zamówione do domku sushi.
Mniam, mniam, mniaaaaaam!
(mamy najlepszą/jedną z najlepszych w Polszcze susharnię - serioserio!)
Obżarta do imentu popijam czerwone wytrawne.
Raz jeszcze mniam!
Następne sushi + czerwone wytrawne nieprędko będą moim udziałem, wszak to... hmmmm.... trochę kosztuje:)
Zatem mię - rozpuszczonej, rozleniwionej nie chce się już dzisiaj NIC.
Myślenie moje jest w stanie spoczynku, ciało domaga się tegoż samego (ukontentowane wszak spożytym sushi oraz zełkniętym czerwonym wytrawnym) - zatem przepis na suszone pomidorki w oliwie najwcześniej udostępnię jutro.
Uprzejmie upraszam przebaczenia oraz zrozumienia.
Czwartek przeżyty!
Piątek, poniedziałek, wtorek i środa - przede mną.
Dam radę, dam radę, daaaaaaaaaaaaaaam raaaaaaaaaaaaaaadęęęęęęęęęęęę!!!
I tym optymistycznym akcentem się żegnam.
Oby do jutra - do publikacji przepisu na suszone pomidorki w oliwie.
Tytułem wstępu - 5 kg (plus) dojrzałych pomidorków lima, 1 litr oliwy z oliwek, sól, cukier puder (opcjonalnie), 12 sztuk 200 ml słoiczków.
Jutro napiszę, jak to się robi.
Zdziwicie się - bo proste to jak... konstrukcja cepa! :D
czwartek, 25 sierpnia 2016
czwartek, 30 czerwca 2016
Zaraz zejdę
na zawał albo inny wylew.
Z powodu meczu Polska - Portugalia.
Muszę odwracać uwagę, bo nerwy mam jak postronki.
Tak bardzo życzę naszym zwycięstwa.
I naprawdę mam do tego ważny powód.
Niech im będzie dane - no niech!
Edit:
Było cudnie, było pięknie - pomimo przegranej!
Jestem dumna jak jasny gwint.
Pokazaliśmy się Europie - i jako piłkarze, i jako kibice, i jako POLACY!
Kuba Błaszczykowski - ogromne dzięki i szacunek!
Idę ostudzić emocje.
Może nad ranem zasnę:)
Z powodu meczu Polska - Portugalia.
Muszę odwracać uwagę, bo nerwy mam jak postronki.
Tak bardzo życzę naszym zwycięstwa.
I naprawdę mam do tego ważny powód.
Niech im będzie dane - no niech!
Edit:
Było cudnie, było pięknie - pomimo przegranej!
Jestem dumna jak jasny gwint.
Pokazaliśmy się Europie - i jako piłkarze, i jako kibice, i jako POLACY!
Kuba Błaszczykowski - ogromne dzięki i szacunek!
Idę ostudzić emocje.
Może nad ranem zasnę:)
czwartek, 23 czerwca 2016
Cóż,
dziś osiągnęłam punkt prawie-krytyczny.
Organizm błaga o wolność.
Od pracowego stresu.
Serce bije nierówno.
(zbyt często).
Napięcie sięga zenitu.
Pracować trzeba, a w cholerę się nie da.
Do dobrej pracy potrzebna jest współpraca, a tej niestety nie ma.
Z tymi, z którymi robić to muszę...
Ludzka zachłanność na władzę jest straszna.
Powalająca.
Patrzę na to i niedobrze mi.
Tyłki przyklejone do stołków, odrywane siłą.
Pewność własnej nieomylności (na kompleksach zbudowana).
Niszczenie najlepszych, utrudnianie życia utalentowanym, byle tylko własną "pozycję" zachować.
Kłamstwa.
Manipulacje.
Podkładane świnie.
Nie nadaję się do takiego życia.
Mowa moja jest "tak, tak, nie, nie".
Lawiruję z trudem, bo muszę.
Była nadzieja na lepsze.
Czekaliśmy wszyscy z radością.
Dziś nasza nadzieja uległa poważnemu nadwątleniu.
Jeszcze nie umarła...
Za trzy tygodnie jadę na urlop.
A w sierpniu... jeśli stres osiągnie apogeum, jeśli nie dam rady... po raz pierwszy w życiu pójdę do lekarza i powiem mu, jak jest.
I poproszę o dwa tygodnie dodatkowego "urlopu".
Inaczej zeświruję.
Czuję, że bezwzględnie muszę o siebie zadbać.
W końcu mam tylko jedno życie...
Organizm błaga o wolność.
Od pracowego stresu.
Serce bije nierówno.
(zbyt często).
Napięcie sięga zenitu.
Pracować trzeba, a w cholerę się nie da.
Do dobrej pracy potrzebna jest współpraca, a tej niestety nie ma.
Z tymi, z którymi robić to muszę...
Ludzka zachłanność na władzę jest straszna.
Powalająca.
Patrzę na to i niedobrze mi.
Tyłki przyklejone do stołków, odrywane siłą.
Pewność własnej nieomylności (na kompleksach zbudowana).
Niszczenie najlepszych, utrudnianie życia utalentowanym, byle tylko własną "pozycję" zachować.
Kłamstwa.
Manipulacje.
Podkładane świnie.
Nie nadaję się do takiego życia.
Mowa moja jest "tak, tak, nie, nie".
Lawiruję z trudem, bo muszę.
Była nadzieja na lepsze.
Czekaliśmy wszyscy z radością.
Dziś nasza nadzieja uległa poważnemu nadwątleniu.
Jeszcze nie umarła...
Za trzy tygodnie jadę na urlop.
A w sierpniu... jeśli stres osiągnie apogeum, jeśli nie dam rady... po raz pierwszy w życiu pójdę do lekarza i powiem mu, jak jest.
I poproszę o dwa tygodnie dodatkowego "urlopu".
Inaczej zeświruję.
Czuję, że bezwzględnie muszę o siebie zadbać.
W końcu mam tylko jedno życie...
sobota, 28 maja 2016
Taka byłam piękna...
około trzy miesiące temu:)
Teraz jestem jeszcze większa i jeszcze piękniejsza.
Kończę dziewiąty miesiąc.
Ważę ponad 5 kg.
Mam piękny, puszysty ogon.
Personel mnie karmi, poi, czyści mi kuwetę.
W zamian od czasu do czasu pozwolę się pomiziać:)
Teraz jestem jeszcze większa i jeszcze piękniejsza.
Kończę dziewiąty miesiąc.
Ważę ponad 5 kg.
Mam piękny, puszysty ogon.
Personel mnie karmi, poi, czyści mi kuwetę.
W zamian od czasu do czasu pozwolę się pomiziać:)
piątek, 27 maja 2016
Moje dziecko
jest zdrowe.
ZDROWE.
Jak dwie ryby i trzy rekiny razem wzięte.
Tako rzeką wyniki badań.
Takich wyników byłam (prawie) pewna.
Lekarzowi, który o nowotworze córce mojej mówił i który ją nim straszył najchętniej... natrzaskałabym.
Na tym etapie diagnostyki nie powinno się używać słowa "rak".
Powinno się po prostu badaniami rozwiewać własne medyczne wątpliwości, zapewniając jednocześnie pacjentowi jak najwięcej spokoju.
O raku się mówi, kiedy ma się w dłoniach DOWODY na jego istnienie.
No.
To by było na tyle:)
Cudna wiosna, cudny maj - chce się żyć!
(Z córki zeszło trzytygodniowe potworne napięcie i czuje się dziś jak flaczek, ale jej też bardzo chce się żyć:)))
ZDROWE.
Jak dwie ryby i trzy rekiny razem wzięte.
Tako rzeką wyniki badań.
Takich wyników byłam (prawie) pewna.
Lekarzowi, który o nowotworze córce mojej mówił i który ją nim straszył najchętniej... natrzaskałabym.
Na tym etapie diagnostyki nie powinno się używać słowa "rak".
Powinno się po prostu badaniami rozwiewać własne medyczne wątpliwości, zapewniając jednocześnie pacjentowi jak najwięcej spokoju.
O raku się mówi, kiedy ma się w dłoniach DOWODY na jego istnienie.
No.
To by było na tyle:)
Cudna wiosna, cudny maj - chce się żyć!
(Z córki zeszło trzytygodniowe potworne napięcie i czuje się dziś jak flaczek, ale jej też bardzo chce się żyć:)))
wtorek, 3 maja 2016
Wesele
było wspaniałe.
Młodzi szczęśliwi do imentu.
Rodziny zgrane.
Tańce po świt.
Wróciliśmy dopiero dzisiaj.
Udało się nam do tego balowania włączyć i nikomu go nie zepsuć.
(nie jestem dobra w robieniu dobrej miny do złej gry...)
Jutro badanie.
Będę towarzyszyć mojemu dziecku na tyle, na ile mi pozwolą.
Kompletna diagnoza za około dwa tygodnie.
Jeżeli podejrzenia się nie potwierdzą... jeśli okaże się zdrowa to pozwolę sobie ba bardzo ostrego posta.
Póki co skoro świt meldujemy się w szpitalu.
Mam zamiar mieć dobry humor i pozytywne nastawienie, coby nieco rozluźnić moją dziewczynkę.
Staram się budować w sobie dystans.
To JA muszę być oparciem - i mam nadzieję, że nie zawiodę.
Życzcie nam powodzenia.
Niech się dzieje.
Niech się dzieje, co ma się dziać i co dziać się musi - i niech się dobrze dzieje...
Za każde wsparcie jestem i będę bardzo, bardzo wdzięczna.
Młodzi szczęśliwi do imentu.
Rodziny zgrane.
Tańce po świt.
Wróciliśmy dopiero dzisiaj.
Udało się nam do tego balowania włączyć i nikomu go nie zepsuć.
(nie jestem dobra w robieniu dobrej miny do złej gry...)
Jutro badanie.
Będę towarzyszyć mojemu dziecku na tyle, na ile mi pozwolą.
Kompletna diagnoza za około dwa tygodnie.
Jeżeli podejrzenia się nie potwierdzą... jeśli okaże się zdrowa to pozwolę sobie ba bardzo ostrego posta.
Póki co skoro świt meldujemy się w szpitalu.
Mam zamiar mieć dobry humor i pozytywne nastawienie, coby nieco rozluźnić moją dziewczynkę.
Staram się budować w sobie dystans.
To JA muszę być oparciem - i mam nadzieję, że nie zawiodę.
Życzcie nam powodzenia.
Niech się dzieje.
Niech się dzieje, co ma się dziać i co dziać się musi - i niech się dobrze dzieje...
Za każde wsparcie jestem i będę bardzo, bardzo wdzięczna.
piątek, 29 kwietnia 2016
Życie...
życie nam pisze zupełnie niespodziewane scenariusze.
Nie-za-pla-no-wa-ne.
Dziś wieczorem, około 19.00 ten scenariusz życie napisało dla mnie i mojego dziecka.
Miałam już w życiu scenariusze różne - trudne i bolesne.
Takiego jeszcze nie miałam.
Moje (dorosłe) dziecko ma uzasadnione, medyczne podejrzenie o nowotwór.
Dowiedziało się dzisiaj, a z nim i ja.
Jutro... jutro zussammen do kupy bawimy się (???) na weselu dziecka mego kuzynki, mojej bratanicy, chrześniaczki mojego męża.
Najchętniej bym zwiała... zaszyła się w mysiej dziurze...
Jednak nijak nie mogę, a robienie dobrej miny do złej gry na takich imprezach totalnie mi nie wychodzi...
Mam dziś potrzebę działania - sprzątania, gotowania, robienia czegokolwiek.
Mam potrzebę niemyślenia.
Nie mam potrzeby balowania - zatem nie chcę, ale muszę...
Wrócę najszybciej, jak się da.
Najpewniej w niedzielę wieczorem.
Spróbuję dziś zasnąć, odmóżdżyć się.
Może się uda.
Muszę być towarzyszem, wsparciem, oparciem.
Muczę i CHCĘ.
Niech Bóg sprawi, żebym była do tego zdolna...
Nie-za-pla-no-wa-ne.
Dziś wieczorem, około 19.00 ten scenariusz życie napisało dla mnie i mojego dziecka.
Miałam już w życiu scenariusze różne - trudne i bolesne.
Takiego jeszcze nie miałam.
Moje (dorosłe) dziecko ma uzasadnione, medyczne podejrzenie o nowotwór.
Dowiedziało się dzisiaj, a z nim i ja.
Jutro... jutro zussammen do kupy bawimy się (???) na weselu dziecka mego kuzynki, mojej bratanicy, chrześniaczki mojego męża.
Najchętniej bym zwiała... zaszyła się w mysiej dziurze...
Jednak nijak nie mogę, a robienie dobrej miny do złej gry na takich imprezach totalnie mi nie wychodzi...
Mam dziś potrzebę działania - sprzątania, gotowania, robienia czegokolwiek.
Mam potrzebę niemyślenia.
Nie mam potrzeby balowania - zatem nie chcę, ale muszę...
Wrócę najszybciej, jak się da.
Najpewniej w niedzielę wieczorem.
Spróbuję dziś zasnąć, odmóżdżyć się.
Może się uda.
Muszę być towarzyszem, wsparciem, oparciem.
Muczę i CHCĘ.
Niech Bóg sprawi, żebym była do tego zdolna...
sobota, 26 marca 2016
Zmartwychwstał Pan!
Jest Wielka sobota, godzina 19.31.
Ręce będę mieć jeszcze (za chwilkę) w sosie tatarskim i w serniku.
Jaja do sosu już ugotowane.
Sernik za momencik włożę do piekarnika.
Dziecię moje, moje dziecię młodsze od kilku już lat samorządnie, samowładnie i niezależnie dzierży władzę nad wszystkimi Świętami, rozdziela role, podejmuje decyzje i WŁADA tym, co, kto i KIEDY ma zdziałać w kwestiach kulinarnych.
UWIELBIAM TEN STAN.
Moja mała, dorosła dziewczynka w roli Szefa Wszystkich Szefów.
A ja - w roli podwykonawcy :)))
Wierzcie, drodzy rodzice - wierzcie, że z Waszych dzieci wyrosną ludzie, który świetnie dadzą sobie radę w życiu.
Moja wiara przeszłą ogromnie trudną próbę.
Nieprawdopodobną.
Moje dziecko wraz ze swym mężem i ze swoim dzieckiem ŚWIETNIE sobie radzi.
Moje drugie (a raczej pierwsze) również.
Wiara w Pierwsze Dziecko była próbą jeszcze większą niż w Drugie.
Mój Pierwszy Potomek swoje życie wygrał:)
Zmartwychwstał Pan - i żyje dziś.
Blaskiem jaśnieje noc!
Wiary, pokoju, spokoju (choć mnie samej o niego trudno).
Może trzeba nam będzie za wiarę oddać życie.
Niech nas Bóg błogosławi i strzeże.
I niech nam da siłę odchodzić z Jego Imieniem na ustach.
Ręce będę mieć jeszcze (za chwilkę) w sosie tatarskim i w serniku.
Jaja do sosu już ugotowane.
Sernik za momencik włożę do piekarnika.
Dziecię moje, moje dziecię młodsze od kilku już lat samorządnie, samowładnie i niezależnie dzierży władzę nad wszystkimi Świętami, rozdziela role, podejmuje decyzje i WŁADA tym, co, kto i KIEDY ma zdziałać w kwestiach kulinarnych.
UWIELBIAM TEN STAN.
Moja mała, dorosła dziewczynka w roli Szefa Wszystkich Szefów.
A ja - w roli podwykonawcy :)))
Wierzcie, drodzy rodzice - wierzcie, że z Waszych dzieci wyrosną ludzie, który świetnie dadzą sobie radę w życiu.
Moja wiara przeszłą ogromnie trudną próbę.
Nieprawdopodobną.
Moje dziecko wraz ze swym mężem i ze swoim dzieckiem ŚWIETNIE sobie radzi.
Moje drugie (a raczej pierwsze) również.
Wiara w Pierwsze Dziecko była próbą jeszcze większą niż w Drugie.
Mój Pierwszy Potomek swoje życie wygrał:)
Zmartwychwstał Pan - i żyje dziś.
Blaskiem jaśnieje noc!
Wiary, pokoju, spokoju (choć mnie samej o niego trudno).
Może trzeba nam będzie za wiarę oddać życie.
Niech nas Bóg błogosławi i strzeże.
I niech nam da siłę odchodzić z Jego Imieniem na ustach.
piątek, 25 marca 2016
czwartek, 24 marca 2016
Robotę
trzeba "wypiłować", wyszlifować.
Pełen glanc.
31 marca to termin ostateczny.
Więc siedzę, piłuję, szlifuję.
Mam-grubo-powyżej-kokardy.
Jutro i pojutrze miałam zakontraktowany urlop.
Z naciskiem na czas przeszły niedokonany.
Urlop odpuściłam sama.
Termin jest termin i koniec.
Kocizna się nam popsuła.
Na kilka dni. Trzy.
Odpuściła standardowe szaleństwo, przypuściła spanie, leżenie, brak chęci do życia.
Po czasie okazało się, że coś jej zaszkodziło.
Żołądkowo - jelitowo.
Złapani, zła.
Zbyt często daje kociźnie kąski.
Widać nie wszystkie jej służą.
Zapamiętać!
Od pewnego czasu mamy na stanie zabawkę zwaną roboczo "męczykotem".
Zasilana bateryjnie kula z przedłużką w postaci gumki, zakończona pluszową myszką z piórkiem wprawia nasze zwierzę w stan długotrwałego polowania.
Męczykot "chodzi" co wieczór, coby choć część nocy państwo miało przespaną.
W tej minucie Kofilizna właśnie olała męczykota, uwalając się z wdziękiem na ławie (kategoria: absolutnie zabronione!).
Ale ten wdzięk, ten wdzięk - i te oczy... ach!
Jestem bez sumienia.
Albowiem nie mam sumienia z tejże ławy ją po prostu wywalić.
Ooooo - poszła sobie! Męczykot po raz kolejny ją wciągnął:)
Odpływam.
Zmęczona.
Senna.
Przestraszona.
Ile jeszcze nam zostało?
Ile nam zostało życia w pokoju - i w spokoju?
Podobno niecałe cztery lata.
Mam dość blisko, jakby co...
Pełen glanc.
31 marca to termin ostateczny.
Więc siedzę, piłuję, szlifuję.
Mam-grubo-powyżej-kokardy.
Jutro i pojutrze miałam zakontraktowany urlop.
Z naciskiem na czas przeszły niedokonany.
Urlop odpuściłam sama.
Termin jest termin i koniec.
Kocizna się nam popsuła.
Na kilka dni. Trzy.
Odpuściła standardowe szaleństwo, przypuściła spanie, leżenie, brak chęci do życia.
Po czasie okazało się, że coś jej zaszkodziło.
Żołądkowo - jelitowo.
Złapani, zła.
Zbyt często daje kociźnie kąski.
Widać nie wszystkie jej służą.
Zapamiętać!
Od pewnego czasu mamy na stanie zabawkę zwaną roboczo "męczykotem".
Zasilana bateryjnie kula z przedłużką w postaci gumki, zakończona pluszową myszką z piórkiem wprawia nasze zwierzę w stan długotrwałego polowania.
Męczykot "chodzi" co wieczór, coby choć część nocy państwo miało przespaną.
W tej minucie Kofilizna właśnie olała męczykota, uwalając się z wdziękiem na ławie (kategoria: absolutnie zabronione!).
Ale ten wdzięk, ten wdzięk - i te oczy... ach!
Jestem bez sumienia.
Albowiem nie mam sumienia z tejże ławy ją po prostu wywalić.
Ooooo - poszła sobie! Męczykot po raz kolejny ją wciągnął:)
Odpływam.
Zmęczona.
Senna.
Przestraszona.
Ile jeszcze nam zostało?
Ile nam zostało życia w pokoju - i w spokoju?
Podobno niecałe cztery lata.
Mam dość blisko, jakby co...
poniedziałek, 21 marca 2016
Adam już...
samodzielnie robi jedno kółko wokół szpitalnego łóżka!
Po czym pada.
Jest słaby jak mucha.
Ale żyje:)
Rokowania są pomyślne, aczkolwiek tak dużo się wydarzyło, że wprawdzie rokować można, ale WYrokować nie sposób.
Do świąt szpital.
Taki na razie jest plan.
A później? Później będzie później.
Podobno będzie musiał sporo zmienić w swoim życiu.
Niech więc zmienia - na zawsze, na dobre.
I niech będzie jak najzdrowszy.
Tego mu serdecznie życzę:)
Po czym pada.
Jest słaby jak mucha.
Ale żyje:)
Rokowania są pomyślne, aczkolwiek tak dużo się wydarzyło, że wprawdzie rokować można, ale WYrokować nie sposób.
Do świąt szpital.
Taki na razie jest plan.
A później? Później będzie później.
Podobno będzie musiał sporo zmienić w swoim życiu.
Niech więc zmienia - na zawsze, na dobre.
I niech będzie jak najzdrowszy.
Tego mu serdecznie życzę:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
