piątek, 22 grudnia 2023

Przygotowania do świętowania:)

 Dziś urodziny córeńki...

Męczyć matkę tuż przed Bożym Narodzeniem to nie był dobry pomysł, ale cóż - trzeba było, to się wytrzymało i urodziło.

Przygotowujemy święta, córcia swoją część, ja swoją. Ciasta piecze córka wespół z koleżanką, każda piecze po 2 blachy, później się zamieniają - połowa blachy zostaje, drugą połową się wymieniają. W ten sposób każda ma cztery ciasta, my też z tego korzystamy, mniaaaaam!

sobota, 24 października 2020

I oto jestem

 już na emeryturze:)

Dwa lata po odejściu z pracy, po złożeniu wypowiedzenia, po tym, jak biegiem ratowałam siebie przed szaleństwem lub przed pierdlem.

Dwa lata, w których znacznie obniżyliśmy standard życia, przez wzgląd na to, że nie pracuję. Udało się. Od dziś wracamy do poprzedniej formy rozliczania się w naszym małżeństwie.

Jest dobrze. Wytrwaliśmy. Jest dobrze. 

poniedziałek, 4 lutego 2019

Tato...

Wszystko wydaje się być w porządku.

Jestem spokojna i wyciszona w sposób niewymuszony.
Robię zakupy, gotuję, sprzątam, pomagam mamie w sprawach urzędowych, w międzyczasie niepostrzeżenie mija rok od zakończenia pracy zawodowej.
Zagnieździłam się w życiu codziennym, z mamą dobrze nam się układa, jest w miarę spokojna, czuje się bezpieczna.
To jej słowa, nie moje.

I tylko...
Tylko te chwile.
Momenty.
Jakby zdjęcia albo skany.
Pstryk - szpital, tato na łóżku, ja przy nim. Jak bulterier. Albo rottwailer. Osobista ochrona...
Pstryk - tato siedzi na wózku, ewakuujemy się że szpitala "w stanie ogólnym dobrym", ja wzywam taksówkę, on wspierany przez cztery osoby z wielkim trudem wspina się na pierwsze piętro.
Pstryk - tato w domu leży na swoim łóżku, większość dnia przesypia, ale jeszcze walczy. Chce żyć. Zawsze chciał żyć długo...
Pstryk - tato je śniadanie, jeszcze nie wiem, że to ostatnie.
Pstryk - ten sam dzień, około 16, widzę, że wchodzi w agonię.

Obserwuję odchodzenie.
Jest około 18.00.
Słyszę "umieram, chcę już umrzeć". 
O 19.00 przychodzi ksiądz z Wiatykiem.
Około 20.00 obserwuję ostatnie oddechy - i wokoł tajemnicy śmierci zalega wszechobecna cisza...

Nie cierpię.
Nie ma we mnie braku, nie ma rozpaczliwej tęsknoty.
Mój tato 20 lat żył na kredyt, schorowany do imentu.
Miałam czas się przygotować... przez wiele lat mijając jadącą na sygnale karetkę myślałam, czy czasem nie wiezie mojego taty... i czy zdąży... ta karetka - jeśli to on...

Pęknę za czas jakiś?
Wejdę w fazę ostrej żałoby?
Czy to już tak zostanie - spokój, pokój serca, akceptacja?

Jeśli wiesz... jeśli coś wiesz lub się domyślasz - napisz, proszę.
Ja wiem, że mój tato jest w Życiu po życiu.
Proszę Cię - napisz...

czwartek, 20 grudnia 2018

Tato...

 Zakończyło się czuwanie, zakończyło czekanie. 19 grudnia (wczoraj) o godzinie 20.00 Tato odszedł.

A było tak:

Rano przyszła Pielęgniarka Dorota, umyła Tatę dokładnie. Później przyszła lekarka pierwszego kontaktu, zbadała Tatę, śledzia mu dać - powiedziała dość ochoczo. Zdębiałam...

Później delikatnie zbadała Tatę pielęgniarka Dorota, nasz Anioł na ten trudny czas. "Serce jest baaardzo słabe, trzepocze się jak motyl w siatce" powiedziała mi na ucho. Powiedziała też, że można się dziś spodziewać wszystkiego, że mamy być czujne.

No to byłyśmy. Około południa mama poszła się przespać, przy Tacie czuwałam ja. Około 14.00 jego oddech się zmienił, zaczął lekko charczeć. Sprawdziłam w necie objawy agonii i okazało się, że to jest jeden z nich.

Obudziłam mamę.

Tato oddychał miarowo. Oddech był bardzo równy.

O godzinie 18.00 Taty powiedział: "Ja umieram".

O godzinie 19.00 przyjechał ksiądz z Wiatykiem.

O godzinie 20.00 ostatni oddech - Tato odszedł.

poniedziałek, 16 października 2017

Wypowiedzenie

Mam dość. Odchodzę z pracy.

Nie daje się nawiązać sensownej współpracy z dyrekcją. Coraz trudniejsza staje się współpraca z organem prowadzącym. Mam dwa lata do emerytury. Czuję, że za chwilę zwariuję i wyląduję w pierdlu, albo też pójdę do więzienia za niewinność.

W roku 2017 mam kontrole z jednostki nadrzędnej, z RIO, z NIK oraz ZUS. Jestem wykończona koniecznością sporządzania licznych raportów, tabelek i zestawień. Te czynności zjadają mi czas na pracę bieżącą oraz generują stres. Bo przecież mam wszystko ok, tak uważam, ale kontrola prawie zawsze coś wykopie...

Najgorszy, najbardziej upierdliwy był NIK. Paskudna kontrolująca z dziwnymi nawykami i jeszcze większymi oczekiwaniami. Po prostu szok.

Dziś złożyłam wypowiedzenie. Nikt się go nie spodziewał. Puściłam je przez biuro podawcze, mam potwierdzenie odbioru w postaci pieczątki. Zobaczymy, co będzie się działo.

wtorek, 10 stycznia 2017

Myślę, że byłaby zdolna

grać taką kartą.
Myślę, że właśnie taką kartą gra.
Zdjęcie z profilu Joachima Brudzińskiego na FB.


czwartek, 5 stycznia 2017

"Restrukturyzacja".

Od 1989.
Systemowo.
Precyzyjnie.
A to tylko drobna część tego, co rzeczywiście się stało.


środa, 28 grudnia 2016

Varius Manx - Orla Cien

Widziałam orła cień
Do góry wzbił się niczym wiatr
Niebo to jego świat
Z obłokiem tańczył w świetle dnia

Widziałam orła cień
Do góry wzbił się niczym wiatr
Niebo to jego świat
Z obłokiem tańczył w świetle dnia

Słyszał ludzki szept
Krzyczał, że wolność domem jest
Nie ma końca drogi tej
I że nie wie co to gniew

Przemierzał życia sens
Skrzydłami witał każdy dzień
Zataczał lądy, morza łez
Bezpamiętnie gasił gniew

Choć pamięć krótka jest
Zostawiła słów tych treść
Nie umknie jej już żaden gest
Żadna myśl i żaden sens

czwartek, 22 grudnia 2016

Za chwileczkę, za minutkę...

zatopię ręce w pierogach i uszkach, nastawię barszcz, zrobię jajka w sosie tatarskim, bez których świąteczne menu byłoby u nas niepełne oraz nie-do-pomyślenia.

Jeszcze upiekę snickersa i sernik z kokosem, te ciasta kochają wszyscy, upiekę, przekroję na pół i jedną połówkę oddeleguję do córcianki.

Córcianka upiecze mięsa i ze mną się podzieli, zrobi stosowną sałatkę i sporą porcję odda mnie, od lat kilku praktykujemy takie podziały, każda z nas robi to, co jej najlepiej wychodzi, po czym dzielimy się na pół i mamy wszystko :)

Mąż zrobił mi dzisiaj resztę zakupów, zatem mam już wszystko, dobry taki mąż, któremu napiszę czego potrzebuję, a on w ramach  świątecznego zaangażowania wszystko to mi dostarczy z sercem i z radością.

Karp od zeszłej soboty się mrozi, jutro go rozmrożę i przyprawię, coby w sobotę wsunąć go do piekarnika i upiec. Będzie pyszny choć przepis jest mojego autorstwa i jest banalnie prosty, a wychodzi totalna pychota.

P.S. "Mamo, mamo, wigilia jest u mnie, masz zrobić (barszcz, jajka w sosie tatarskim, ciasta, karpia - resztę robię ja)" - od dwóch lat dostaję takie telefony, czuję się odciążona, jest mi z tym świetnie, młoda dama przejmuje inicjatywę, ja jestem tylko podwykonawcą, moja córka, moja córka rodzona dokładnie 29 lat temu, dokładnie w czwartek, w sobotę była wigilia, spędziłyśmy ją obie w szpitalu, w poniedziałek wypisałam na żądanie dziecko obciążone gronkowcem na +++...

Dziś jej gronkowiec odszedł w zapomnienie, dziś kończy 29 lat, ma 10 lat małżeńskiego stażu i 9-letniego synka, mówi, że ma wszystko, WSZYSTKO, widzę jej codzienne szczęście, jej przepiękny rozwój, widzę zięcia, którego kocham całym sercem, bo uczynił ją szczęśliwą i naprawdę oboje są dla siebie, tak bardzo dla siebie i tak bardzo to cenią...

Kocie uszko

goi się koncertowo.
Po gronkowcu nie został nijaki ślad (uuuuffffff!)
Kocina jeszcze się mnie boi - jeszcze jej w zdrowiejącym uszku codziennie grzebię, spryskuję octaniseptem, przecieram jałowym opatrunkiem.
Ale czymże jest octanisept wobec jodoformu!
Niczym:)
Zatem powoli ale skutecznie zbliżamy się do końca ośmiomiesięcznego horroru.

Szwy zostały zdjęte w poniedziałek.
Kołnierz jeszcze na kociej szyjce około tygodnia być musi - jak dobrze pójdzie w drugi dzień świąt zostanie zdjęty (decyzję mam podjąć sama) i miauczur odżyje.
Życie z kołnierzem na kociej szyjce to doprawdy kiepskie życie.
Paczam, to widzę, nie?

Troszkę schudła, ale formę ma dobrą.
(schudła przez kołnierz, jako rzecze wet)
Dziś doczytałam, że pierwsze dwa lata miałkun rośnie wzdłuż, drugie dwa lata wszerz.
I że tak ma być, że tak jest dobrze.
My mamy za sobą... 14 miesięcy.
Zatem moje 8 kg Maine Coona przerodzi się... w 10 kg???
Niech będzie nawet 15, byle zdrowe było:)

Z dnia na dzień robi się coraz bardziej przytulaśna.
Uczy się przyjmować głaskanie, mizianie, włącza się w ludzkie stado.
Około 2.00 w nocy przychodzi do mnie do wyrka, układa się na jej własnej poduszce i rozkosznie mruczy.
Pozwala się wtedy posmyrać pod bródką.

Maine Coon rośnie i dojrzewa przez cztery lata, zatem przed nami jeszcze ponad dwa i pół roku.
Poczekamy.
Damy radę.
Kofi jest mi już bardzo, bardzo bliska.
:)

poniedziałek, 12 grudnia 2016

W piątek rano

9 grudnia rozcięto jej uszko.
Po ośmiu miesiącach bezskutecznego leczenia gronkowców tudzież innych przyjemniaczków lekarz podjął decyzję: kroimy.
W trakcie krojenia wyszło pięć dorodnych polipów na błonie bębenkowej, ze skłonnością do odnawiania się.
Uszko zostało odpowiednio i na zawsze otwarte, coby w razie odnawiania można było polipy łatwo usunąć.

Zawiozłam rano całkiem sprawnego kota, odebrałam nietomnego flaczka.
Flaczek ważący 8 kg jest całkiem, całkiem ciężki.

Pierwsze godziny post factum - nietomność, nieogarniętość, zataczanie się niczym po kilku głębszych.
Sikanie, gdzie się da (tylko raz - nie udało się na trzęsących łapkach dotrzeć do kuwety).
I jedno ponarkozowe rzyganko.
Dałam radę.

Po czym niepokój.
Bo kołnierz, coby szwów nie naruszyć.
Trudno, życie, da się to jakoś ogarnąć.

Ale nie.
Maaaaau.
Niezadowolenie.
Maaaaaaaaaau.
Nie kumam, nie jarzę, jeść nie wolno do następnego dnia rano.
Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaauuuuuuuuuuu!!!

Piątkowym wieczorem niezadowolenie, maaaaaaau oraz tupotanie stało się nie-do-wytrzymania.
Podałam mokrą karmę.
Zniknęła w mig.
Kocina obżarta do imentu zapadła w sen - po raz pierwszy od trzech dni wyspałam się i ja.

Dziś byłyśmy na kontroli.
Staphylococcus nieobecny.
Rana trochę ropieje, ale bez przegięć, jest dobrze.
Mam przemywać raz dziennie octaniseptem, za tydzień kolejna kontrola, z nadzieją zdjęcia szwów - i naszyjnego kołnierza.

Miski dziś pełne karmy mokrej, suchej i wody.
Niech je i pije na zdrowie.
Ogarnęła znienawidzony kołnierz i mimo niego właśnie uskutecznia wieczorną toaletę na najwyższym stopniu podium jej osobistego drapaka.

Około drugiej w nocy przyjdzie do mnie, pomruczy, zepchnie mnie na absolutne poduszkowe bezdroża, układając się przewygodnie. Pośpi tak około trzech godzin, po czym wyemigruje do przedpokoju na dość wysoką półkę. Wtedy ja ułożę się wygodnie i pośpię do 5.30.

Koty są niesamowicie rytualne.
Rytuałów nic nie ma prawa zakłócić.
Mam nadzieję odzyskać zaufanie mojej kociny, kiedy przestanę grzebać jej w uszku.
Stanie się to mnie więcej za półtora tygodnia.
Jestem dobrej myśli:)

czwartek, 8 grudnia 2016

"Ekshumacja ciała złożonego w grobie Piotra Nurowskiego wykazała, że pochowano tam szczątki innej ofiary katastrofy smoleńskiej, a nie prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

CYTATY:

Roman Imielski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" 23.11.2016
"Ekshumacje są po to, żeby przedłużać i podsycać kolejne niepewności"

Ryszard Petru (12.11.2016)
"Ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej to działanie wyłącznie polityczne. To jest cynicznie wykorzystywanie tragedii. To jest kopanie rowu wobec rodzin, które sobie tego nie życzą. To dla nich olbrzymia trauma. Politycy PiS idą w to, nikogo nie słuchają. Chcą tylko rozdrapać rany, wywołać podział na tych, których wierzą w zamach, i tych, którzy nie wierzą. Dziwię się, że dokonuje się ekshumacji, bo to pewne sacrum, które jest teraz besztane przez PiS.

Lech Wałęsa (17.11.2016)
Są takie choroby, że ktoś lubi w tych umarlakach grzebać. Trzeba to zrozumieć, ale ja nie mam na to ochoty – powiedział Lech Wałęsa. Jak stwierdził, "ludzie, którzy biorą się za rządzenie i reprezentowanie nas, muszą się poddać badaniom psychologicznym".

Grzegorz Schetyna (11.11.2016)
"To jest coś niegodnego i nieprzyzwoitego, i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Jestem przekonany, że Ci którzy podejmują tę decyzję odpowiedzą za to nie tylko moralnie, ale także prawnie".

Agnieszka Holland (21.11.2016)
„Boje się, że oni rzeczywiście zainfekują te nieszczęsne zwłoki w czasie ekshumacji”.

Dominika Wielowieyska (7.11.2016)
"Jeżeli rodziny uważają, że nie ma potrzeby sprawdzania tego, to zostawcie to po prostu".

ks. Adam Boniecki (15.11.2016)
"Są takie sprawy, w których milczenie jest czymś, co historia kiedyś publicznie będzie wyrzucała Kościołowi. Że nie zabrał głosu w sprawach, które dotyczą moralności w życiu publicznym".

Ewa Kopacz (9.11.2016)
Dzisiaj te ekshumacje będą służyć przede wszystkim grze politycznej, którą będzie się przeciągać po to, żeby udowodnić tezę, którą postawił sześć lat temu jeden człowiek ze swoim zespołem, a dokładnie Macierewicz"

Bronisław Komorowski (14.11.2016)
Nie mogę zrozumieć motywacji. Jeśli ktoś za chwile wysunie następne oskarżenie, że kosmici są źródłem katastrofy smoleńskiej, to jeszcze raz będziemy robili ekshumacje?!”

Michał Szułdrzyński, dziennikarz "Rzeczpospolitej", 14.11.2016
"Spór o ponowne badanie zwłok ofiar może wywołać emocje, nad którymi rządzącym trudno będzie zapanować".

Szymon Hołownia w "Tygodniku Powszechnym" (10.11.2016)
"Decyzja o ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej nawet bez zgody ich rodzin to barbarzyństwo".

Wojciech Czuchnowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej" (17.10.2016)
Ekshumacja, to jedna z bardziej drastycznych czynności procesowych, powinna być podejmowana tylko w wyjątkowo uzasadnionych przypadkach. Prokuratura PiS takiego uzasadnienia nie ma. (...) PiS, która przejęła śledztwo smoleńskie i za wszelką cenę, chce podważyć wcześniejsze ustalenia, nie ma takiego uzasadnienia."