Zaraz się nim przykryję - i zasnę.
Mam 3 dni zwolnienia.
Robię ważne badania. Lekarskie.
Wyniki... te pierwsze wyniki badań krwi są cudne.
Jak na TAAAAAK długi okres ich nierobienia - wzorcowe.
Trochę podwyższony cholesterol.
Trochę też cukier i TGD.
Pikuś.
Jutro pozostałe badania.
Wysiłkowe EKG.
Krew i mocz.
Pojutrze RTG kręgosłupa, bo dokucza.
Też pikuś :)
Dziś już wiem, że jakby nie patrzeć - głupi miał szczęście.
Bo się (badań oraz ich wyników) bał, ale się modlił.
I za niego się modlili.
I Pan nieba, Pan świata - słuchał i dał to, o co modlący się modlili.
I uszanował słabość. Słabość swojego głupiego dziecka...
Dziecka, które kocha.
Nie umiem
opisać
swojej
wdzięczności.
Szczęśliwa jak dzika norka
Dorothea.
środa, 4 listopada 2015
poniedziałek, 2 listopada 2015
On.
Był dla mnie człowiekiem bardzo trudnym.
Zamkniętym w sobie, odpychającym w relacji.
Nie odpowiadającym miłością na miłość.
Walczyłam o niego jak głupia.
Nie wiem, czemu tak mi zależało, nie miałam wszak w tej dziedzinie żadnych deficytów.
Zaliczałam porażkę po porażce.
W moje czterdzieste urodziny powiedział, że mężczyzna po czterdziestce jeszcze ma przed sobą wszystko, ale kobieta po czterdziestce to już inna bajka.
Ona już nic nie może.
Ona się po prostu kończy.
Powiedział to przy swoim synu, a moim mężu.
Mąż się nie odezwał. Po latach zrozumiałam, dlaczego.
Zabolało.
A ponieważ jesteśmy z mężem rówieśnikami, więc... dotknęło do żywego.
Przestałam się starać.
Oddaliłam się, zostawiłam w spokoju, byłam grzeczna i układna, nauczono mnie szanować starszych, a tym bardziej bliskich.
Już nie czekałam na dobre słowo czy gest.
Rana się zagoiła, moja kobiecość (w kontekście mojego "starczego" wieku) na tym nie ucierpiała.
Był człowiekiem bardzo oszczędnym. Do bólu.
Trudno mi było to zaakceptować, ponieważ kiedy bywał u nas (rzadko) krytykował wszystko, za czym stały jakiekolwiek pieniądze. Kosmetyki, talerze, szklanki, firanki. Wszystko było za drogie, a ja byłam niegospodarna i wyrzucałam pieniądze w błoto. On sam ze swoją żoną z własnego wyboru żyli najtaniej, jak tylko było można, mając bardzo przyzwoite - jak na owe czasy - dochody.
Pewnie się domyślacie, że niedaleko padło jabłko od jabłoni.
Mąż nie odziedziczył po ojcu emocjonalności i sposobu bycia, ale skłonność do (według mnie) nadmiernej oszczędności już tak. Nierzadko dokuczałam mu, że ma węża w kieszeni. Że jest sknerą. Życie pokazało prawdę zupełnie inną - a ja po prostu musiałam dorosnąć.
W 2011 roku dane mi było towarzyszyć temu trudnemu człowiekowi, mojemu teściowi w umieraniu.
W linku szczegółowy opis zdarzenia, jeśli ktoś będzie chciał niech przeczyta.
Wtedy dostałam od niego prezent w postaci jednego, jedynego dobrego słowa.
- Wiesz, gdyby nie ty byłbym teraz bardzo samotnym człowiekiem - powiedział trzymając mnie za rękę kilka dni przed śmiercią. Te słowa chowam w sercu jak relikwię.
Od jego odejścia minęło kilka lat.
Wiele spraw przemyślałam, przeanalizowałam, spojrzałam na nie z zupełnie nowej perspektywy.
Ten człowiek nie umiał okazywać uczuć, bo nikt ich mu jako dziecku nie okazał.
Był biologiczną sierotą...
W swoim życiu musiał walczyć o przetrwanie, stąd skłonność do życia na granicy ubóstwa.
I miał plan.
Bo to wszystko, czego sobie odejmował miało służyć, miało być dla kogoś...
Zobaczyłam to trzy lata temu, kiedy część z tego, co uzbierał teść, rękami mojego męża uratowała czyjeś życie, uratowała rodzinę.
Jednym przelewem.
Płacząc jak głupia dziękowałam mężowi za to, co zrobił. Odszczekałam węża w kieszeni. Nigdy więcej tego słowa nie użyję. Płakałam bardzo, uratował kogoś bardzo mi bliskiego... Mąż długo tulił mnie w swoich ramionach...
Podobnych sytuacji jest więcej.
To nie miejsce, by o nich pisać.
Ty, który byłeś i jesteś ojcem mojego męża... Tato...
Dziękuję Ci.
Za wszystko, czego sobie w życiu odmówiłeś.
Za to, że zabezpieczyłeś nas już dawno, że dzięki Tobie będą też zabezpieczone nasze dzieci.
Wiesz, że żyjemy skromnie.Twój syn zawsze tego chciał, ja potrzebowałam trochę więcej czasu, żeby do tego dojrzeć.
Wierzę, że nie umiejąc być szczęśliwy w życiu ziemskim jesteś szczęśliwy w wiecznym.
Dziś, w Dzień Zaduszny jesteś w moim sercu i pamięci w sposób szczególny.
Czuję wdzięczność.
Nic mnie już od dawna nie boli, Twoje złe słowa straciły moc, bo przykryło je to zdanie wypowiedziane na łożu śmierci - i to, co dla nas zrobiłeś.
Kocham Cię, Tato.
I wiem, że Ty też nas kochałeś.
I kocham Twojego syna, z roku na rok coraz bardziej.
I tylko z jednym nie mogę się zgodzić: kobieta po czterdziestce ma przed sobą jeszcze tyyyle życia! Wiem, bo nią jestem:)))
Zamkniętym w sobie, odpychającym w relacji.
Nie odpowiadającym miłością na miłość.
Walczyłam o niego jak głupia.
Nie wiem, czemu tak mi zależało, nie miałam wszak w tej dziedzinie żadnych deficytów.
Zaliczałam porażkę po porażce.
W moje czterdzieste urodziny powiedział, że mężczyzna po czterdziestce jeszcze ma przed sobą wszystko, ale kobieta po czterdziestce to już inna bajka.
Ona już nic nie może.
Ona się po prostu kończy.
Powiedział to przy swoim synu, a moim mężu.
Mąż się nie odezwał. Po latach zrozumiałam, dlaczego.
Zabolało.
A ponieważ jesteśmy z mężem rówieśnikami, więc... dotknęło do żywego.
Przestałam się starać.
Oddaliłam się, zostawiłam w spokoju, byłam grzeczna i układna, nauczono mnie szanować starszych, a tym bardziej bliskich.
Już nie czekałam na dobre słowo czy gest.
Rana się zagoiła, moja kobiecość (w kontekście mojego "starczego" wieku) na tym nie ucierpiała.
Był człowiekiem bardzo oszczędnym. Do bólu.
Trudno mi było to zaakceptować, ponieważ kiedy bywał u nas (rzadko) krytykował wszystko, za czym stały jakiekolwiek pieniądze. Kosmetyki, talerze, szklanki, firanki. Wszystko było za drogie, a ja byłam niegospodarna i wyrzucałam pieniądze w błoto. On sam ze swoją żoną z własnego wyboru żyli najtaniej, jak tylko było można, mając bardzo przyzwoite - jak na owe czasy - dochody.
Pewnie się domyślacie, że niedaleko padło jabłko od jabłoni.
Mąż nie odziedziczył po ojcu emocjonalności i sposobu bycia, ale skłonność do (według mnie) nadmiernej oszczędności już tak. Nierzadko dokuczałam mu, że ma węża w kieszeni. Że jest sknerą. Życie pokazało prawdę zupełnie inną - a ja po prostu musiałam dorosnąć.
W 2011 roku dane mi było towarzyszyć temu trudnemu człowiekowi, mojemu teściowi w umieraniu.
W linku szczegółowy opis zdarzenia, jeśli ktoś będzie chciał niech przeczyta.
Wtedy dostałam od niego prezent w postaci jednego, jedynego dobrego słowa.
- Wiesz, gdyby nie ty byłbym teraz bardzo samotnym człowiekiem - powiedział trzymając mnie za rękę kilka dni przed śmiercią. Te słowa chowam w sercu jak relikwię.
Od jego odejścia minęło kilka lat.
Wiele spraw przemyślałam, przeanalizowałam, spojrzałam na nie z zupełnie nowej perspektywy.
Ten człowiek nie umiał okazywać uczuć, bo nikt ich mu jako dziecku nie okazał.
Był biologiczną sierotą...
W swoim życiu musiał walczyć o przetrwanie, stąd skłonność do życia na granicy ubóstwa.
I miał plan.
Bo to wszystko, czego sobie odejmował miało służyć, miało być dla kogoś...
Zobaczyłam to trzy lata temu, kiedy część z tego, co uzbierał teść, rękami mojego męża uratowała czyjeś życie, uratowała rodzinę.
Jednym przelewem.
Płacząc jak głupia dziękowałam mężowi za to, co zrobił. Odszczekałam węża w kieszeni. Nigdy więcej tego słowa nie użyję. Płakałam bardzo, uratował kogoś bardzo mi bliskiego... Mąż długo tulił mnie w swoich ramionach...
Podobnych sytuacji jest więcej.
To nie miejsce, by o nich pisać.
Ty, który byłeś i jesteś ojcem mojego męża... Tato...
Dziękuję Ci.
Za wszystko, czego sobie w życiu odmówiłeś.
Za to, że zabezpieczyłeś nas już dawno, że dzięki Tobie będą też zabezpieczone nasze dzieci.
Wiesz, że żyjemy skromnie.Twój syn zawsze tego chciał, ja potrzebowałam trochę więcej czasu, żeby do tego dojrzeć.
Wierzę, że nie umiejąc być szczęśliwy w życiu ziemskim jesteś szczęśliwy w wiecznym.
Dziś, w Dzień Zaduszny jesteś w moim sercu i pamięci w sposób szczególny.
Czuję wdzięczność.
Nic mnie już od dawna nie boli, Twoje złe słowa straciły moc, bo przykryło je to zdanie wypowiedziane na łożu śmierci - i to, co dla nas zrobiłeś.
Kocham Cię, Tato.
I wiem, że Ty też nas kochałeś.
I kocham Twojego syna, z roku na rok coraz bardziej.
I tylko z jednym nie mogę się zgodzić: kobieta po czterdziestce ma przed sobą jeszcze tyyyle życia! Wiem, bo nią jestem:)))
piątek, 30 października 2015
Mała czarna czy espresso -
tego jeszcze nie wiem.
Dziś wygląda tak:
Pewna siebie, pozbawiona lęku, przyjmująca wyzwania.
Ech - moja krew!
I Dysia była taka - moja psina niczego się nie bała, wolę miała silną, decyzje podejmowała samodzielnie.
Czyżby Kofi była do niej podobna???
Cieszę się, no cieszę.
Lubię zdecydowane istoty - choćby mi przyszło z nimi wojować, długo je układać, czekać na wzajemne zrozumienie.
Zatem rośnij, Kofi - rośnij i dojrzewaj, koniec listopada blisko - czekam na Ciebie jak nie wiem co! :)
Dziś wygląda tak:
Pewna siebie, pozbawiona lęku, przyjmująca wyzwania.
Ech - moja krew!
I Dysia była taka - moja psina niczego się nie bała, wolę miała silną, decyzje podejmowała samodzielnie.
Czyżby Kofi była do niej podobna???
Cieszę się, no cieszę.
Lubię zdecydowane istoty - choćby mi przyszło z nimi wojować, długo je układać, czekać na wzajemne zrozumienie.
Zatem rośnij, Kofi - rośnij i dojrzewaj, koniec listopada blisko - czekam na Ciebie jak nie wiem co! :)
czwartek, 29 października 2015
Dostałam namiary...
na szkolenie!
W związku zez kotem.
od tej pani:)
Zatem się szkolę pilnie.
Źródło szkolenia poniżej:)
P.S. Autorzy komentarzy umieszczonych pod tym postem podesłali mi linki, które zmuszają do poszukiwań, przemyśleń oraz wniosków. Zoisyte i Bogumile - pracuję, ciężko pracuję! Szukam, czytam, myślę. Niedługo (czytaj: po weekendzie) w rzeczonym temacie się odezwę. Tymczasem odpływam do garów, albowiem goście w drodze:)
W związku zez kotem.
od tej pani:)
Zatem się szkolę pilnie.
Źródło szkolenia poniżej:)
P.S. Autorzy komentarzy umieszczonych pod tym postem podesłali mi linki, które zmuszają do poszukiwań, przemyśleń oraz wniosków. Zoisyte i Bogumile - pracuję, ciężko pracuję! Szukam, czytam, myślę. Niedługo (czytaj: po weekendzie) w rzeczonym temacie się odezwę. Tymczasem odpływam do garów, albowiem goście w drodze:)
niedziela, 4 października 2015
Młody:)
Pokazuję młodemu konkursowe piosenki Krzysia Oleksyna.
Oglądamy, słuchamy.
Młody skupiony do imentu.
- Dobre - mówi na koniec.
- Bardzo mi się podobają - konstatuje.
- Znam Krzysia osobiście, wiesz? Codziennie go widuję!
- Naprawdę??? - pyta młody.
- Naprawdę - odpowiadam.
- A puścisz mi jeszcze raz jedną jego piosenkę? - pyta.
- Jasne! - odpowiadam, zachwycona wrażliwością TAK młodego człowieka.
A którą byś chciał???
- Noooo... no tę, w której było o DUPIE.
Kurtyna:)))
P.S. Dziś wróciłam z czterodniowej wyprawy po Górach Stołowych.
W pakiecie była jeszcze Polanica i Duszniki, a w Polanicy tańcząca do pięknej muzyki fontanna (o 20.00, po ciemku, pięknie podświetlona).
Oraz park zdrojowy.
Reset - totalny reset.
Wieczorami popijaliśmy winko na przemian z pigwówką, mieliśmy do cowieczornej dyspozycji cudną salę kominkową z rozbujanym do czerwoności, fantastycznie pachnącym kominkiem.
I nic to, że pękła nam w trasie opona, że czekaliśmy w ciemnej nocy na assistance prawie nie mając zasięgu.(okresowo jedna pałka u mój-ci-onego).
Przygoda, przygoda - każdej chwili szkoda!
W ciemnym, czarnym lesie czekaliśmy na lawetę około dwóch godzin, marznąc niemiłosiernie.
Nikomu nie puściły nerwy, każdy rżał radośnie z czego tylko się dało:)
Do chałupy (tej wynajętej) dowieziono nas około 22.00, po czym padliśmy przy rzeczonym wcześniej kominku, odlatując w ciepełku, popijając trunki i słuchając relaksacyjnej, jazzowej muzyczki.
Następnego dnia panowie pojechali załatwiać oponę, panie pozostały w obiekcie uskuteczniając w międzyczasie krótki spacer, czekając na tych, co są daleko:)
I jak zwykle do głosu doszło przysłowie niedźwiedzie:
że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
Mamy piękne doświadczenia - miał być lajtowy wypoczynek (no trochę go było), a rzeczywistość spłatała nam figla.
Na szczęście sprawdziliśmy się w boju - na dodatek rodzinnie.
Czyż może być coś piękniejszego?
Zatem cóż - mimo bezustannej tęsknotyza psem - znów jestem szczęśliwa:)
Oglądamy, słuchamy.
Młody skupiony do imentu.
- Dobre - mówi na koniec.
- Bardzo mi się podobają - konstatuje.
- Znam Krzysia osobiście, wiesz? Codziennie go widuję!
- Naprawdę??? - pyta młody.
- Naprawdę - odpowiadam.
- A puścisz mi jeszcze raz jedną jego piosenkę? - pyta.
- Jasne! - odpowiadam, zachwycona wrażliwością TAK młodego człowieka.
A którą byś chciał???
- Noooo... no tę, w której było o DUPIE.
Kurtyna:)))
P.S. Dziś wróciłam z czterodniowej wyprawy po Górach Stołowych.
W pakiecie była jeszcze Polanica i Duszniki, a w Polanicy tańcząca do pięknej muzyki fontanna (o 20.00, po ciemku, pięknie podświetlona).
Oraz park zdrojowy.
Reset - totalny reset.
Wieczorami popijaliśmy winko na przemian z pigwówką, mieliśmy do cowieczornej dyspozycji cudną salę kominkową z rozbujanym do czerwoności, fantastycznie pachnącym kominkiem.
I nic to, że pękła nam w trasie opona, że czekaliśmy w ciemnej nocy na assistance prawie nie mając zasięgu.(okresowo jedna pałka u mój-ci-onego).
Przygoda, przygoda - każdej chwili szkoda!
W ciemnym, czarnym lesie czekaliśmy na lawetę około dwóch godzin, marznąc niemiłosiernie.
Nikomu nie puściły nerwy, każdy rżał radośnie z czego tylko się dało:)
Do chałupy (tej wynajętej) dowieziono nas około 22.00, po czym padliśmy przy rzeczonym wcześniej kominku, odlatując w ciepełku, popijając trunki i słuchając relaksacyjnej, jazzowej muzyczki.
Następnego dnia panowie pojechali załatwiać oponę, panie pozostały w obiekcie uskuteczniając w międzyczasie krótki spacer, czekając na tych, co są daleko:)
I jak zwykle do głosu doszło przysłowie niedźwiedzie:
że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
Mamy piękne doświadczenia - miał być lajtowy wypoczynek (no trochę go było), a rzeczywistość spłatała nam figla.
Na szczęście sprawdziliśmy się w boju - na dodatek rodzinnie.
Czyż może być coś piękniejszego?
Zatem cóż - mimo bezustannej tęsknotyza psem - znów jestem szczęśliwa:)
poniedziałek, 14 września 2015
Piękny, dobry czas:)
Dwa cudne dni.
W sobotę 80 - tka seniora rodu, wyjątkowo udana. Bolą mnie mięśnie od tańcowania :)
Świętowaliśmy w https://www.facebook.com/biesiada.zgorzelec?fref=ts Naprawdę lubięto!
A w niedzielę małżeńska wyprawa w zupełnie nowe miejsce - wrócimy tam z mężem (i nie tylko z nim), wrócimy!
Reset - pełny, radosny reset.
Mam dobrą, mocną rodzinę.
Skarb nad skarbami!
Wdzięcznam nieprawdopodobnie.
Chce się żyć - po prostu chce się żyć!
W pracy mnóstwo roboty, ale codziennie dziękuję Bogu, że tę pracę mam.
Wiem, jak wiele osób pragnie tego, co jest moim udziałem.
Doceniam - Boże drogi, tak bardzo doceniam to, co od Ciebie mam!
W planach dwa październikowe wyjazdy - kotlina Kłodzka to wyjazd pierwszy, drugi jeszcze się planuje. Jedziemy w większym składzie - jakże bliskim i radosnym!
Nadeszły dobre czasy.
Nawet jeśli na krótko, to i tak jestem szczęśliwa!
"Szczęście to ta
chwila, co trwa..."
Zdecydowanie.
Serdeczności dla wszystkich tu zaglądających:)))
Za psiną tęsknię bardzo.
Ale ból zelżał.
Zdecydowanie.
Jest mi o wiele łatwiej - choć tęsknota jest, to jednak ból się zmniejszył.
I tak Cię kocham, Dyśku.
Moje sznaucerskie, psie szczęście.
Dałaś mi tyle radości!
Nigdy ci tego nie zapomnę :)))
W sobotę 80 - tka seniora rodu, wyjątkowo udana. Bolą mnie mięśnie od tańcowania :)
Świętowaliśmy w https://www.facebook.com/biesiada.zgorzelec?fref=ts Naprawdę lubięto!
A w niedzielę małżeńska wyprawa w zupełnie nowe miejsce - wrócimy tam z mężem (i nie tylko z nim), wrócimy!
Reset - pełny, radosny reset.
Mam dobrą, mocną rodzinę.
Skarb nad skarbami!
Wdzięcznam nieprawdopodobnie.
Chce się żyć - po prostu chce się żyć!
W pracy mnóstwo roboty, ale codziennie dziękuję Bogu, że tę pracę mam.
Wiem, jak wiele osób pragnie tego, co jest moim udziałem.
Doceniam - Boże drogi, tak bardzo doceniam to, co od Ciebie mam!
W planach dwa październikowe wyjazdy - kotlina Kłodzka to wyjazd pierwszy, drugi jeszcze się planuje. Jedziemy w większym składzie - jakże bliskim i radosnym!
Nadeszły dobre czasy.
Nawet jeśli na krótko, to i tak jestem szczęśliwa!
"Szczęście to ta
chwila, co trwa..."
Zdecydowanie.
Serdeczności dla wszystkich tu zaglądających:)))
Za psiną tęsknię bardzo.
Ale ból zelżał.
Zdecydowanie.
Jest mi o wiele łatwiej - choć tęsknota jest, to jednak ból się zmniejszył.
I tak Cię kocham, Dyśku.
Moje sznaucerskie, psie szczęście.
Dałaś mi tyle radości!
Nigdy ci tego nie zapomnę :)))
wtorek, 8 września 2015
XXIV Finał Turnieju Poezji Śpiewanej - cz. I - Włocławek 2015
Od 1:04:05.
Krzysztof Oleksyn - lat 18 - świetny młody człowiek.
Pełen pomysłów, kreatywny i twórczy - a na dodatek mądry.
Znam osobiście.
Bardzo go lubię i bardzo mentalnie wspieram.
Jeśli dobrze pamiętam - nagroda publiczności, która bardzo go ucieszyła.
Zdolny artysta z ogromnym dystansem do siebie.
Powodzenia, Krzysiu!
Krzysztof Oleksyn - lat 18 - świetny młody człowiek.
Pełen pomysłów, kreatywny i twórczy - a na dodatek mądry.
Znam osobiście.
Bardzo go lubię i bardzo mentalnie wspieram.
Jeśli dobrze pamiętam - nagroda publiczności, która bardzo go ucieszyła.
Zdolny artysta z ogromnym dystansem do siebie.
Powodzenia, Krzysiu!
poniedziałek, 7 września 2015
Chyba jednak nie.
Chyba mi się nie uda z kotem.
Ja wciąż tęsknię za moim psem.
Może kiedyś przyjdzie taki czas, że zamieszka za mną następny?
Tak czy inaczej - moim marzeniem jest pies. Zdecydowanie pies!
Sznaucer o orzechowych oczach.
A raczej sznaucerka:)
Na razie pozostanie w sferze marzeń, tak musi być.
Ale ja marzeń mam niewiele, niech więc to sobie we mnie żyje.
Póki co tęsknię nadal.
Odżywają wspomnienia, wyświetlają się poszczególne kadry z życia mojej Dyśki.
Pielęgnuję je, przywołuję - a czasem przychodzą same.
Chwilami płyną łzy, czasem skurczy się serce.
Nie zapomnę Cię, Maleńka.
Nie zapomnę.
Zapisałaś się we mnie na zawsze.
Były koszmarne upały, był urlop.
Działo się.
Od tygodnia pracuję - jest ciężko.
Ale za to jest praca (znaczy wciąż mam pracę) i z tego cieszę się niezmiernie.
Wkrótce fotograficzno - słowne reminiscencje pourlopowe.
Postaram się jak najszybciej, choć po prawdzie nagromadzenie (w najbliższych tygodniach) przemiłych rodzinnych uroczystości może mi to trochę utrudnić.
Mimo wszystko kiedyś w końcu napiszę:)
Dobrej nocy i dobrego tygodnia wszystkim:)))
Ja wciąż tęsknię za moim psem.
Może kiedyś przyjdzie taki czas, że zamieszka za mną następny?
Tak czy inaczej - moim marzeniem jest pies. Zdecydowanie pies!
Sznaucer o orzechowych oczach.
A raczej sznaucerka:)
Na razie pozostanie w sferze marzeń, tak musi być.
Ale ja marzeń mam niewiele, niech więc to sobie we mnie żyje.
Póki co tęsknię nadal.
Odżywają wspomnienia, wyświetlają się poszczególne kadry z życia mojej Dyśki.
Pielęgnuję je, przywołuję - a czasem przychodzą same.
Chwilami płyną łzy, czasem skurczy się serce.
Nie zapomnę Cię, Maleńka.
Nie zapomnę.
Zapisałaś się we mnie na zawsze.
Były koszmarne upały, był urlop.
Działo się.
Od tygodnia pracuję - jest ciężko.
Ale za to jest praca (znaczy wciąż mam pracę) i z tego cieszę się niezmiernie.
Wkrótce fotograficzno - słowne reminiscencje pourlopowe.
Postaram się jak najszybciej, choć po prawdzie nagromadzenie (w najbliższych tygodniach) przemiłych rodzinnych uroczystości może mi to trochę utrudnić.
Mimo wszystko kiedyś w końcu napiszę:)
Dobrej nocy i dobrego tygodnia wszystkim:)))
czwartek, 4 czerwca 2015
Mój ostatni przekaz
z poprzedniego posta -
był za mocny?
Zbyt bolesny?
Wstrząsający?
Raniący?
Uprasza się o konstruktywną krytykę.
Prawdziwą i szczerą.
Albowiem jeden komunikat w temacie już mam.
Osoba oglądająca nie była w stanie dotrwać do końca.
Nie ukrywam, że ten komunikat nieco mną wstrząsnął.
Piszcie prawdę, jeśli wola i łaska.
Ja nadal tęsknię.
Niekoniecznie musicie o tym czytać...
był za mocny?
Zbyt bolesny?
Wstrząsający?
Raniący?
Uprasza się o konstruktywną krytykę.
Prawdziwą i szczerą.
Albowiem jeden komunikat w temacie już mam.
Osoba oglądająca nie była w stanie dotrwać do końca.
Nie ukrywam, że ten komunikat nieco mną wstrząsnął.
Piszcie prawdę, jeśli wola i łaska.
Ja nadal tęsknię.
Niekoniecznie musicie o tym czytać...
wtorek, 2 czerwca 2015
Wzrusz.
Spłakałam się jak głupia.
Chyba na razie nie powinnam oglądać takich filmów.
Nie szukałam go.
Znalazł mnie sam.
Chyba na razie nie powinnam oglądać takich filmów.
Nie szukałam go.
Znalazł mnie sam.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Lepszy czas
Trochę.
Dwa dni wyjechane.
Mądrze pomyślana Msza dla sporej grupy bieluśkich aniołków.
Nie zdążyli się znużyć, byli pięknie przygotowani.
Duże rodzinne stado.
Śmiech, gwar, pyszne jedzonko.
Mecz piłki nożnej na ogrodowym trawniku.
Strzelanie z wiatrówki:)
Kandydaci na nowych członków rodziny - część już z "certyfikatem", część bez.
Zwyczajnie, prosto, bez zadęcia, bez nijakich przykrości.
Główna bohatereczka piękna, niewinna, radosna.
Totalnie nieroszczeniowa - jak cała reszta dorosłego już rodzeństwa.
Cieszyło ją wszystko - hulajnoga, zegareczek, kolczyki, parę groszy.
Za wszystko dziękowała z widocznym wzruszeniem.
Największym prezentem był Ten, Którego po raz pierwszy.
Bardzo się starałam, ale nie mogłam wejść całą sobą, jak kiedyś.
Lizałam lody przez szybę.
... tak już będzie?
Powrót.
Trawienie zdarzeń.
W domu pustka.
Ciszę lubię, pustki - nie.
Pustki-bez-niej.
Na dzisiejszy obiad odgrzewałam pierogi.
Jeden spadł mi na podłogę.
Musiałam go podnieść.
To dla mnie nowość.
W dobrych czasach w kilka sekund by go nie było.
Tęsknię.
Nie da się inaczej.
Dwa dni wyjechane.
Mądrze pomyślana Msza dla sporej grupy bieluśkich aniołków.
Nie zdążyli się znużyć, byli pięknie przygotowani.
Duże rodzinne stado.
Śmiech, gwar, pyszne jedzonko.
Mecz piłki nożnej na ogrodowym trawniku.
Strzelanie z wiatrówki:)
Kandydaci na nowych członków rodziny - część już z "certyfikatem", część bez.
Zwyczajnie, prosto, bez zadęcia, bez nijakich przykrości.
Główna bohatereczka piękna, niewinna, radosna.
Totalnie nieroszczeniowa - jak cała reszta dorosłego już rodzeństwa.
Cieszyło ją wszystko - hulajnoga, zegareczek, kolczyki, parę groszy.
Za wszystko dziękowała z widocznym wzruszeniem.
Największym prezentem był Ten, Którego po raz pierwszy.
Bardzo się starałam, ale nie mogłam wejść całą sobą, jak kiedyś.
Lizałam lody przez szybę.
... tak już będzie?
Powrót.
Trawienie zdarzeń.
W domu pustka.
Ciszę lubię, pustki - nie.
Pustki-bez-niej.
Na dzisiejszy obiad odgrzewałam pierogi.
Jeden spadł mi na podłogę.
Musiałam go podnieść.
To dla mnie nowość.
W dobrych czasach w kilka sekund by go nie było.
Tęsknię.
Nie da się inaczej.
czwartek, 28 maja 2015
Cyrk
medialny ma się świetnie.
Manipulacje w toku.
Szambonurkowe media produkują "chwytliwe" tytuły, pod którymi mieszczą się kompletnie inne treści.
Jeśli ktoś czyta tylko nagłówki szybko tym szambem się pobrudzi i bezmyślnie pośle je dalej.
I ludzie ślą - cholera jasna, ślą!
Przecież myślenie nie boli.
Poglądy dziś można sobie wyrobić bez problemu - trzeba się tylko postarać.
I trzeba wiedzieć o tym, że celem mainstreamowych mediów jest zrobić z nas idiotów.
Mnie osobiście to obraża.
Ja idiotką być nie zamierzam.
Czytajmy, szukajmy, nie dajmy się!
Zaczęło się bardzo silne manipulowanie wypowiedziami prezydenta - elekta.
Słuchajcie, nie trzeba go kochać, nie musi nikomu być z nim po drodze, ale mamy przecież prawo wiedzieć, co NAPRAWDĘ ten człowiek mówi, jak formułuje swoje myśli.
To jest dziś bardzo ważne - poznać go, budować zaufanie czy nieufność - ale w oparciu o prawdziwe dane, a nie medialne manipulacje.
Szukam.
Docieram do źródeł, do faktów, komentarze i opinie odstawiam na półkę.
Chyba, że wypowiadają się ludzie, którym ufam.
Niewielu ich jest, niektórych nowych dopiero poznaję.
Po długich i ciężkich cierpieniach (3 tygodnie!) dotarły do mnie wreszcie "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" autorstwa Wojciecha Sumlińskiego. Zaczynam zatem lekturę jego trzeciej (dla mnie) książki.
Tutaj jest krótki artykuł.
Szczególnie zaś polecam Wam ten link (klik).
Obszerny artykuł i film.
Informacje, od których jeży się włos.
Gdyby były nieprawdziwe, autorzy już dziś siedzieli by w pierdlu - a nie siedzą.
To ich uwiarygadnia.
Bardzo chciałabym się przyczynić do tego dobra, które w niedzielę się stało.
Pielęgnować je, pomóc mu rosnąć, obnażać manipulacje.
Budzi moje zaufanie. To dobro. Ten człowiek.
Róbmy to, niech nas będzie więcej - nie populistycznie, nie emocjonalnie - rzetelnie, po prostu.
To MUSI nas obchodzić.
Mówmy, jak jest.
Jeden już taki jest, co mówi jak jest i powiadam Wam - mądrze gada!
P.S. Tak, ciężko mi.
Nadal nie lubię wracać do domu.
Tęsknię.
Bardzo.
Manipulacje w toku.
Szambonurkowe media produkują "chwytliwe" tytuły, pod którymi mieszczą się kompletnie inne treści.
Jeśli ktoś czyta tylko nagłówki szybko tym szambem się pobrudzi i bezmyślnie pośle je dalej.
I ludzie ślą - cholera jasna, ślą!
Przecież myślenie nie boli.
Poglądy dziś można sobie wyrobić bez problemu - trzeba się tylko postarać.
I trzeba wiedzieć o tym, że celem mainstreamowych mediów jest zrobić z nas idiotów.
Mnie osobiście to obraża.
Ja idiotką być nie zamierzam.
Czytajmy, szukajmy, nie dajmy się!
Zaczęło się bardzo silne manipulowanie wypowiedziami prezydenta - elekta.
Słuchajcie, nie trzeba go kochać, nie musi nikomu być z nim po drodze, ale mamy przecież prawo wiedzieć, co NAPRAWDĘ ten człowiek mówi, jak formułuje swoje myśli.
To jest dziś bardzo ważne - poznać go, budować zaufanie czy nieufność - ale w oparciu o prawdziwe dane, a nie medialne manipulacje.
Szukam.
Docieram do źródeł, do faktów, komentarze i opinie odstawiam na półkę.
Chyba, że wypowiadają się ludzie, którym ufam.
Niewielu ich jest, niektórych nowych dopiero poznaję.
Po długich i ciężkich cierpieniach (3 tygodnie!) dotarły do mnie wreszcie "Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego" autorstwa Wojciecha Sumlińskiego. Zaczynam zatem lekturę jego trzeciej (dla mnie) książki.
Tutaj jest krótki artykuł.
Szczególnie zaś polecam Wam ten link (klik).
Obszerny artykuł i film.
Informacje, od których jeży się włos.
Gdyby były nieprawdziwe, autorzy już dziś siedzieli by w pierdlu - a nie siedzą.
To ich uwiarygadnia.
Bardzo chciałabym się przyczynić do tego dobra, które w niedzielę się stało.
Pielęgnować je, pomóc mu rosnąć, obnażać manipulacje.
Budzi moje zaufanie. To dobro. Ten człowiek.
Róbmy to, niech nas będzie więcej - nie populistycznie, nie emocjonalnie - rzetelnie, po prostu.
To MUSI nas obchodzić.
Mówmy, jak jest.
Jeden już taki jest, co mówi jak jest i powiadam Wam - mądrze gada!
P.S. Tak, ciężko mi.
Nadal nie lubię wracać do domu.
Tęsknię.
Bardzo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
