Dwa cudne dni.
W sobotę 80 - tka seniora rodu, wyjątkowo udana. Bolą mnie mięśnie od tańcowania :)
Świętowaliśmy w https://www.facebook.com/biesiada.zgorzelec?fref=ts Naprawdę lubięto!
A w niedzielę małżeńska wyprawa w zupełnie nowe miejsce - wrócimy tam z mężem (i nie tylko z nim), wrócimy!
Reset - pełny, radosny reset.
Mam dobrą, mocną rodzinę.
Skarb nad skarbami!
Wdzięcznam nieprawdopodobnie.
Chce się żyć - po prostu chce się żyć!
W pracy mnóstwo roboty, ale codziennie dziękuję Bogu, że tę pracę mam.
Wiem, jak wiele osób pragnie tego, co jest moim udziałem.
Doceniam - Boże drogi, tak bardzo doceniam to, co od Ciebie mam!
W planach dwa październikowe wyjazdy - kotlina Kłodzka to wyjazd pierwszy, drugi jeszcze się planuje. Jedziemy w większym składzie - jakże bliskim i radosnym!
Nadeszły dobre czasy.
Nawet jeśli na krótko, to i tak jestem szczęśliwa!
"Szczęście to ta
chwila, co trwa..."
Zdecydowanie.
Serdeczności dla wszystkich tu zaglądających:)))
Za psiną tęsknię bardzo.
Ale ból zelżał.
Zdecydowanie.
Jest mi o wiele łatwiej - choć tęsknota jest, to jednak ból się zmniejszył.
I tak Cię kocham, Dyśku.
Moje sznaucerskie, psie szczęście.
Dałaś mi tyle radości!
Nigdy ci tego nie zapomnę :)))
poniedziałek, 14 września 2015
wtorek, 8 września 2015
XXIV Finał Turnieju Poezji Śpiewanej - cz. I - Włocławek 2015
Od 1:04:05.
Krzysztof Oleksyn - lat 18 - świetny młody człowiek.
Pełen pomysłów, kreatywny i twórczy - a na dodatek mądry.
Znam osobiście.
Bardzo go lubię i bardzo mentalnie wspieram.
Jeśli dobrze pamiętam - nagroda publiczności, która bardzo go ucieszyła.
Zdolny artysta z ogromnym dystansem do siebie.
Powodzenia, Krzysiu!
Krzysztof Oleksyn - lat 18 - świetny młody człowiek.
Pełen pomysłów, kreatywny i twórczy - a na dodatek mądry.
Znam osobiście.
Bardzo go lubię i bardzo mentalnie wspieram.
Jeśli dobrze pamiętam - nagroda publiczności, która bardzo go ucieszyła.
Zdolny artysta z ogromnym dystansem do siebie.
Powodzenia, Krzysiu!
poniedziałek, 7 września 2015
Chyba jednak nie.
Chyba mi się nie uda z kotem.
Ja wciąż tęsknię za moim psem.
Może kiedyś przyjdzie taki czas, że zamieszka za mną następny?
Tak czy inaczej - moim marzeniem jest pies. Zdecydowanie pies!
Sznaucer o orzechowych oczach.
A raczej sznaucerka:)
Na razie pozostanie w sferze marzeń, tak musi być.
Ale ja marzeń mam niewiele, niech więc to sobie we mnie żyje.
Póki co tęsknię nadal.
Odżywają wspomnienia, wyświetlają się poszczególne kadry z życia mojej Dyśki.
Pielęgnuję je, przywołuję - a czasem przychodzą same.
Chwilami płyną łzy, czasem skurczy się serce.
Nie zapomnę Cię, Maleńka.
Nie zapomnę.
Zapisałaś się we mnie na zawsze.
Były koszmarne upały, był urlop.
Działo się.
Od tygodnia pracuję - jest ciężko.
Ale za to jest praca (znaczy wciąż mam pracę) i z tego cieszę się niezmiernie.
Wkrótce fotograficzno - słowne reminiscencje pourlopowe.
Postaram się jak najszybciej, choć po prawdzie nagromadzenie (w najbliższych tygodniach) przemiłych rodzinnych uroczystości może mi to trochę utrudnić.
Mimo wszystko kiedyś w końcu napiszę:)
Dobrej nocy i dobrego tygodnia wszystkim:)))
Ja wciąż tęsknię za moim psem.
Może kiedyś przyjdzie taki czas, że zamieszka za mną następny?
Tak czy inaczej - moim marzeniem jest pies. Zdecydowanie pies!
Sznaucer o orzechowych oczach.
A raczej sznaucerka:)
Na razie pozostanie w sferze marzeń, tak musi być.
Ale ja marzeń mam niewiele, niech więc to sobie we mnie żyje.
Póki co tęsknię nadal.
Odżywają wspomnienia, wyświetlają się poszczególne kadry z życia mojej Dyśki.
Pielęgnuję je, przywołuję - a czasem przychodzą same.
Chwilami płyną łzy, czasem skurczy się serce.
Nie zapomnę Cię, Maleńka.
Nie zapomnę.
Zapisałaś się we mnie na zawsze.
Były koszmarne upały, był urlop.
Działo się.
Od tygodnia pracuję - jest ciężko.
Ale za to jest praca (znaczy wciąż mam pracę) i z tego cieszę się niezmiernie.
Wkrótce fotograficzno - słowne reminiscencje pourlopowe.
Postaram się jak najszybciej, choć po prawdzie nagromadzenie (w najbliższych tygodniach) przemiłych rodzinnych uroczystości może mi to trochę utrudnić.
Mimo wszystko kiedyś w końcu napiszę:)
Dobrej nocy i dobrego tygodnia wszystkim:)))
czwartek, 4 czerwca 2015
Mój ostatni przekaz
z poprzedniego posta -
był za mocny?
Zbyt bolesny?
Wstrząsający?
Raniący?
Uprasza się o konstruktywną krytykę.
Prawdziwą i szczerą.
Albowiem jeden komunikat w temacie już mam.
Osoba oglądająca nie była w stanie dotrwać do końca.
Nie ukrywam, że ten komunikat nieco mną wstrząsnął.
Piszcie prawdę, jeśli wola i łaska.
Ja nadal tęsknię.
Niekoniecznie musicie o tym czytać...
był za mocny?
Zbyt bolesny?
Wstrząsający?
Raniący?
Uprasza się o konstruktywną krytykę.
Prawdziwą i szczerą.
Albowiem jeden komunikat w temacie już mam.
Osoba oglądająca nie była w stanie dotrwać do końca.
Nie ukrywam, że ten komunikat nieco mną wstrząsnął.
Piszcie prawdę, jeśli wola i łaska.
Ja nadal tęsknię.
Niekoniecznie musicie o tym czytać...
wtorek, 2 czerwca 2015
Wzrusz.
Spłakałam się jak głupia.
Chyba na razie nie powinnam oglądać takich filmów.
Nie szukałam go.
Znalazł mnie sam.
Chyba na razie nie powinnam oglądać takich filmów.
Nie szukałam go.
Znalazł mnie sam.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Lepszy czas
Trochę.
Dwa dni wyjechane.
Mądrze pomyślana Msza dla sporej grupy bieluśkich aniołków.
Nie zdążyli się znużyć, byli pięknie przygotowani.
Duże rodzinne stado.
Śmiech, gwar, pyszne jedzonko.
Mecz piłki nożnej na ogrodowym trawniku.
Strzelanie z wiatrówki:)
Kandydaci na nowych członków rodziny - część już z "certyfikatem", część bez.
Zwyczajnie, prosto, bez zadęcia, bez nijakich przykrości.
Główna bohatereczka piękna, niewinna, radosna.
Totalnie nieroszczeniowa - jak cała reszta dorosłego już rodzeństwa.
Cieszyło ją wszystko - hulajnoga, zegareczek, kolczyki, parę groszy.
Za wszystko dziękowała z widocznym wzruszeniem.
Największym prezentem był Ten, Którego po raz pierwszy.
Bardzo się starałam, ale nie mogłam wejść całą sobą, jak kiedyś.
Lizałam lody przez szybę.
... tak już będzie?
Powrót.
Trawienie zdarzeń.
W domu pustka.
Ciszę lubię, pustki - nie.
Pustki-bez-niej.
Na dzisiejszy obiad odgrzewałam pierogi.
Jeden spadł mi na podłogę.
Musiałam go podnieść.
To dla mnie nowość.
W dobrych czasach w kilka sekund by go nie było.
Tęsknię.
Nie da się inaczej.
Dwa dni wyjechane.
Mądrze pomyślana Msza dla sporej grupy bieluśkich aniołków.
Nie zdążyli się znużyć, byli pięknie przygotowani.
Duże rodzinne stado.
Śmiech, gwar, pyszne jedzonko.
Mecz piłki nożnej na ogrodowym trawniku.
Strzelanie z wiatrówki:)
Kandydaci na nowych członków rodziny - część już z "certyfikatem", część bez.
Zwyczajnie, prosto, bez zadęcia, bez nijakich przykrości.
Główna bohatereczka piękna, niewinna, radosna.
Totalnie nieroszczeniowa - jak cała reszta dorosłego już rodzeństwa.
Cieszyło ją wszystko - hulajnoga, zegareczek, kolczyki, parę groszy.
Za wszystko dziękowała z widocznym wzruszeniem.
Największym prezentem był Ten, Którego po raz pierwszy.
Bardzo się starałam, ale nie mogłam wejść całą sobą, jak kiedyś.
Lizałam lody przez szybę.
... tak już będzie?
Powrót.
Trawienie zdarzeń.
W domu pustka.
Ciszę lubię, pustki - nie.
Pustki-bez-niej.
Na dzisiejszy obiad odgrzewałam pierogi.
Jeden spadł mi na podłogę.
Musiałam go podnieść.
To dla mnie nowość.
W dobrych czasach w kilka sekund by go nie było.
Tęsknię.
Nie da się inaczej.
czwartek, 28 maja 2015
Cyrk
medialny ma się świetnie.
Manipulacje w toku.
Szambonurkowe media produkują "chwytliwe" tytuły, pod którymi mieszczą się kompletnie inne treści.
Jeśli ktoś czyta tylko nagłówki szybko tym szambem się pobrudzi i bezmyślnie pośle je dalej.
I ludzie ślą - cholera jasna, ślą!
Przecież myślenie nie boli.
Poglądy dziś można sobie wyrobić bez problemu - trzeba się tylko postarać.
I trzeba wiedzieć o tym, że celem mainstreamowych mediów jest zrobić z nas idiotów.
Mnie osobiście to obraża.
Ja idiotką być nie zamierzam.
Czytajmy, szukajmy, nie dajmy się!
Zaczęło się bardzo silne manipulowanie wypowiedziami prezydenta - elekta.
Słuchajcie, nie trzeba go kochać, nie musi nikomu być z nim po drodze, ale mamy przecież prawo wiedzieć, co NAPRAWDĘ ten człowiek mówi, jak formułuje swoje myśli.
To jest dziś bardzo ważne - poznać go, budować zaufanie czy nieufność - ale w oparciu o prawdziwe dane, a nie medialne manipulacje.
Szukam.
Docieram do źródeł, do faktów, komentarze i opinie odstawiam na półkę.
Chyba, że wypowiadają się ludzie, którym ufam.
Niewielu ich jest, niektórych nowych dopiero poznaję.
Po długich i ciężkich cierpieniach (3 tygodnie!) dotarły do mnie wreszcie "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" autorstwa Wojciecha Sumlińskiego. Zaczynam zatem lekturę jego trzeciej (dla mnie) książki.
Tutaj jest krótki artykuł.
Szczególnie zaś polecam Wam ten link (klik).
Obszerny artykuł i film.
Informacje, od których jeży się włos.
Gdyby były nieprawdziwe, autorzy już dziś siedzieli by w pierdlu - a nie siedzą.
To ich uwiarygadnia.
Bardzo chciałabym się przyczynić do tego dobra, które w niedzielę się stało.
Pielęgnować je, pomóc mu rosnąć, obnażać manipulacje.
Budzi moje zaufanie. To dobro. Ten człowiek.
Róbmy to, niech nas będzie więcej - nie populistycznie, nie emocjonalnie - rzetelnie, po prostu.
To MUSI nas obchodzić.
Mówmy, jak jest.
Jeden już taki jest, co mówi jak jest i powiadam Wam - mądrze gada!
P.S. Tak, ciężko mi.
Nadal nie lubię wracać do domu.
Tęsknię.
Bardzo.
Manipulacje w toku.
Szambonurkowe media produkują "chwytliwe" tytuły, pod którymi mieszczą się kompletnie inne treści.
Jeśli ktoś czyta tylko nagłówki szybko tym szambem się pobrudzi i bezmyślnie pośle je dalej.
I ludzie ślą - cholera jasna, ślą!
Przecież myślenie nie boli.
Poglądy dziś można sobie wyrobić bez problemu - trzeba się tylko postarać.
I trzeba wiedzieć o tym, że celem mainstreamowych mediów jest zrobić z nas idiotów.
Mnie osobiście to obraża.
Ja idiotką być nie zamierzam.
Czytajmy, szukajmy, nie dajmy się!
Zaczęło się bardzo silne manipulowanie wypowiedziami prezydenta - elekta.
Słuchajcie, nie trzeba go kochać, nie musi nikomu być z nim po drodze, ale mamy przecież prawo wiedzieć, co NAPRAWDĘ ten człowiek mówi, jak formułuje swoje myśli.
To jest dziś bardzo ważne - poznać go, budować zaufanie czy nieufność - ale w oparciu o prawdziwe dane, a nie medialne manipulacje.
Szukam.
Docieram do źródeł, do faktów, komentarze i opinie odstawiam na półkę.
Chyba, że wypowiadają się ludzie, którym ufam.
Niewielu ich jest, niektórych nowych dopiero poznaję.
Po długich i ciężkich cierpieniach (3 tygodnie!) dotarły do mnie wreszcie "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" autorstwa Wojciecha Sumlińskiego. Zaczynam zatem lekturę jego trzeciej (dla mnie) książki.
Tutaj jest krótki artykuł.
Szczególnie zaś polecam Wam ten link (klik).
Obszerny artykuł i film.
Informacje, od których jeży się włos.
Gdyby były nieprawdziwe, autorzy już dziś siedzieli by w pierdlu - a nie siedzą.
To ich uwiarygadnia.
Bardzo chciałabym się przyczynić do tego dobra, które w niedzielę się stało.
Pielęgnować je, pomóc mu rosnąć, obnażać manipulacje.
Budzi moje zaufanie. To dobro. Ten człowiek.
Róbmy to, niech nas będzie więcej - nie populistycznie, nie emocjonalnie - rzetelnie, po prostu.
To MUSI nas obchodzić.
Mówmy, jak jest.
Jeden już taki jest, co mówi jak jest i powiadam Wam - mądrze gada!
P.S. Tak, ciężko mi.
Nadal nie lubię wracać do domu.
Tęsknię.
Bardzo.
poniedziałek, 25 maja 2015
To jest dla mnie
Wielka Zmiana.
I bynajmniej nie "Nocna zmiana".
I to jest mój Prezydent.
I radość moja jest wielka.
Wklejam film z początku maja, kiedy nic jeszcze nie było jasne.
Ujmuje mnie zwyczajność i prostota tego człowieka.
Panie Prezydencie - Elekcie, szkoda, że nie mogłam dziś rano napić się z Panem kawy:)
P.S. Swoją drogą druga tura wyborów w dniu Zesłania Ducha Świętego to jak samobój dla Jeszcze-Urzędującego. Gorszego (dla niego) dnia być nie mogło :)))
I bynajmniej nie "Nocna zmiana".
I to jest mój Prezydent.
I radość moja jest wielka.
Wklejam film z początku maja, kiedy nic jeszcze nie było jasne.
Ujmuje mnie zwyczajność i prostota tego człowieka.
Panie Prezydencie - Elekcie, szkoda, że nie mogłam dziś rano napić się z Panem kawy:)
P.S. Swoją drogą druga tura wyborów w dniu Zesłania Ducha Świętego to jak samobój dla Jeszcze-Urzędującego. Gorszego (dla niego) dnia być nie mogło :)))
niedziela, 24 maja 2015
Niekoniecznie czytajcie.
Mnie pisanie tutaj bardzo pomaga.
Ale Wy możecie się tematem zmęczyć.
Na Waszym miejscu najzwyczajniej miałabym dość.
Przypuszczam, że jeszcze czas jakiś będę monotematyczna.
Głaszczę ekran monitora.
Niestety na ekranie nosek nie jest zimny i wilgotny.
Sierść nie jest ani trochę szorstka i ani trochę puszysta.
Nie czuję ciepła ciała, które zawsze było.
To ciepło.
Tego ciała.
Porządkuję rzeczywistość.
Muszę.
Wczoraj wyrzuciłam jej stary koc i legowiska.
Wieczorem znalazłam pod meblami zapomnianą ostatnio ukochaną niebieską piłeczkę.
Była z nią od początku jej psiego życia.
Uwielbiała ją aportować.
Dopóki jeszcze mogła.
Obroża i piłeczka.
Tego nie oddam.
To mi zostanie.
I (może) książeczka zdrowia.
Jeszcze parę przedmiotów muszę wyrzucić.
Ale jakoś mi niespieszno.
Choć to podobno pomaga.
Podobno lepiej pozbyć się szybciej.
Takie dostaję rady...
Nie bardzo im ufam.
Co z tego, że wejdę w tryb udawania "nic się nie stało i wcale mnie nie boli"?
To głupie i nieprawdziwe.
Nie cierpię non stop.
Są chwile, że funkcjonuję normalnie.
A są i takie jak ta - kiedy wyjątkowo boli.
I kiedy chcę to zapisać.
Nie chcę niczego wyłudzać.
Nie chcę też w żadnym wypadku wymuszać.
Ale... każde słowo, każdy komentarz dużo dla mnie znaczy.
Nie mam w realu ludzi, którzy mogliby mnie zrozumieć.
Nie mogę o tym za wiele rozmawiać.
Wypisałam się.
Czuję ulgę...
Ale Wy możecie się tematem zmęczyć.
Na Waszym miejscu najzwyczajniej miałabym dość.
Przypuszczam, że jeszcze czas jakiś będę monotematyczna.
Głaszczę ekran monitora.
Niestety na ekranie nosek nie jest zimny i wilgotny.
Sierść nie jest ani trochę szorstka i ani trochę puszysta.
Nie czuję ciepła ciała, które zawsze było.
To ciepło.
Tego ciała.
Porządkuję rzeczywistość.
Muszę.
Wczoraj wyrzuciłam jej stary koc i legowiska.
Wieczorem znalazłam pod meblami zapomnianą ostatnio ukochaną niebieską piłeczkę.
Była z nią od początku jej psiego życia.
Uwielbiała ją aportować.
Dopóki jeszcze mogła.
Obroża i piłeczka.
Tego nie oddam.
To mi zostanie.
I (może) książeczka zdrowia.
Jeszcze parę przedmiotów muszę wyrzucić.
Ale jakoś mi niespieszno.
Choć to podobno pomaga.
Podobno lepiej pozbyć się szybciej.
Takie dostaję rady...
Nie bardzo im ufam.
Co z tego, że wejdę w tryb udawania "nic się nie stało i wcale mnie nie boli"?
To głupie i nieprawdziwe.
Nie cierpię non stop.
Są chwile, że funkcjonuję normalnie.
A są i takie jak ta - kiedy wyjątkowo boli.
I kiedy chcę to zapisać.
Nie chcę niczego wyłudzać.
Nie chcę też w żadnym wypadku wymuszać.
Ale... każde słowo, każdy komentarz dużo dla mnie znaczy.
Nie mam w realu ludzi, którzy mogliby mnie zrozumieć.
Nie mogę o tym za wiele rozmawiać.
Wypisałam się.
Czuję ulgę...
piątek, 22 maja 2015
Oddzielam
ugotowane mięso od kości.
Odrobina spada na podłogę.
(w swoim czasie dbałam, aby takich "spadających odrobin" było sporo).
Nikt nie biegnie, żeby biegusiem jednym mlaskiem to, co spadło "sprzątnąć".
Sprzątnąć muszę sama.
Dzwoni domofon.
Nikt nie szczeka, żeby mnie ostrzec.
Że "uwaga-bandyci-mordercy"!
Muszę dbać o siebie sama, mój "system alarmowy" już nie działa.
A przecież jej szczek był zawsze bardzo konkretny.
Budził respekt.
Wracam z pracy do domu.
Nikt nie jazgocze i nie merda ciesząc się, że wróciłam.
Wita mnie dzwoniąca w uszach cisza.
Trudno mi ją znieść.
Chciałabym... chciałabym ucałować.
Psie czoło, między uszami.
Podrapać tam, gdzie lubiła najbardziej.
Zatopić ręce w jej futrze.
A właściwie nie.
Przytulić ogolone ciałko.
W ostatnim tygodniu było jej już za gorąco.
Udało mi się ją jeszcze (na raty, bo już nie była w stanie długo stać) ostrzyc.
Taka bezwłosa szczególnie lubiła mizianie, wskakiwanie do wyrka, przytulanie.
Dziś jest dzień łez płynących niczym wartki potok.
Na codzień muszę być profesjonalna i dzielna, bo kto to słyszał, tak smucić się z powodu psa...
Swoją tęsknotę skrzętnie więc ukrywam, jedynie smutku pozbyć się nie umiem.
Na szczęście tu na blogu mogę być sobą.
Podziękować każdemu, kto mnie wspiera.
Spuścić ze smyczy całotygodniową tęsknotę w postaci fontanny łez.
Dziękuję Wam za zrozumienie, za każde dobre słowo.
Mąż też mnie rozumie, a właściwie bardzo się stara, więc muszę mu na bieżąco siebie tłumaczyć.
Robię to.
Mężczyźni boją się naszych łez...
13 lat to kawał czasu.
Czasu kochania, przyzwyczajenia się, cieszenia z merdającej obecności.
Wiem, że ból minie i daję sobie na to czas.
Tu i teraz dzielę się tym, co czuję.
Dziękuję każdemu, kto chce ze mną w tym trwać.
Odrobina spada na podłogę.
(w swoim czasie dbałam, aby takich "spadających odrobin" było sporo).
Nikt nie biegnie, żeby biegusiem jednym mlaskiem to, co spadło "sprzątnąć".
Sprzątnąć muszę sama.
Dzwoni domofon.
Nikt nie szczeka, żeby mnie ostrzec.
Że "uwaga-bandyci-mordercy"!
Muszę dbać o siebie sama, mój "system alarmowy" już nie działa.
A przecież jej szczek był zawsze bardzo konkretny.
Budził respekt.
Wracam z pracy do domu.
Nikt nie jazgocze i nie merda ciesząc się, że wróciłam.
Wita mnie dzwoniąca w uszach cisza.
Trudno mi ją znieść.
Chciałabym... chciałabym ucałować.
Psie czoło, między uszami.
Podrapać tam, gdzie lubiła najbardziej.
Zatopić ręce w jej futrze.
A właściwie nie.
Przytulić ogolone ciałko.
W ostatnim tygodniu było jej już za gorąco.
Udało mi się ją jeszcze (na raty, bo już nie była w stanie długo stać) ostrzyc.
Taka bezwłosa szczególnie lubiła mizianie, wskakiwanie do wyrka, przytulanie.
Dziś jest dzień łez płynących niczym wartki potok.
Na codzień muszę być profesjonalna i dzielna, bo kto to słyszał, tak smucić się z powodu psa...
Swoją tęsknotę skrzętnie więc ukrywam, jedynie smutku pozbyć się nie umiem.
Na szczęście tu na blogu mogę być sobą.
Podziękować każdemu, kto mnie wspiera.
Spuścić ze smyczy całotygodniową tęsknotę w postaci fontanny łez.
Dziękuję Wam za zrozumienie, za każde dobre słowo.
Mąż też mnie rozumie, a właściwie bardzo się stara, więc muszę mu na bieżąco siebie tłumaczyć.
Robię to.
Mężczyźni boją się naszych łez...
13 lat to kawał czasu.
Czasu kochania, przyzwyczajenia się, cieszenia z merdającej obecności.
Wiem, że ból minie i daję sobie na to czas.
Tu i teraz dzielę się tym, co czuję.
Dziękuję każdemu, kto chce ze mną w tym trwać.
poniedziałek, 18 maja 2015
Nie pamiętam...
takiej tęsknoty.
Odchodziły dzieci, do siebie, na swoje.
Pamiętam cierpienie, szczególnie po pierwszym.
Było, minęło.
Przeżyłam.
Może dlatego, że te odejścia nie były bezpowrotne..?
Że moje dzieci mają dobre życie?
Przytuliłabym.
Posłuchała oddechu, sapania, wzdychania.
Rzuciłabym niebieską piłeczkę i patrzyłabym, jak biegnie za nią do utraty tchu...
Złudzenia...
Od kilku miesięcy biegała za niebieską piłeczką już tylko po domu...
Przytuliłabym.
Przytuliłabym SIĘ.
Pomiziała za uchem, w kark, w dupkę.
Powąchałabym.
Poczułabym jęzor chlaśnięty na moim policzku.
I delikatne lizanie po rękach...
I moszczenie się w nogach wyrka - szczególnie w ostatnich dniach, kiedy znów na wspólne spanie pozwalałam...
I popatrzyła w te oczy, brązowe oczy, mądre, wyraziste.
Takich oczu nie ma żaden inny pies.
Jak... jak można (z miłości???) pozwolić zabić chcące jeszcze żyć zwierzę???
Pozwoliłam.
Nie ogarniam.
Tęsknię i chce mi się wyć.
Nie radźcie, żeby wziąć następnego psa.
NIE MA TAKIEJ OPCJI.
I nie będzie.
Odchodziły dzieci, do siebie, na swoje.
Pamiętam cierpienie, szczególnie po pierwszym.
Było, minęło.
Przeżyłam.
Może dlatego, że te odejścia nie były bezpowrotne..?
Że moje dzieci mają dobre życie?
Przytuliłabym.
Posłuchała oddechu, sapania, wzdychania.
Rzuciłabym niebieską piłeczkę i patrzyłabym, jak biegnie za nią do utraty tchu...
Złudzenia...
Od kilku miesięcy biegała za niebieską piłeczką już tylko po domu...
Przytuliłabym.
Przytuliłabym SIĘ.
Pomiziała za uchem, w kark, w dupkę.
Powąchałabym.
Poczułabym jęzor chlaśnięty na moim policzku.
I delikatne lizanie po rękach...
I moszczenie się w nogach wyrka - szczególnie w ostatnich dniach, kiedy znów na wspólne spanie pozwalałam...
I popatrzyła w te oczy, brązowe oczy, mądre, wyraziste.
Takich oczu nie ma żaden inny pies.
Jak... jak można (z miłości???) pozwolić zabić chcące jeszcze żyć zwierzę???
Pozwoliłam.
Nie ogarniam.
Tęsknię i chce mi się wyć.
Nie radźcie, żeby wziąć następnego psa.
NIE MA TAKIEJ OPCJI.
I nie będzie.
sobota, 16 maja 2015
Nie mogę
Patrzeć na psy i ich właścicieli.
Być sama w domu w tej absolutnej i absurdalnej ciszy.
Sporządzać jakiegokolwiek posiłku (nikt nie przychodzi żebrać o najlepszy kąsek).
Oczywiście robię to wszystko.
Ból przypływa i odpływa.
Czasem zupełnie znika.
Najtrudniej jest, kiedy wracają wspomnienia.
A ponieważ stworzenie było żywe i niezwykle zmyślne, wspomnień jest sporo.
.................................................................................................................
Jeśli po odejściu psa, z którym przeżyło się w jednym domu 13 lat lat jest tak ciężko, to jak jest, kiedy straci się człowieka, z którym w jednym domu przeżyło się lat kilkadzieści albo kilkadziesiąt...?
Jeśli ten człowiek był bliski???
Nie umiem
sobie tego
wyobrazić.
Nijak.
Być sama w domu w tej absolutnej i absurdalnej ciszy.
Sporządzać jakiegokolwiek posiłku (nikt nie przychodzi żebrać o najlepszy kąsek).
Oczywiście robię to wszystko.
Ból przypływa i odpływa.
Czasem zupełnie znika.
Najtrudniej jest, kiedy wracają wspomnienia.
A ponieważ stworzenie było żywe i niezwykle zmyślne, wspomnień jest sporo.
Nie zapomnę Cię, maleńka...
.................................................................................................................
Jeśli po odejściu psa, z którym przeżyło się w jednym domu 13 lat lat jest tak ciężko, to jak jest, kiedy straci się człowieka, z którym w jednym domu przeżyło się lat kilkadzieści albo kilkadziesiąt...?
Jeśli ten człowiek był bliski???
Nie umiem
sobie tego
wyobrazić.
Nijak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
