty.

Odchodziły dzieci, do siebie, na swoje.
Pamiętam cierpienie, szczególnie po pierwszym.
Było, minęło.
Przeżyłam.
Może dlatego, że te odejścia nie były bezpowrotne..?
Że moje dzieci mają dobre życie?

Przytuliłabym.
Posłuchała oddechu, sapania, wzdychania.
Rzuciłabym niebieską piłeczkę i patrzyłabym, jak biegnie za nią do utraty tchu...
Złudzenia...
Od kilku miesięcy biegała za niebieską piłeczką już tylko po domu...

Przytuliłabym.
Przytuliłabym SIĘ.
Pomiziała za uchem, w kark, w dupkę.
Powąchałabym.
Poczułabym jęzor chlaśnięty na moim policzku.
I delikatne lizanie po rękach...
I moszczenie się w nogach wyrka - szczególnie w ostatnich dniach, kiedy znów na wspólne spanie pozwalałam...
I popatrzyła w te oczy, brązowe oczy, mądre, wyraziste.
Takich oczu nie ma żaden inny pies.

Jak... jak można (z miłości???) pozwolić zabić chcące jeszcze żyć zwierzę???

Pozwoliłam.
Nie ogarniam.
Tęsknię i chce mi się wyć.

Nie radźcie, żeby wziąć następnego psa.
NIE MA TAKIEJ OPCJI.
I nie będzie.

sobota, 16 maja 2015

Nie mogę

Patrzeć na psy i ich właścicieli.
Być sama w domu w tej absolutnej i absurdalnej ciszy.
Sporządzać jakiegokolwiek posiłku (nikt nie przychodzi żebrać o najlepszy kąsek).

Oczywiście robię to wszystko.
Ból przypływa i odpływa.
Czasem zupełnie znika.
Najtrudniej jest, kiedy wracają wspomnienia.
A ponieważ stworzenie było żywe i niezwykle zmyślne, wspomnień jest sporo.



Nie zapomnę Cię, maleńka...

.................................................................................................................

Jeśli po odejściu psa, z którym przeżyło się w jednym domu 13 lat lat jest tak ciężko, to jak jest, kiedy straci się człowieka, z którym w jednym domu przeżyło się lat kilkadzieści albo kilkadziesiąt...?
Jeśli ten człowiek był bliski???

Nie umiem
sobie tego
wyobrazić.

Nijak.

czwartek, 14 maja 2015

14.05.2015

Od dwóch godzin mam nową bransoletkę.
Na lewej ręce.
Jest dość siermiężna.
Trochę znoszona.
Skórzana.
Owija mój nadgarstek dwukrotnie.
Jest zdecydowanie nietypowa...

Coś mnie dziś późnym popołudniem tknęło.
Zadzwoniłam, umówiłam wizytę, udało się.
Dziś, o 18.30.
Badania.
USG.
Ogromne przerzutowe guzy.
Zero szans na życie...
Cierpienie będzie się wzmagać z dnia na dzień (przecież widzę, wszystko mi się zgadza).
Czas odejścia - najlepiej do końca tygodnia.

Powiedziałam, że jestem gotowa już dziś.
Że nie dam rady czekać...
Doktor obiecał przyjechać za godzinę.
Wytuliłam, wymiziałam, ułożyłam na kocyku.
Zdążyła jeszcze obszczekać doktora, kiedy zadzwonił domofonem...

Doktor kultury wielkiej.
Powiedział mi wszystko, czego potrzebowałam.
Podał zastrzyk pierwszy.
Wprowadził zwierzę w głęboką narkozę.
Po czym podał zastrzyk drugi.
Po dwóch minutach serce przestało bić...

Byłam cały czas, non stop, do końca.
Głaskałam, tuliłam, płakałam, przytulałam.
Później wzięłam na ręce zawinięte w kocyk  psie ciało i poszłam z nim do auta.
A później pochowaliśmy naszą sznaucurkę.

Teraz... teraz jest okropna.cisza.
Nikt nie chlipie wody z miski.
Nikt nie podżera psich chrupek.
Nikt nie tupie pazurami i nie zagląda do pokoju.
Pustka taka... parszywa taka...

Od dwóch godzin mam nową bransoletkę.
Na lewej ręce.
Jest dość siermiężna.
Trochę znoszona.
Skórzana.
Owija mój nadgarstek dwukrotnie.
Jest zdecydowanie nietypowa...
To obroża mojego psa.
Złudzenie, że moja psina jest blisko...
Jestem nienormalna??? Proszę bardzo, mogę być.
Bransoletkę będę nosić tak długo, jak długo będę jej potrzebować.

Kocham cię, maleńka, choć już cię ze mną nie ma.
Nikt mi ciebie nie zastąpi.
Czasem słońce, czasem deszcz.
Czasem łzy, czasem śmiech.

I tylko... tylko z kim ja jutro rano wyjdę na spacer?
No z kim, maleńka, z kim???

środa, 13 maja 2015

Nie.

Nie pójdę już (na razie) do weta.
Póki co to nie ma sensu.

Dziś minęło równo pół roku od informacji o złośliwcu.
I pół roku plus dwa tygodnie od operacji.
Jest w złej formie...

Nie je, a właściwie je bardzo mało.
Bardzo dużo pije.
Mocno schudła.
I chudnie dalej.
Jest słaba, 7 schodków w górę to dla niej Giewont.
Niedługo będę ją nosić.

Coś mnie tknęło dziś, godzinę temu, by obejrzeć jej dziąsła.
Są prawie białe, takie, jak tuż po operacji.
To oznacza bardzo poważną anemię.

Ale jeszcze cieszy się życiem.
Jeszcze wita mnie jej szczekanie.
Jeszcze nie widać po niej cierpienia.
Oczy ma całkiem żywe, mordę pogodną, ogonek merdający.
Jeszcze JEST.

Już nie pozwolę jej ciąć.
(doktor sugerował usunięcie listwy mlecznej).
Myślę, że to już nie ma znaczenia, że po prostu zżera ją cancer.
Mam jeszcze w zapasie tabletkę na kręgosłupowe dolegliwości.
Podaję ją raz w miesiącu.
Ten "raz" wypada za kilka dni.
Podam.

Kompletnie nie wygląda na swój wiek...
Nadal jest piękna.
Wyjątkowa.

Wiecie, co jest dla mnie najgorsze?
Nie diagnoza, nie prawie-wyrok.
Najgorsze jest czekanie.
Obserwowanie, czy to już.
Bezradność, kiedy się nie wie, co robić.
Na szczęście te białe dziąsła powiedziały mi dziś bardzo dużo... i odebrały nadzieję.
To dobrze.
... może odtąd czekanie będzie prostsze?

Och, mordo ty moja...

poniedziałek, 11 maja 2015

Ja czekam...

I PKW czeka.
Na wyniki z dwóch (ostatnich) komisji w Londynie.
Myślę jednak, że to już niewiele zmieni.

Andrzej Duda prowadzi.
Paweł Kukiz i jego elektorat zaskoczył chyba wszystkich i obnażył prawdę - Polacy chcą zmian i mają dość!
Urzędujący Prezydęt ma to, na co zasłużył.
(mam nadzieję, że dostanie tego zasłużonego więcej - w drugiej turze!)

Ja w spokoju dziergam etui na mężowski nowy smartfon.
Chwalić się nim nie będę - prosty, niewyględny.

To idę dziergać.
I czekać:)